32802. Dukwicz

Bardzo proszę:
Jest to dział encyklopedyczny - więc NIE PROWADZIMY TU ROZMOW, NIE SZUKAMY PRZODKOW, INFORMACJI, KONTAKTOW - tu gromadzimy informacje, piszemy encyklopedycznie, ogólnie, bezosobowo. Każdy kto będzie zainteresowany umieszczoną przez Ciebie notą, sam widzi że interesujesz się rodziną, osobą, na pewno więc dopisze jeśli coś wie, lub się skontaktuje z Tobą. Jeśli chcesz poinformować że "szukasz..." napisz to w dziale ogłoszeń!

Jak pisać tutaj? - reguły, porady

Dukwicz

Postprzez akarwa » 02.03.2018

DUKWICZ

Rodowód Dukwiczów:



xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

W Polsce jest 11 osób o nazwisku Dukwicz.
Zamieszkują oni w 2 różnych powiatach i miastach. Najwięcej zameldowanych jest w Warszawa ,a dokładnie 8.
z 3 zamieszkuje Grodzisk Mazowiecki osób o tym nazwisku.


CZY ZNAJA SWOJE KORZENIE ?

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wg Family search / grobnet

WARSZAWA

Eugenia Dukwicz
Find A Grave Index
Other information in the record of Eugenia Dukwicz
from Find A Grave Index
Name Eugenia Dukwicz
Event Type Burial
Event Date 1993
Event Place Warsaw, , Mazowieckie, Poland
Photograph Included N
Birth Date 05 Jun 1915
Death Date 21 Mar 1993 ( lat 77)
Affiliate Record Identifier 170438800
Cemetery Warszawa Ewangelicko - Augsburskiśw. Trójcy

Minsk Mazowiecki
Dukwicz | Muzeum Józefa Piłsudskiego - Wykaz Legionistów
wykaz.muzeumpilsudski.pl/wykaz-legionistow/wykaz/legionista/5725-dukwicz
1. Kopia
Dukwicz Marian. Data ostatniej modyfikacji: 24-10-2014. Dodaj nowy wpis lub zdjęcia >> · « powrót do Wykazu. Część naukowa. Nazwisko, Dukwicz. Imię / Imiona, Marian. Pseudonim. Data urodzenia, 8 - IX - 1892. Miejsce urodzenia (przynależy), Jędrzejów, woj. Kieleckie. Stopień wojskowy / nr karty / nr legitymacji ...
Beliniacy nad Nidą - Strona 7 - Forum Andreovia.pl
andreovia.pl/jedrzejow-forum/region-jedrzejowski/332-beliniacy-nad-nida?start=60
1. Kopia
Dukwicz Marian urodzony w Jędrzejowie 8 - IX – 1892 absolwent seminarium nauczycielskiego. Członek konnego plutonu "Sokoła". 6 XII 1914 r. został ranny w bitwie pod Marcinkowicami. Podoficer weterynaryjny w 1.p.uł. LP. Po rozwiązaniu pułku w lipcu 1917 roku, internowany w Szczypiornie. W listopadzie 1918 r.
Dukwicz Marian urodzony w Jędrzejowie 8 - IX – 1892 absolwent seminarium nauczycielskiego. Członek konnego plutonu "Sokoła". 6 XII 1914 r. został ranny w bitwie pod Marcinkowicami. Podoficer weterynaryjny w 1.p.uł. LP. Po rozwiązaniu pułku w lipcu 1917 roku, internowany w Szczypiornie. W listopadzie 1918 r. wstąpił do WP, wcielony do 7.p.uł. , w którym służył jako chorąży służby weterynaryjnej. Odznaczony KW.
Marian Dukwicz chorąży 7 Pulku Ułanów
Ur 8 IX 1892 zm 17 IV 1969
Wanda Dukwicz zona Mariana
Ur 11 VII 1894 zm 6 V 1973
Ryszard Dukwicz (syn ?)
Ur 14 VI 1929 zm tragicznie 12. X. 1993


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Z geneteki polskiej

Rodzina 1778-1863 Ludwiki z Dębskich 1 voto Gołuchowskiej 2 voto Dukwicz z Jedrzejowa
24 lutego 1863 o 11 rano stawili sie Antoni Bogdanski lat 58 Obywatel z Kielc i Bronisław Oraczewski lat 29 liczacy urzednik z Jedrzejowa i oswiadczyli, ze dnia wczorajszego o godzinie 7 wieczorem tu w Kielcach zmarła LUDWIKA z Debskich 1 voto Goluchowska 2 voto Dukwiczowa wdowa 85 lat . Po przekonaniu sie... akt ten podpisany przez wszystkich

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Rodzina stolarza 1775 Henryka Dukwicza i 1783 Salomei Bayel z Kanoniczej 126 w Krakowie

1811 10ur styczeń 16 Paweł Dukwicz Henryk lat 36 czeladnik stolarski zam. Kanonicza 126 Salomea lat 29 Bayel Kraków Wszystkich Świętych; chrzestni Dominik Nowak lat 57 wyrobnik zam Podzamcze 235 i Mikołaj Piatkowski lat 40 gospodarz kamienicy Kanonicza 123; niepismienni
1813 154ur grudzień 23 Henryk Jan Dukwicz Uczciwy Henryk lat 39 profesji stolarskiej zam Kanonicza 126 Uczciwa Salomea lat 25 Bagcel Kraków Wszystkich Świętych; chrzestni ucziwy szynkarz Dominik Kr… lat 37 zam Szeroka 39 i Marcin Szubert prof. Stolarskiej lat 34 zam Rozana 613
1816 ? Franciszek Dukwicz s. Henryka i Salomei

xxxxxxxxxxxx

Rodzina kominiarza 1816 Franciszka Dukwicza z Jędrzejowa

1 zona 1815 Franciszka Walinkiewiczanka 1 voto Arkuszewska

1837 55sl listopad 29 Franciszek kawaler profesji kominiarskiej czeladnik zam. Jędrzejow 98 syn Henryka Dukwicza i Salomei z Baytlow’ w Krakowoie zmarłych, urodzonym w Krakowie, lat 21 liczacy, usamodzielniony Dukwicz Franciszka Arkusiewiczowa z Walenkiewiczów; c. Antoniego i A nny Walenkiewiczów w Jedrzejowie zmarłych, lat 22 liczaca, 1 voto Arkusiewiczowa wdowa od 3 stycznia 1837 Jędrzejów świadkowie Andzrej Dlugosz b. burmistrz Jedzrejowa lat 57 i Franciszek Dernecki lat 48 obywateli w miescie Jedzrejowie zamieszkałych

1848 232zg 2 listopada 18.00 Franciszka 1 voto Arkuszewska lat 33 c. Antoniego i Anny Walenkiewiczow zamrłych już, zostawiła meza Franciszka kominiarza Dukwicz Jędrzejów Nr domu 83 Jędrzejów zg, Lukasz Bakiewicz lat 41 Wincenty Uramowski lat 33

Ich dzieci:
1838-1839 105zg Władysław 1 rok s. Franciszka lat 26 kominiarza i franciszki Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów
1839 235ur Wiktoria c. Franciszka Dukwicz lat 29 (piśmienny) i Franciszki Walinkiewiczonki lat 23 Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów
1842 93ur Stanisław s. Franciszka kominiarza lat 32 Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów
1843 ur136 Maksymilian Franciszek kominiarz lat 34 Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów
1843- 1847 274zg Maksymilian lat 5 syn Franciszka i Franciszki Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów

1845 Ur 83/ zg 1847/60 Julia Teodozja c. Franciszka kominiarskiej profesji magistra lat 35 Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów

1845-1847 60zg Julia lat 2 c. Franciszka i Franciszki Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów

1845-1850 35zg Józef lat 5 Dukwicz s. Franciszka i Franciszki już zmarłej Jędrzejów Jędrzejów


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

2 żona Helena Karwacka c. Sebastiana i Heleny z Kasinskich; slub w Sieciechowicach w 1848 roku:

1868 37zg Helena Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów zglosili Wojciech Blicharski lat 56 i Karol Gaczalski lat 60, oswiadczyliz e 15 marca 1868 o 2 rano zmarla Helena Dukwiczowa lat 37 c. marcina i Heleny Karwackich, zostawiwszy po sobie meza Franciszka Dukwicza kominiarza podpisał tylko siadz świadkowie nie umieja pisac

ich dzieci

1850 127 ur wrzesien 2 Feliks s. Franciszka lat 40 i Heleny Karwackiej lat 20 Dukwicz Dom 63 Jędrzejów Jędrzejów świadkowie Łukasz Hatkiewicz lat 46 i Wincenty Uramowski lat 37 mieszczanie w Jędrzejowie; chrzestni Adam * i Sabina Anc


ADAM * I SABINA ANC z Jedrzejowa

Pobrali się w 1846 / akt 8 Adam Anc lat 32 i Sabina Podgórska c. Dominika i Elzbiety baklewicz wdowa lat 32
Urodzenia Anców
1847/177
1848/117
1862/ 114


1875 69sl Feliks Dukwicz s. Franciszka i Heleny karwackiej Aleksandra Zejdler Jędrzejów

http://metryki.genbaza.pl/genbaza,detail,59231,52
1852ur 170ur 4 lipiec Władysław Dukwicz s, Franciszka kominiarza lat 42 i Helena z Karwackich lat 22 Jędrzejów Jędrzejów
1855 19zg Władysław lat 2 Dukwicz syn Franciszka i Heleny z Karwackich Jędrzejów Jędrzejów

1855ur 65ur Julia Joanna Dukwicz c. Franciszka kominiarza lat 45 i Heleny z Karwackich lat 25 Jędrzejów Jędrzejów
1870 15sl Jan Wisłowski Julianna Dukwicz Jędrzejów

1857 23ur Eleonora Dukwicz x. Franciszka kominiarza lat 47 i Heleny z Karwackich lat 28 Jędrzejów Jędrzejów
1859 155ur Antoni Dukwicz s. Franciszka lat 49 i Heleny z Karwackich 29 Nr 137 Jędrzejów Jędrzejów
1859 63zg Antoni Dukwicz Jędrzejów Jędrzejów
1863-1863 144zg Maria piec tygodni Dukwicz x, franciszka i Heleny z Karwackich Jędrzejów Jędrzejów


1860 231ur Aleksander Franciszek Dukwicz syn franciszka lat 50 i Heleny z Karwackich lat 30 Jędrzejów Jędrzejów
1885 47sl Aleksander Dukwicz Józefa Lis Jędrzejów

http://metryki.genbaza.pl/genbaza,detail,59190,124

1903 18sl Stanisław Dukwicz Janina Eret Jędrzejów
1911 60sl Stanisław Pilak Zofia Dukwicz Jędrzejów

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

3 zona Józefa Zarski

1871 1sl Franciszek Dukwicz Józefa Żarski Jędrzejów
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

Ród DUKWICZ – ów wczoraj i dziś

Postprzez akarwa » 03.03.2018

Ród DUKWICZ – ów wczoraj i dziś

W Polsce jest 11 osób o nazwisku Dukwicz. Zamieszkują oni w 2 różnych powiatach i miastach. Najwięcej zameldowanych jest w Warszawa ,a dokładnie 8. z 3 zamieszkuje Grodzisk Mazowiecki osób o tym nazwisku.

CZY ZNAJA SWOJE KORZENIE ?


Karwaccy aneks 604:Helenka * (1830-1868) KARWACKA – Francisz

viewtopic.php?f=45&t=29370&p=68135&hilit=Dukwicz#p68135


xxxxxxxxxxxxxxx

w family search / grobnet

WARSZAWA
1915-1993 Eugenia Dukwicz
Find A Grave Index
Other information in the record of Eugenia Dukwicz
from Find A Grave Index
Name Eugenia Dukwicz
Event Type Burial
Event Date 1993
Event Place Warsaw, , Mazowieckie, Poland
Photograph Included N
Birth Date 05 Jun 1915
Death Date 21 Mar 1993 ( lat 77)
Affiliate Record Identifier 170438800
Cemetery Warszawa Ewangelicko - Augsburskiśw. Trójcy

Minsk Mazowiecki
1892-1969 Marian Dukwicz chorąży 7 Pulku Ułanów
Ur 8 IX 1892 zm 17 IV 1969
Dukwicz | Muzeum Józefa Piłsudskiego - Wykaz Legionistów Data urodzenia, 8 - IX - 1892. Miejsce urodzenia (przynależy), Jędrzejów, woj. Kieleckie. Stopień wojskowy / nr karty / nr legitymacji ...
Beliniacy nad Nidą - Strona 7 - Forum Andreovia.pl
Dukwicz Marian urodzony w Jędrzejowie 8 - IX – 1892 absolwent seminarium nauczycielskiego. Członek konnego plutonu "Sokoła". 6 XII 1914 r. został ranny w bitwie pod Marcinkowicami. Podoficer weterynaryjny w 1.p.uł. LP. Po rozwiązaniu pułku w lipcu 1917 roku, internowany w Szczypiornie. W listopadzie 1918 r.
Dukwicz Marian urodzony w Jędrzejowie 8 - IX – 1892 absolwent seminarium nauczycielskiego. Członek konnego plutonu "Sokoła". 6 XII 1914 r. został ranny w bitwie pod Marcinkowicami. Podoficer weterynaryjny w 1.p.uł. LP. Po rozwiązaniu pułku w lipcu 1917 roku, internowany w Szczypiornie. W listopadzie 1918 r. wstąpił do WP, wcielony do 7.p.uł. , w którym służył jako chorąży służby weterynaryjnej. Odznaczony KW.
Pamiętnik legionisty - Strona 36 Wincenty Solek - 1988 - ‎
Nowy mój pluton znajduję przed stodołą folwarczną. Konie stoją na boisku z obu stron powiązane do sąsieków. W sąsiekach zboże. Oprócz kolegów: Wacka Brodowskiego, Eugeniusza Piecka, Tadka Kurnatowskiego, „Baji" Topolskiego, Przemka Uziębły i Malanowskiego, poznaję nieznanych mi dotąd kielczan: Ludomira Kosińskiego, Karola Wiernickiego, Stanisława Królickiego, Józefa Jamroza i Dobrowolskiego. Z okolic Kielc są: Marian Dukwicz, Cugowski, Szpak, Łabędzki.

Z grobnetu:
Marian Dukwicz chorąży 7 Pulku Ułanów
Ur 8 IX 1892 zm 17 IV 1969
Wanda Dukwicz zona Mariana
Ur 11 VII 1894 zm 6 V 1973
Ryszard Dukwicz (syn ?)
Ur 14 VI 1929 zm. tragicznie 12. X. 1993
Dzieje Śródmieścia - Strona 851
Kazimierz Kazimierski - 1975 - ‎... 629 Drzewiecki Zbigniew 725, 726, 728 Dubina Konstanty 340 Dubiska Irena 728 Dubois Stanisław 423, 503 Dufour wl. drukarni 624 Dukaczcwski Roman 323 Dukwicz Ryszard 21 Dunin Teodor 357 Dunin-Wąsowicz Krzysztof 471, 829 Dunin-Wąsowicz Władysław 750 Dunquerque (Dunker) Ernest 93 - 95 Dunquerque Piotr 93 Duracz Teodor 281. 315, 318 Durko Janusz 771, 836 Durski Stefan 157 Dutlinger Jakub 303 Dworakowski Władysław 350 Dygasiński Adolf 389 Dymitrow ...

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

dr Dorota Dukwicz z Instytutu Historii PAN – ogromny dorobek naukowy
OBnES - wykład dr Doroty Dukwicz "Czy do I rozbioru mogło nie dojść ...
8 lut 2018 - Przesłany przez: Muzeum Łazienki Królewskie
Video OBnES - wykład dr Doroty Dukwicz "Czy do I rozbioru mogło nie dojść?" - OBnES - wykład dr ...


xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Piotr Dukwicz Grodzisk Mazowiecki
Piotr Dukwicz, Warszawa, 23.12.2017 – 4 rocznica smierci

Rodzina Piotra Dukwicza, motocyklisty potrzebuje Waszej pomocy. Piotr byl wzorowym kierowcą, zawsze jeździł rozważnie i ostrożnie. Motocykl był jego wielką pasją. Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że jego żona Ania wraz z dwójką dzieci Lenką i Mikołajem zostali nagle bez głowy rodziny. Borykają się z nieubłaganą rzeczywistością i potrzebują Waszego wsparcia

23 gru 2017 - Nekrolog Piotr Dukwicz, Warszawa, 23.12.2017 - zobacz nekrolog, kondolencje, wyrazy współczucia najbliższych osób oraz wspomnienia osoby zmarłej na Nekrologi Wyborcza.pl.


Trzeba żyć naprawdę, żeby oszukać pędzący czas.
Pięknie żyć, w zachwycie. Życie zdarza się raz"
Głęboko zasmuceni z ogromnym bólem żegnamy tragicznie zmarłego
31 grudnia 2013 roku
Piotrka Dukwicza
Naszego wieloletniego Kolegę z pracy, wspaniałego Człowieka i Przyjaciela
Dukii, pozostaniesz w naszych sercach na zawsze.
Ani, Lence i Mikołajowi
składamy
wyrazy najgłębszego współczucia
koledzy i koleżanki z Biura Sprzedaży prepaid Orange Polska
Lena I Mikołaj Dukwicz. Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że Ania wraz z maleńką Lenką i Mikołajem zostali nagle bez głowy rodziny. Borykają się z nieubłaganą rzeczywistością, pełną nie tylko bólu po stracie najbliższej osoby, ale też kłopotów finansowych, gdyż skomplikowana sytuacja prawna zapowiada długą walkę z
Wątek powitanie - LXX Liceum Ogólnokształcące im. Aleksandra ...
13 gru 2007 - 10 lat temu. Piotr Dukwicz Warszawa. Piotr Dukwicz. następnym razem będę się bacznie rozglądał:-) Honda Varadero:-) 10 lat temu. Konto anonimowe · Konto anonimowe. Piękna, choć troszkę zużyta :) Ja mam suzuki gs500e, choć planowałam hondę hornet 600... Ale wszystko przede mną... 10 lat temu.


Profil załogi - Piotr Dukwicz - ZZ-top.pl
Nr: 28. Kierowca: Piotr Dukwicz. Pilot: Klasa: MOTOCYKL-CC. Auto: MOTOCYKL-CC. Miasto: city. Team: team.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Dukwicz Leszek
FW: FW: - PostgreSQL
23 lut 2004 -
From: Dukwicz, Leszek, (BRE/DIN)
Sent: Monday, February 23, 2004 8:26 AM
To: 'pgsql-admin(at)postgresql(dot)org'
Subject:
Importance: High

Hi,
We are running Postgresql 7.3.4. Does anyone know how to make pg_dump
Write dumps larger than 2 GB?? Compilation with D_FILE_OFFSET_BITS=64 gave
no results...Sorry previous mail did not contain O/S info: it's UnixWare 7.1.1 and 7.1.3 Thanks in advance
Leszek Dukwicz

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Dukwicz Jacek lekarz anastezjolog Grodzisk Mazowiecki
DUKWICZ JACEK PRYWATNA PRAKTYKA LEKARSKA, zarząd: Dukwicz Jacek, NIP 521-13-67-102, Grodzisk Mazowiecki, Cicha 7, kod pocztowy 05-825.
Jacek Dukwicz - anestezjolog | ZnanyLekarz.pl
Jacek Dukwicz - anestezjolog z miasta Żyrardów. Sprawdzaj opinie i umawiaj wizyty w największym serwisie z lekarzami w Polsce.
Prywatna Praktyka Lekarska Jacek Dukwicz Specjalista - Health ... - Yelp
Prywatna Praktyka Lekarska Jacek Dukwicz Specjalista in Grodzisk Mazowiecki, reviews by real people. Yelp is a fun and easy way to find, recommend and talk about what's great and not so great in Grodzisk Mazowiecki and beyond.
Baza lekarzy | Jacek Dukwicz | Żyrardów
Telefon/adres: 046 855-20-1146 855 35 27 Limanowskiego 30 96-300 Żyrardów. Miasto: Żyrardów. Państwo: Polska. Specjalizacje. anestezjologia i intensywna terapia. Ocena lekarza/placówki. Komentarze. Napisz komentarz. Szanowny Użytkowniku, wysyłając swoją opinię pamiętaj, że ponosisz odpowiedzialność (także ...

Lista członków rejonu wyborczego
1. Kopia
17, Jacek Stanisław, Dukwicz. 18, Kazimierz, Dyl. 19, Elżbieta, Dziedzic. 20, Hanna Barbara, Dziuba. 21, Piotr Wiesław, Eliks. 22, Renata Małgorzata, Firlej-Kucińska. 23, Dawid Jarosław, Foryś. 24, Marzena Maria, Goszczyńska. 25, Grzegorz Marek, Goszczyński. 26, Danuta Aniela, Górska. 27, Alina, Gryckiewicz-Kurek.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Bozenna Kucharska Dukwicz – lek. okulista

Opinie Prywatny Gabinet Lekarski Bożenna Kucharska Dukwicz ...
Opinie i recenzje o Prywatny Gabinet Lekarski Bożenna Kucharska Dukwicz. Lokalizacja tego miejsca to H. Sienkiewicza undefined, 05-825 Grodzisk Mazowiecki.
Bożenna Ewa Kucharska-Dukwicz okulista Grodzisk Mazowiecki ...
Bożenna Ewa Kucharska-Dukwicz okulista Grodzisk Mazowiecki Sadowa 22 - adres, telefon, kontakt, choroby, zabiegi na SłużbaZdrowia.pl.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Andrzej Dukwicz – dr med.
Selected abstracts on carcinogenic risk from air pollution by engine ...
Elena C. McCoy, ‎International Cancer Research Data Bank, ‎Cancer Information Dissemination and Analysis Center (CIDAC) for Carcinogenesis Information - 1984 - ‎Widok krótkiego opisu
EFFECT OF AUTOMOBILE TRAFFIC ON TI-IE BENZO(A)PYRENE CONTENT OF TI-IE SOIL AND PLANTS Borkdwska MM, Dukwicz A, Strusinski A Rocz Panstw Zakl Hig; 33(4):297-302 1982 Keywords (MeSH): Automobile Exhaust/'toxicity; Benzopyrenes/"analysis/toxicity; English Abstract; Grasses/analysis; Poland; Soil Pollutants/'analysis/toxicity. 247. PREDICT ING POLYCYCLIC AROMATIC HYDROCARBON CONCENTRATIONS IN URBAN AEROSOLS 52 ONCOLOGY ...
Journal of Embryology and Experimental Morphology

Among the more densely packed chondrocytes greater accumulation of alcian-blue-stainable material. Alcian blue at pH 0-4, x 400. to their degeneration. Frequently cartilage was formed at the periphery. Fig. 3. Cartilage nodules separated by thick collagen fibres after 9 days of culture. Trioxyhematoxylin and picrofuchsin, x 400. Table 2. Hydroxyproline content in pooled cultures* and media^ expressed. 162 S. MOSKALEWSKI, M. KAMINSKI AND A. DUKWICZ.


2007 / 43 / 2
223-241 Pomiar poziomu sercowych troponin we wczesnych stanach zawałowych mięśnia sercowego z zastosowaniem dwóch analizatorów pracujących w systemie "tandem"

The measurement of heart troponins level in early states of myocardial infarction with the use of two working analysers in the "the tandem" systems Andrzej Dukwicz Praca oryginalna • Original Article

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Rafał Dukwicz
Neseberska 4, 02-758 Warszawa
Rafal Dukwicz - Właściciel, Minikomp - GoldenLine.pl
Warszawa - ‎Administrator Bezpieczeństwa
Zobacz profil i doświadczenie zawodowe użytkownika Rafal Dukwicz (Właściciel) z miasta Warszawa w serwisie GoldenLine. GoldenLine to największy serwis społeczności biznesowej w Polsce.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Magda Dukwicz
Dukwicz Magda - wynik końcowy - Biegnij Warszawo - bieganie ...
6 paź 2013 - Dukwicz Magda - wynik końcowy - '01:01:18' - 497 miejsce Warszawo - Warszawa,6 października 2013,bieganie,10 km->


Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Łukasz Dukwicz lesnik jedrzejowski
Historia - Nadleśnictwo Jędrzejów - Lasy Państwowe
28 lut 2014 - J. Karczewski, A. Karkowski, M. Karkowski, T. Górecki, Ł. Dukwicz, Królikowski. Gajowi: M. Bodzioch, F. Chruściel, Kwiecień, Łata, Kamiński, Piasecki, Buba, Rutkowski. II. Nadleśnictwo Jędrzejów Południe - siedziba koło Muzeum w Jędrzejowie. Nadleśniczy inż. R. Lewicki. Leśniczowie m.in.: inż.
http://www.jedrzejow.radom.lasy.gov.pl/ ... phdl9KWzIU
Nadleśnictwo Jędrzejów zostało podzielone na dwa nadleśnictwa:
I. Nadleśnictwo Jędrzejów Północ - personel pozostał nie zmieniony przez okupanta:
Nadleśniczy inż. Ignacy Janiec
Sekretarz biura Pan Białkiewicz
Leśniczowie m.in.: J. Karczewski, A. Karkowski, M. Karkowski, T. Górecki, Ł. Dukwicz, Królikowski
Gajowi: M. Bodzioch, F. Chruściel, Kwiecień, Łata, Kamiński, Piasecki, Buba, Rutkowski.
II. Nadleśnictwo Jędrzejów Południe - siedziba koło Muzeum w Jędrzejowie
Nadleśniczy inż. R. Lewicki
Leśniczowie m.in.: inż. W. Medoń, R. Szydłowski, Wiltowski, P. Janoff, Nitecki
Gajowi: A. Śliwa, St. Bugajski, J. Pękalski, Wilkusz, Sobieraj, Kurzalewski senior, A. Winter, St Kaczmarczyk, Prawowicz, Trela, A. Puchała, R. Serdelski senior.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

https://www.1944.pl/powstancze-biogramy ... na,69.html

1908-1963 Izabella Folkierska - Dukwicz
Izabella Dukwicz
Pseudonim-Data urodzenia1908-06-11Data śmierci1963-09-04Stopieńsanitariuszka
Nazwisko panieńskieFolkierskaOddziałVII Obwód "Obroża" (powiat warszawski) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej - 6 Rejon "Helenów" (Pruszków) - sanitariuszka w obozie przejściowym Dulag 121 - ochotniczkaInformacje dodatkoweMieszkanka Pruszkowa, z zawodu inżynier chemii, pracownik pruszkowskiej fabryki ołówków rodziny Majewskich. Do pomocy jako sanitariuszka w obozie przejściowym Dulag 121 zgłosiła się zaraz po jego utworzeniu. Na terenie obozu zajmowała się organizowaniem ucieczek. Jej dom stał się schronieniem dla wielu uciekinierów z obozu.ŹródłaNota biograficzna: Muzeum Dulag 121, wymieniona w relacji Elżbiety Roman (podczas Powstania Borsuk0 dla Archiwum Historii Mówionej
[PDF]Historia Fabryki Ołówków St. Majewski w Pruszkowie 1889 ... - Pruszków
żony Ziemomysła Zaborskiego, oraz Izabela Dukwicz, żona jednego z pracowników. Fabryka organizowała transport dla więźniów przewożonych potajemnie do szpitali w Pruszkowie. i w Tworkach59. Już po zakończeniu działań wojennych w Pruszkowie, w mar - cu 1945 r., z inicjatywy Komitetu Fabrycznego (powstałego ...

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Kazimiera lzabela Dukwicz Drescherowa - sanitariuszka
Wyrok na miasto: wypędzenie, rabunek, zagłada - Strona 31
Stanisław Kopf - 2001 - ‎Widok krótkiego opisu - ‎Więcej wydań
Polski personel pomocniczy szpitala pruszkowskiego Kazimiera lzabela Dukwicz Drescherowa - sanitariuszka - tłumaczka Dr Julia Bielecka Dr lzabela - obozowa Wolframówna lekarka - obozowa lekarka warszawiaków przeważali starcy. Chcieli umierać wraz ze swoim miastem. Sądzić należy, że dla większości z nich grobem stał się pruszkowski obóz. Śmiertelność w obozie wzrastała w miarę napływu nowych transportów. lm dłużej ludzie przebywali w płonącym i walczącym ...

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Zofia Dukwicz Polakowa z Jedrzejowa żona Stanisława matka Zbigniewa i Zofii Polaków
Historia zaklęta w starej skrzyni. Unikatowe zdjęcia Jędrzejowa ...
7 kwi 2012 - Żonaty był z Zofią z domu Dukwicz. Mieli dwoje dzieci Zbigniewa i Zofię. To właśnie Stanisław zapoczątkował w rodzinie Polaków pasję do fotografowania. Kontynuował ją jego syn Zbigniew. DZIADEK I JEGO FOTOGRAFIE - Dziadek Zbigniew ukończył szkołę podstawową oraz gimnazjum w Jędrzejowie, ...
Unikatowe zdjęcia Jędrzejowa, które przez dziesiątki lat skrywane były na strychu, wreszcie zobaczyły światło dzienne. Jest ich około... 3 tysiące! Wiele z nich zawierało materiał, za który wtedy można było iść do więzienia Grzegorz Polak prezentuje negatywy ze swojej kolekcji. ©Przemysław Chechelski Zobacz nieznane dotąd zdjęcia Jędrzejowa i okolic z początku XX wiekuGrzegorz Polak, jędrzejowski przedsiębiorca, postanowił pokazać światu unikatową kolekcję zdjęć zapisanych na szklanych negatywach, przedstawiających Jędrzejów i okolice na początku dwudziestego wieku. Odziedziczył je kilka lat temu po swoim dziadku. Dotychczas tylko nieliczni wiedzieli o ich istnieniu. Jest to prawdopodobnie największa kolekcja szklanych negatywów w województwie świętokrzyskim.

Czytaj więcej: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/w ... ,id,t.html

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


1909 Emma Dukwicz

R-S - Polish Genealogical Society of Connecticut and the Northeast, Inc.
Rewa, Wojciech, 25, Dukwicz, Emma, 21, 6/19/1909. Richter, Anna, 24, Capnik, Edward, 26, 6/29/1909. Richter, Karol, 20, Konkowska, Laura, 19, 2/12/1909. Robaczewska, Mamie, 19, Stachowski, Jozef, 22, 6/5/1909. Robitala, Marya, 20, Kadlicz, Henryk, 22, 6/23/1909. Rohde, Anastazya, 20, Barylski, W. 23, 11/2/1909.

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Leszek Dukwicz

Dukwicz Leszek data śmierci 16.07.1968 » Zmarły « http://www.nekrologi ...
17 sty 2013 - Informacje z bazy nekrologów o zmarłym/zmarłej Dukwicz Leszek, data smierci 16.07.1968.
Nazwisko i Imię: Dukwicz Leszek
Nazwisko rodowe:
Data śmierci: 16.07.1968
Data aktualizacji: 17.01.2013
Karta: 541

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Karolina Dukwicz
karolina dukwicz apolloqueen karolina dukwicz apolloqueen karolina ...
http://www.apolloqueen.com/p.php?p=Karo ... !0!146&f...
Karolina Dukwicz Teodora Stawniak Kazimierz Szegiec Urban Gustke Stanisław Mierkułow Bartosz Geba Waldemar Machlajewska Zenon Łukassek Marcin Kwatek Tomisława Droździoł Karol Smorawa Paulina Ciciorska Hubert Masinkiewicz Ewelina Frejgin Honorata Kęczkowska Anioł Żęczakowski Robert Boszkowicz ...

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

1890 Stanisław Dukwicz ref. starosty w Radomsku

Dziennik urzędowy Ministerstwa spraw wewnętrznych
1920 - ‎
Starszymi Referentami: Wacław Dębski, Stefan Bereza i Franciszek Bużycki. , Referentami: Wacław Węgliński, Czesław Krajewski, Ryszard Gronczewski, Stanisław Zaruski i Jan Gajewski. - Aleksander Małachowski – urzędnikiem etatowym w VII st. służb. Starostą: Zygmunt Robakiewicz na powiat Brzeziński Referentami Starostw: Każimierz Kaucki w Łukowie. Mieczysław Panglisz w Łukowie. Stanisław Dukwicz w Radomsku. Walerjan Kwaśniewski w Radzyniu . Bronisław Szymański ...
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

TRAGICZNY LOS Stanisława Dukwicza w Krakowie

Postprzez akarwa » 03.03.2018

TRAGICZNY LOS Stanisława Dukwicza w Krakowie

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

X. Dukwicz Kielce 1861

Kielce w pamiętnikach i wspomnieniach z XIX wieku - Strona 121
1992 - ‎Widok krótkiego opisu
Uczniowie najlepsi zajmowali pierwsze lawy, gorsi dalsze, najgorsi ostatnie. W klasie IV, do której wówczas należałem, pierwszym uczniem czyli prymusem by\ kolega Dukwicz17, bardzo zdolny matematyk. Drugim Jeleński Jan Rządowej Spraw Wewnętrznych, .lej uprawnienia ograniczono w 1839 r.. gdy powstal Okręg Naukowy Warszawski zależny bezpośrednio ocl Petersburga. 17 Dukwicz - brak danych. 18 .Jan Jeleński (1845-1909), publicysta i redaktor antysemickiej „Koli".

Leksykon: dziejów ludności żydowskiej Kielc, 1789-1999 - Strona 108
Krzysztof Urbański - 2000 - ‎Widok krótkiego opisu
1861 : „W klasie IV, do której wówczas należałem, pierwszym uczniem był kolega Dukwicz, bardzo zdolny matematyk. Drugi Jeleński Jan (wielki naboż- nik), później w Warszawie wydawca i redaktor tygodnika klerykalno-antysemickiego «Rola»". Po ukończeniu szkoły w Kielcach Jeleński wyjechał do Warszawy, gdzie podjął współpracę z „Niwą", „Przeglądem Tygodniowym", „Kurierem Codziennym".

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Tragiczne wspomnienia studenta Wacława Nałkowskiego:



Stanisław Dukwicz na UJ w II połowa XIX w
Pisma wybrane - Strona 758

Zofia Nałkowska, ‎Janusz Wilhelmi - 1954 -

Między przyjaciółmi
- znajduje się człowiek wybitnie zdolny, zmarnowany przez ciężkie warunki młodości, późniejszy lekarz prowincjonalny, student medycyny Wincenty Tryczyński, zmarły później po ukąszeniu przez psa na wściekliznę,
- jest poeta Hugo Wróblewski, prześladowany przez austriacką policję, jest młody kolega o nieustalonym nazwisku —
- może Stanisław Dukwicz — który z nędzy popełnił samobójstwo, opisane we Wspomnieniach krakowskiego studenta przez. Wacława Nałkowskiego ...

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wacław Nałkowski
Wspomnienia krakowskiego studenta.
Z przed ćwierci wieku[1].

I
Wielcy panowie, piorunujący zawzięcie na teorię Darwina, praktykują ją jednak, gdy tylko mogą zeń wyciągnąć zysk materyalny lub wzmocnić swe stanowisko kastowe: wszak przecież prowadzą oni oddawna hodowlę stad przez wybrakowanie jednostek nieodpowiednich, t. j. np. zbyt krnąbrnych i nie dających się zaprządz do jarzma, nie obiecujących zbyt obfitej wełny, lub smacznego, miękkiego i strawnego mięsa na pańskie stoły. Arystokracya galicyjska, a szczególniej krakowska, najprzeciwniejsza ze wszystkich Darwinowi, poszła jednak jeszcze dalej w sprawie hodowli stad: uprawia ona hodowlę ludzi, a to przez — wybrakowywanie szlachetnych! Ta galicyjska gospodarka, wydała już obfite owoce, świetne dla kasty, wstrętne i straszliwe dla każdego, kto ukochał ideały ludzkości.
 To wybrakowywanie odbywa się kilkoma drogami: ludzie z duszą niepodległą, z sercem i głową, ludzie „podejrzani“, „niebezpieczni“, napróżno wytężają swe siły w walce o byt: stańczykowsko-jezuicka policya śledzi ich, usuwa od zajęć, a proteguje spodlonych, giętkich w karku; bystre oko chlebodawcy-stańczyka lub księdza, odkryje wnet sztywność w karku zależnego odeń pracownika i miejsce jego zastąpi umiejący się spodlić i poniżyć sługus. I cóż dziwnego, że najlepsze, najszlachetniejsze jednostki albo umierają tam w kwiecie wieku z głodu (czy to bezpośrednio, czy przez wywiązanie się suchot), albo, gdy organizm jest dziwnie silny, żyją, ale tracą wszelką siłę nerwową, wpadają w apatyę, stają się chodzącemi trupami, inwalidami życia, kończą często obłędem lub samobójstwem. Tylko ci, co pojęli wcześnie beznadziejność drogi szlachetnej i przeszli w szeregi lokai, ci zastosowawszy się do tego stanowiska, z czasem osiągają zaszczyty i świetny byt materyalny; stańczykowsko-jezuicka policya doskonale zorganizowana postępuje tutaj bardzo systematycznie, metodycznie: wybrawszy ofiarę, nasyła nań kusicieli, którzy potrafią z szatańską psychologią roztoczyć przed nią czarowną przyszłość, świetną karyerę, lub też obrazy nędzy, a to odpowiednio do tego, czy wybrana ofiara zechce być powolnym narzędziem, czy też ośmieli się być krnąbrną. Tym sposobem kusiciele potrafią wypruć jednostce ludzkiej wszelkie porywy, wszelkie uczucia ogólnoludzkie, uczynić ją żołdakiem reakcyi, a przynajmniej bezdusznym specyalistą, szewcem naukowym — tak fabrykuje się każdy „doktór-profesor“. W ostatnim razie, wybrakowywanie odbywa się drogą mniej gwałtowną, nie przez wycinanie, lecz tylko naginanie i szczepienie „młodych płonek“. Machina społeczna, wynikająca jako rezultat takiej hodowli, musi się składać z trzech elementów: panów (i księży), jako kierowników, lokai, jako wykonawców i nędzarzy, jako odpadków.
∗ ∗


(…)  Kto kształcił się na uniwersytecie krakowskim, ten zna te różne kategorye tamecznej młodzieży, dążącej do celu; wśród moich wspomnień szczególniejsze miejsce zajmują losy jednego ze zmarnowanych przez jego śmierć wysoce tragiczną.
 Człowiek ten już przed śmiercią był zmarnowany w walce z biedą, był inwalidem życiowym. Wykształcony wszechstronnie, miewał chwile ożywienia i zapału, chwile przebudzenia z apatyi, ale takie „chwile przebudzenia są coraz krótsze, a sen w grobie coraz dłuższy i coraz twardszy“. W chwilach takich zdradzał on erudycyę i głębokie poglądy, odczytywał mi wiele swych luźnych notat życiowych i pozaczynanych prac naukowych, lecz na radę, by się wziął do ich zebrania w całość, do wykończenia, odpowiadał zwykle z westchnieniem: już zapóźno, przepadło — zresztą na co to, nikt nie wydrukuje tego, a choćby wydrukowano, czy to co pomoże, czy jesteśmy w stanie oprzeć się przemocy. Ten człowiek nie miał już sił do dalszej walki, żył z dnia na dzień bez idei. Coraz częściej zatapiał się on w smutną zadumę o bólach i przeciwnościach, które nie dozwoliły mu zająć się ulubionemi naukowemi studyami i znękały jego umysł, osłabiły dzielność myślenia, o młodości spędzonej w nędzy i głodzie, nie opromienionej blaskiem jasnych dni. Biada ludziom, którzy wpadają w zadumę, którym często „źrenica zamglona nie da się chłodno obejrzeć po świecie“, biada! — wśród szalonego wiru walki o byt padną oni zdruzgotani pod stopami tych, co zawsze trzeźwo i chłodno patrzą przed siebie. Wskutek takiej to zadumy, a może i wskutek świadomości o swem zmarnowanem życiu, człowiek ten znalazł śmierć pod kołami lokomotywy; śmierć ta była tylko spuszczeniem kurtyny nad tragedyą życiową, straszliwem sformułowaniem tego, co już faktycznie poprzednio się stało.

 Nigdy nie zapomnę chwili, gdym przyszedł odwiedzić trupa, jak dniem wprzód odwiedziłem żywego. Leżał w trupiarni szpitalnej, pokryty prześcieradłem. Dziecinna krótkość, pozbawionego nóg, korpusu, stanowiła straszliwy kontrast z twarzą zestarzałą przedwcześnie, nacechowaną niewymownem cierpieniem. Obok niego leżały pogruchotane nogi. Kilka innych trupów uzupełniało ten okropny widok, którego ciszę przerywali tylko wstrętni posługacze szpitalni: kłócili się oni o kwalifikacyę trupa na stół sekcyjny i prawie wydzierali go sobie wzajemnie.

 Była to scena pełna szekspirowskiej grozy. Gdym przebiegał myślą całą skalę ideałów, pragnień, uczuć i cierpień tego człowieka, który leżał przedemną, jako osobnik „wybrakowany“; gdy przyszło mi na pamięć pytanie: „czy tysiące ludzi, krzyczących ratunku, nie są tylko zawiłem zrównaniem rachunku“, czy uczucie, szlachetność, wytrwałość „są na coś na świecie potrzebne, czy nie są to tylko omyłki liczebne“, wtedy obok mnie stanęła jakaś chciwa wrażeń dama krakowska i, przeżegnawszy się pobożnie, przypatrywała się przez pince-nez zmarłemu; snać jednak inne myśli w jej głowie krążyły, gdyż, skrzywiwszy się, wyraziła swe niezadowolenie, że o tak gorącej porze trupiarnia nie była dezinfekowana!... Wyrazy te wyrwały mnie z zamyślenia, zdziwiłem się, że też mnie, co tak długo tam stałem, nie przyszła na myśl tak zdrowa uwaga... te pobożne damy krakowskie są od nas — troskliwsze!
 Wyszedłszy z trupiarni, powróciłem do domu, lecz obraz, jaki wyrył się w mej pamięci, długo nie dawał mi pokoju i działał na mnie pognębiająco; gdym się nieco otrząsnął, zabrałem się do przejrzenia notatek, jakie zmarły na moją prośbę powierzył mi krótko przed śmiercią; część notatek, zawierająca obserwacye życia krakowskiego, nie wymagała prawie żadnego opracowania, postanowiłem więc dać je do druku, ale rękopis przez lat parę wędrował z redakcyi do redakcyi, odmówiono mu miejsca i nic dziwnego: jest on ciężkiem oskarżeniem możnych, obroną uciśnionych, tępionych, „podporządkowanych“ dotąd w społecznej hodowli interesom kasty. (…)



Pragnę przedstawić czytelnikowi obrazy i obrazki z życia społecznego, jakie przesuwały się przed memi oczami, podczas mego pobytu na uniwersytecie krakowskim; a jeżeli obrazki te będą wstrętne i bolesne dla szlachetnego serca i prawej duszy, to czytelnik niech wybaczy to kronikarzowi, nie jest on bowiem malarzem, który dowolnie może dodać jasnego kolorytu i pięknych kształtów swym utworom, lecz zwierciadłem tylko, odbijającem wszystko, co nań padnie z wiernością, nie troszcząc się o jasność barw i piękność form.

 Ponieważ duch narodu wyraża się w jego języku, przypatrzmy się więc krakowskiemu językowi, a zobaczymy, jak bogate wnioski wyprowadzić zeń można o charakterze ludności. Kraków ma swój język oddzielny; pominąwszy już germanizmy, odróżniające go wyrazami i zwrotami od naszego, język ten używa wielu znanych nam wyrażeń na oznaczenie pojęć wprost przeciwnych tym, jakie my przywykliśmy do nich przywiązywać. I tak np., jeżeli ktoś w Krakowie poważy się napisać prawdę o nikczemnych czynach, jakiej osoby, zajmującej wysoki urząd, lub donieść, że pewnemu hrabiemu lub protegowanemu przyznano stopień doktorski, pomimo, że doktorant wykazał brak najelementarniejszych podstaw nauki i t. p., to takiego śmiałka nazywają tu opryszkiem lub bandytą literackim, opisanych zaś przez niego osobników nazywają szanownymi mężami, pełnymi nadziei pracownikami, znakomitymi uczonymi i t. d. Adwokat, pochodzący z podupadłej arystokratycznej rodziny, a biegający po chłopskich chałupach podkrakowskiej wioski i podjudzający ciemny i biedny lud do procesów dla ciągnienia zysku, zowie się mężem, którego imię przynosi chlubę krakowskim prawnikom. Owi „wielce szanowni mężowie“ „czynią uważnym“ urząd policyi, t. j. denuncyują „bandytów“ jako zagrażających moralności publicznej (moralnością nazywa się staranne ukrywanie niemoralności) i wsadzają do kozy lub wydalają z kraju, a postępowaniu takiemu przyklaskuje większość społeczeństwa: prezydent ma słusznie, powiadają, my są tutejsi, moglibyśmy zostać spokojnie siedzieć, a tu jakiś przybłęda przychodzi, i nie dość, że zjada nasz chleb, lecz jeszcze chciałby nas uczyć — niech sobie idzie fort i niech go szlag trafi.

 Pokrewnymi „bandytom“ są tak zwani ludzie niebezpieczni; przez człowieka niebezpiecznego rozumie się w Krakowie takiego, którego oburza wszelka krzywda i niesprawiedliwość, wyrządzona przez możnych słabym. Jednym z takich ludzi był p. W., wydalony z Krakowa w ciągu kilku godzin bez żadnego sądu i rzucony w kraj obcy bez żadnych środków do życia; wina p. W. była następująca: mieszkając na letniem mieszkaniu w wiosce pod Krakowem, dowiedział się, iż ksiądz tamtejszy w porozumieniu z wójtem gminy, krzywdził gminę, przywłaszczywszy sobie część pieniędzy przeznaczonych na budowę szkoły. Pan W., któremu skarżyli się biedni włościanie, oburzony do żywego, napisał im skargę do właściwej władzy; skarga ta naturalnie nie odniosła skutku; za to ksiądz, dowiedziawszy się, kto był autorem skargi, użył swych wpływów (a czegoż ksiądz w Krakowie nie może) i uzyskał wydalenie p. W. Nie dziw też, iż gdy później ksiądz ten umarł, trumnę jego panowie pokryli wieńcami. A propos usuwania niebezpiecznych żywiołów, niepodobna też przemilczeć o głośnej przez paru laty sprawie p. C., Polaka, nauczyciela francuskiego języka; tego „niebezpiecznego“ człowieka pozbyto się w inny, nieco legalniejszy sposób. P. C., ubogi emigrant, utrzymywał w Krakowie rodzinę, składającą się z żony, dzieci i staruszków rodziców, dawaniem lekcyi. P. C. zawadzał jakiemuś protegowanamu przez wielkich panów, a więc zadenuncyowano go najniewinnej o zgubną propagandę, o propagandę! — człowieka, który od rana do nocy był zapracowany lekcyami, bo inaczej nie byłby w stanie wyżywić licznej rodziny. Mimo to jednak, mimo, że nic kompromitującego nie znaleziono u niego, został aresztowany. W więzieniu trzymano go przez kilka miesięcy, podczas których rodzina pozostawała bez utrzymania. Pan C., człowiek pracowity i cichy, a bardzo uczuciowy, tak odczuł ten gwałt nikczemny, którego stał się ofiarą, że gdy po kilku miesiącach wypuszczono go, zrujnowany na zdrowiu, p. C. wskutek zgryzoty zmarł, zostawiając bez kawałka chleba złamanych niedolą rodziców, których był podporą, oraz nieszczęśliwą żonę z dziećmi. Wielkiem jest zaiste społeczeństwo, co tak dba o usuwanie ze swego łona takich „niebezpiecznych“ żywiołów. Postępowanie podobne nazywa się tu zgodnem ze zdrowemi zasadami i jest prawdziwą chlubą Krakowa wobec zgniłych, pozbawionych religii społeczeństw zachodu. „Zgnilizna“ ta według „Czasu“, głównie wyraża się tym, że w innych krajach sędziowie przysięgli uwalniają ludzi, którzy mszczą się za wyrządzoną im krzywdę, za złamanie szczęścia całego życia, za zbezczeszczenie. Tacy sędziowie nazywają się tutaj bez sumienia, ludzie zaś, co z rozpaczy mszczą się za wydarte im szczęście, za zmarnowanie życia, nazywają się zbrodniarzami; a te potwory, które swojem postępowaniem doprowadzają „zbrodniarzy“ do rozpaczliwego kroku, nazywają się sprawiedliwymi mężami; tak np. gdyby ojciec p. C., po utracie swego ukochanego syna, w rozpaczy palnął w łeb temu, co był przyczyną śmierci, to pierwszy byłby zbrodniarzem, drugi niegodnie zamordowanym sprawiedliwym mężem; sędziowie nie byliby wtedy bez sumienia, zbrodniarz odniósłby zasłużoną karę, sprawiedliwości stałoby się zadość.

 Myślećby można, że wśród takiego społeczeństwa dodatnim wyjątkiem jest młodzież uniwersytecka, a no — przyjrzyjmy się też młodzieży.
 Młodzież krakowskiego uniwersytetu dzieli się na arystokracyę, czuli szyk i na górali (pomijamy szczupłe grono, nie należące do żadnej z tych kategoryi, jako element napływowy, przybłędów); o pierwszych nie wiele powiedzieć można: panicze tacy są znani wszędzie i noszą cechę kosmopolityczną: bilardy, teatry, bale i t. d. stanowią treść ich życia; propagują oni dalej adresy do Ledóchowskiego, papieża, składki na cele pobożne, jak panom przystało; chodzą na wykłady rzadko, wyjąwszy na hr. Tarnowskiego, bo to należy do szyku; natomiast opuszczają audytoryum, gdy który profesor — biały kruk, powie coś prawdziwego o księżach i papieżach.
 Przed bramą uniwersytetu staje zwykle ich gromada — wyświeżona wedle ostatniej mody, z binoklami na nosach, z cygarami w zębach; gwarzą wesoło o swych sukcesach i wydrwijają ubogich kolegów, którzy przemykają się nieśmiało koło nich w niemodnych i wytartych ubraniach.
 Druga grupa studentów, górale, są to nie tylko dzieci ludu górskiego, ale wogóle dzieci ludu, a nawet wszyscy biedni, bo nazwa „góral“, posiadająca u nas pewien nawet poetyczny charakter, w Krakowie stała się ogólną dla oznaczenia nizkiego pochodzenia, chłopskich manier, nieokrzesaności, serwilizmu; jednem słowem, stała się wyrazem obelżywym: powiedzieć komuś „ty góralu“, jest to obrazić go boleśnie.

 Możnaby sądzić, że ten element stanowi w uniwersytecie opozycyę przeciw arystokratom-gogom, że stanowi postępową demokracyę: — nic mylniejszego. Postaram się przedstawić moralny typ „górali“.

 „Górale“ są to ludzie, nie mający żadnych ideałów życiowych, a raczej, mający ideał nadzwyczaj nizki, upadlający. Ideałem tym jest oddalić się, jak można najbardziej od swego chłopskiego początku, zatrzeć swe nizkie pochodzenie i stanąć najbliżej arystokracyi, choćby u klamki jej podwoi — środkiem do tego celu jest płaszczenie się i nauka (biedna nauka!); ma ona dla nich o tyle wartość, o ile zapewnia wyższe stanowisko, stanowisko, podnoszące ich nie w oczach świata naukowego, nie na polu sławy naukowej, lecz na polu towarzyskiem (i materyalnem). W dopięciu tego celu niezbyt świętego kierują się oni zasadą: cel uświęca środki, wybierają więc te środki, które w Krakowie są najbardziej skuteczne, jako to: pokora, nadskakiwanie profesorom, księżom, ich gospodyniom, kochankom — i wogóle podobnym osobom wpływowym, regularne uczęszczanie do kościoła, służenie do mszy (studenci uniwerytetu!), modlenie się przykładne na książce, potępianie postępu, wydrwiwanie Darwina i t. p. Mimo to, a raczej dla tego, praktykują oni walkę o byt w najohydniejszem znaczeniu tego wyrazu; cieszyli się np., gdy w czasie okupacyi Bośnii uruchomiono polskie „pułka“, bo wielu kolegów powołano, mówili, wielu zginie, będzie większa szansa otrzymania posady dla tych, co zostają. Niech kto dostanie dobrą lekcyę, to inni starać się będą oczernić go, zdyskredytować, by go wysadzić i zająć jego miejsce; z drugiej strony ci, co dostają dobrą lekcyę lub jakiebądź zyskowne zajęcie, nie są lepsi: pierwsza rzecz u nich elegancko się ubrać, by się zbliżyć do arystokratycznych kolegów, którzy im wtedy czasem protekcyonalnie podają jeden palec; sami oni zaś nie poznają swych dawnych przyjaciół mniej szczęśliwych, nawet zapominają tego, że ci nieraz dzielili się z nimi swemi szczupłemi dochodami lub kawałkiem chleba z serem (co stanowi zwykły obiad tamtejszej ubogiej młodzieży). Względem wyższych postępowanie jest zupełnie inne: płaszczenie się, serwilizm, pochlebstwo — oto szczeble, po których wspinają się coraz wyżej po drabinie towarzyskiej i społecznej; to daje posady i byt materyalny; z takich to ludzi niektórzy sprytniejsi dochodzą wysoko przez sprzedawanie swej osoby, swego pióra celom arystokracyi; im to kładzie w usta Rodoć następujące wiersze: „ciekawym, co to szkodzi liberalnej bestyi, dlaczego ją to gniewa, czemu ją to złości, że ja liżę stopy mojej możnej braci, kiedy mi ona za to doskonale płaci.“ Góral po otrzymaniu stanowiska często zmienia swe chłopskie nazwisko na inne, lepiej odpowiadające jego towarzyskiemu stanowisku, a to albo przez dodanie ski albo przez końcówkę niemiecką. Chcą tym sposobem zatrzeć swe pochodzenie, ale to nie zawsze się udaje: chłopski akcent mowy, albo uniżoność, pozostała z czasu dawniejszych zabiegów, zdradzają górala w wysokim dygnitarzu.

 Na zakończenie tej góralijady musimy jeszcze wspomnieć o drogach, jakiemi górale zawierają zwykle związki małżeńskie. W Krakowie rodziny rozmaitych robotników, stróżów, lokajów i t. p., przyjmują na stancyę studentów górali, nieraz po bajecznie nizkich cenach: za 12 reńskich miesięcznie, można dostać stancyę, stół i opranie; naturalnie stancyę wspólną, a rojącą się często robactwem, porosłą grzybami od wilgoci i t. p., stół, składający się z promnickiego chleba, tak zwanej kawy, oraz kapusty i ziemniaków. Często zdarza się, iż biednemu góralowi nie wystarcza nawet na takie nędzne życia i zadłuża się; jeżeli pani gospodyni ma córki (a zdarza się to najczęściej, gdyż właśnie ze względu na córki owe panie trzymają na stancyach górali), to pozwala się bez końca zadłużać takiemu lokatorowi, a nawet czasem wspiera go i pieniędzmi wedle możności; tym sposobem biedny student wchodzi w stosunki zależności i wdzięczności, podpisuje cyrograf na swe ciało i żeni się często jeszcze nawet przed otrzymaniem posady (o co naglą troskliwe matki, wiedzą bowiem dobrze, iż sprytniejsi, po otrzymaniu posady robią coup d'état i żenią się z jaką starą panną, córką profesora lub podupadłego szlachcia, co im daje lepszą pozycyę towarzyską, oraz protekcyę; najrzutniejsi z nich rozsławiają swe imię jakim wierszykiem, komedyjką i t. p. i puszczają się jako „argonauci“ w matrymonialnych celach za kordon, gdzie wywarli silny wpływ na korupcyę. Ponieważ przygotowanie do zakonu małżeńskiego wskutek różnych przeszkód trwa nieraz długo, a wcześnie się zaczyna, czasem już od wyższych klas gimnazyum, więc góral, dostający posadę, ma nieraz już porządną porcyę „dziecek“, a zatem i na posadzie nie tęgo mu się dzieje (tacy pożenieni z prostemi kobietami, upośledzeni towarzysko i pozbawieni protekcyi, otrzymują zwykle najgorsze posady). Okoliczność ta, szczególniej dawniej, miała doniosłe moralne, a raczej demoralizujące znaczenie: pensye profesorskie były dawniej nadzwyczaj szczupłe (i obecnie rozmaici suplenci lub pomocnicy profesorów biorą po 25—50 reńskich miesięcznie), profesorowie rekrutowali się głównie z pomiędzy górali, to też włosy na głowie powstają, gdy ci, co za owych czasów uczęszczali do szkół, zaczną opowiadać o bezwstydnych przekupstwach profesorów, popełnianych z największym cynizmem, jako coś najzwyczajniejszego w świecie: kto zapłacił, przywiózł ze wsi różnych zapasów śpiżarnianych, ten uzyskiwał dobre stopnie, pytania przed egzaminem i t. p.; przeciwnie, biedni, którzy nie mieli nic do ofiarowania, za którymi nikt wstawić się nie mógł, za którymi nie przemawiał ani tytuł, ani majątek — ci byli prześladowani. Stąd to od lat najmłodszych rozwijała się w młodzieży szkolnej straszna demoralizacya: wcześnie przekonywała się młodzież, iż praca, zasługa, sumienność — to mrzonki, poezye; że pieniądze, tytuł, urodzenie jest wszystkiem. Skutki tego dają się czuć dotykalnie. Tak to skąpem uposażeniem posad, wyzyskiwaniem pracy, fanatycznem ogłupianiem, partya arystokratyczno-ultramontańska w Galicyi zdemoralizowała najzdrowszą część ludności i zamknęła ją w atmosferze zgnilizny i jezuityzmu; wychowała zamiast uczciwych demokratów — nikczemnych kramarzy, frymarczących swym obowiązkiem, swem przekonaniem, oraz — usłużnych lokajów, gotowych na wszystko dla przypodobania się panom. Cieszcie się więc, panowie! Trafnie też w pewnej części miał się wyrazić jeden z przywódców arystokracyi galicyjskiej, że obowiązuje się dać 100,000 guldenów, jeżeli mu pokażą jednego porządnego demokratę w Galicyi. Ale temu panu wartoby zauważyć, że nie więcej wart porządek tych, co się przyczynili do takiego zdemoralizowania narodu we własnym interesie, by zamiast rozumnej, godnej szacunku demokracyi, której opozycya byłaby niedogodną, mieć ludzi podłych, którzy, uciskani, wyzyskiwani, przygnieceni nędzą, gotowi są się sprzedać, stać się powolem narzędziem w rękach arystokracyi i jezuitów.
II.

 Wracając do podziału uniwersyteckiej młodzieży, od któregośmy nieco odbiegli, widzimy, że gdyby nas zapytano, którą z powyższych dwóch kategoryi przekładamy, musielibyśmy posłużyć się znanem wyrażeniem Rzewuskiego: „oddałbym wszystkie siostry, aby tylko nie mieć żadnego brata“. Najżywotniejszy element stanowi w tutejszym uniwersytecie nieliczna garstka, nie należąca do żadnej z powyższych dwóch kategoryj; są to tak zwane przybłędy albo cudzoziemcy, pochodzący z pewnych odległych, zamorskich niemal, krain: Mazowsza, Litwy i t. p. Trzeba prócz tego przyznać, że i śród górali znajdują się niekiedy dzielne jednostki, ale te niedające się nagiąć i szczepić płonki, bywają zwykle wybrakowywane. O takich to wyraził się kiedyś Czas w swym fejletonie z wielkiem „niezadowoleniem“, że mimo braku środków, mimo trudności, gwałtem dobijają się o birety doktorskie, które powinni pozostawić innym (t. j. hrabiom i lokajom), a sami w poczuciu miłości matki ojczyzny i swej zagrody, powrócić na niwę ojcowską i uprawiać rolę, jak ich przodkowie (czysto po egipsku!). Czas ubolewał również nad tem, że stypendya bywają rozdawane ubogim, zamiast tym, którzy, według uznania profesorów, uzdolnieniem na to zasługują. Naprzód jest to nieprawda: biednemu trudno dostać stypendyum, tembardziej, że do wielu zapisów przywiązany jest prawdziwie cywilizacyjny warunek — szlacheckie pochodzenie; to też stypendya otrzymują zwykle zamożni na przyjemności lub protegowani lokaje; powtóre: szanowny redaktorze Czasu, gdyby ci przez dni kilka nie dano nic jeść, prócz może suchego kawałka chleba, posadzono w mieszkaniu wilgotnem, gdzie zimą atrament marznie, obciążono cię mechaniczną pracą lekcyj, za któreby ci licho płacono, a nawet urywano to, co z ugody przypada, to nie wiem czy równie gładko pisałbyś swe cyniczne wycieczki przeciw biednym „nizkiego“ pochodzenia, ale silnego hartu duszy, młodzieńcom. Trzeba naprzód pracującego postawić w odpowiednich do pracy warunkach, a potem dopiero wyrokować o rezultatach jego pracy.
 Zadowolenie, jakie nam sprawiła możność znalezienia dodatnich wyjątków, nie mogło nam całkowicie wynagrodzić przykrego uczucia, jakie nam towarzyszyło przy kreśleniu ogólnego typu „górali“; pozostaje chyba ta jedna pociecha, iż możemy z głębokiem przekonaniem powiedzieć:
„ . . . . . . . . . . oni nie winni
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Inni szatani byli tam czynni“.

 Skojarzenie wyobrażeń polega czasem na antytezach, otóż i nam a propos szatanów nasuwa się antyteza (?): duchowni, wielebni ojcowie, księża. Chcesz szanowny czytelniku zobaczyć prawdziwy i najdoskonalszy typ człowieka „ducha“, który pokonał ciało? Przyjeżdżaj do Krakowa. Tutaj to spotkasz w wielkiej liczbie istoty, różniące się od normalnych ludzi niepomiernym rozwojem tłuszczu: ich obrzękłe, trzęsące się jak galareta twarze, wyglądające jak bezkształtna, tępo ucięta masa, przypominają (że użyję parlamentarnego wyrazu) twarze hipopotamów: oczy zaledwie dostrzegalne śród tłuszczu, bezmyślne, bez innego wyrazu, prócz zwierzęcej chuci, brzuchy jak balony, czyniące osobnikowi oglądanie swych stóp niedościgłym ideałem — tacy ludzie w Krakowie zowią się duchownymi (duchowymi), podczas gdy pracownicy na polu nauki nowoczesnej, często wychudli i wybladli od głodu, pracy, myśli, zaniedbania wygód cielesnych, zowią się materyalistam; to także charakterystyczny przyczynek do krakowskiego słownictwa. Dbając tak o własne ciało, propagują oni umartwienie ciała innych, szczególniej biedaków: na kazaniach dla biednego tłumu piorunują oni przeciw ciału, przeciw nadmiarowi jedzenia (u biedaków!), nakazują ograniczenie się w jedzeniu i oddawanie zaoszczędzonych przez to pieniędzy na chwałę bożą (t. j. na tuczenie ciał księżych), nawet w pismach dla ludu (biedny lud mający takich kierowników, owce mające za pasterzy wilków) radzą w chorobie posty, umartwienia i wezwanie księdza zamiast doktora, albowiem trzeba przedewszystkiem dbać o zdrowie duszy, a zdrowie ciała przyjdzie samo z siebie.
 Darwiniści tutaj właśnie, szukaćby powinni owej zaginionej przejściowej formy między zwierzęciem i człowiekiem; kto wie jednak, czy po badaniach tego rodzaju, darwiniści nie byliby zmuszeni zmodyfikować nieco swej teoryi: czy czasem nie okazałoby się, że ludzie nie od małp, lecz od karmnych bezrogich pochodzą. Jeden duchowny, zajmujący w Krakowie wybitne stanowisko, jako apostoł pokory, wydrukował paszkwil z najohydniejszemi oszczerstwami na jednego z najuczciwszych ludzi w Krakowie; nawet krakowski sąd uznał księdza za winnego, lecz naturalnie złagodził karę do drobnej kwoty pieniężnej, tymczasem powinien był karę obostrzyć. Kilka lat temu (w r. 1871), pewien szanowny duchowny został skazany za kradzież, połączoną z nagłą śmiercią okradzionego! A ileż to brudów innego rodzaju! Rzućmy zasłonę na uwodzenie dziewcząt niepełnoletnich, na kalanie związków małżeńskich i t. d. i t. d., chociaż mógłbym też przytoczyć wiele faktów, ale na odmalowanie takich rzeczy, trzebaby jadu zebranego z piany ofiar męczonych przez świętą inkwizycyę.

 Taki to piękny element rządzi, a przynajmniej współrządzi, całą machiną społeczną, a nawet polityczną. Księża są po części prawą ręką, po części narzędziami arystokracyi, a wywierają potężny wpływ na stan mieszczański; niejeden mieszczanin zawdzięcza im cały swój byt, bądź przez protekcyę, bądź przez bezpośrednią pomoc pieniężną; ostatnia naturalnie wynika z interesu: najczęściej szanowny dostojnik kościoła, sprzykrzywszy sobie gospodynię i chcąc się z nią rozstać, wydaje ją za mąż za jakiego biednego mieszczanima i daje „młodej parze“ po bo żemu skojarzonej, pieniędzy na założenie sklepu lub innej spekulacyi; łatwo zrozumieć, jak ogromny wpływ mają księża w takiej rodzinie, gdzie żona i matka jest ich ex-nałożnicą, a mąż i ojciec obdarzonym, pełnym wdzięczności, rogaczem; tutaj podczas częstych odwiedzin, nierdzewiejąca stara „miłość“ odżywa chwilami, to znowu przechodzi naturalną drogą na dorastające córeczki; znany jest przecież wiersz o klesze, który „sam dla się pasie niewinne owieczki“. A propos owieczek, przypomina się nam głęboka prawda, wypowiedziana pewnego razu przez świątobliwy nasz Czas, wypowiedziana z uczuciem szlachetnego zadowolenia i dumy. „Z pewnością (woła szanowny dziennik w oburzeniu na zagraniczną wolnomyślność) żadna z naszych krakowskich dziewic nie wyjdzie na doktora medycyny lub prawa“; przypomina to słowa pewnej arystokratycznej damy z odwiecznej komedyi: „ja chwała Bogu, nie takem wychowana (to znaczy: nie według dzisiejszych bezbożnych zasad): list mogą otrzymać, ale czytać rozkazuję komu innemu“. Jakkolwiek powyższej zasłużonej pochwały nie możemy niestety uzurpować wyłącznie dla naszych dziewic krakowskich, bo tej samej musimy udzielić i niektórym innym np. hottentockim, to z drugiej strony nie możemy nie schylić czoła przed głęboką i niepożytą przez długie wieki prawdą słów Czasu. O z pewnością krakowskie dziewoje zawsze więcej interesować się będą tem, który ksiądz, w którym kościele, którego dnia i o której godzinie mieć będzie kazania, mszę, nieszpory i tym podobne rzeczy, a obok tego — palącem pytaniem, czy ten lub ów sztucer czyli kibic (elegant) jest prawdziwym katolikiem, czy też tylko zręcznie pokrywa swe bezbożne kwalifikacye na tureckiego świętego. Takiemi to i tym podobnemi zdrowemi kwestyami zajmują się krakowskie dziewoje, nie zaś tchnącemi zgnilizną kwestyami wiedzy. W czasie odpustów lud zbiera się licznie do miasta, dniem i nocą zalega ulice, to modląc się, to załatwiając różne codzienne funkcye. Pomijając straty ekonomiczne, jakie kraj ponosi przez oderwanie od gospodarstwa takiego mnóstwa ludzi, pomijając, że rodzice, idąc na odpust, pozostawiają bez opieki w domu dzieci, które często, pozbawione dozoru, narażają się na choroby i śmierć, podniesiemy tu charakterystyczny krakowski fakt, będący wypływem takiego stanowiska, a mianowicie: pijaństwo i prostytucyę. W Krakowie istnieje niezliczona moc szynków, bo zarząd miasta, zabraniający zakładania księgarni (jeżeli takowe obok książek nie sprzedająwody z Lourdes), udziela licznych pozwoleń na zakładanie szynków, gdyż to przynosi miastu wielkie dochody. W czasie odpustu kościoły są zarówno przepełnione jak i szynki; w tych ostatnich mężczyzni i część kobiet przepędza noce, druga zaś część kobiet przepełnia noce wygodniej. Odpusty bowiem są porą polowań myśliwców pewnego rodzaju, rekrutujących się, jak wszyscy myśliwcy, przeważnie ze złotej młodzieży; i jakże to złoci młodzieńcy nie mają być nabożni, gdy nabożeństwo daje im sposobność zadowolenia ich żądz kosztem córek ludu. Dla tego to i Czas, choć już podstarzały, zawsze jednak odżywiający się wspomnieniami, radośnie podnosi, że na taki to a taki odpust „nasz pobożny ludek zebrał się, jak zwykle, bardzo licznie, co jest dowodem, że wiara i cnota nie wygasły w nim i że ta część naszego narodu nie daje ucha bezwyznaniowej zgniliźnie zagranicy“. Nic też dziwnego, że przy takiej gospodarce, sfanatyzowany i ogłupiały lud rzuca się np. na aeronautę, (który się puścił balonem na jedną ze wsi pod Krakowem), bije go i niszczy sztukę szatańską! I czyż to nie »Halb-Asien?« A jednak pewien hrabia miał czelność utrzymywania w sejmie, że Galicya za wiele wydaje na cele oświaty ludu, że oświata jest przyczyną demoralizacyi i emigracyi! (hr. Rey, na sejmie 1880 r.). Podobnież Czas twierdzi, że dzieci ludu nie należy puszczać dalej jak do czwartej klasy! — tylko patrzeć, a będzie głosował za wprowadzeniem znanego dawniej amerykańskiego prawa, które surowo karało każdego, kto ośmielił się nauczyć niewolnika czytać!
 Teraz nieco o stosunkach ekonomicznych.

 Wszyscy narzekają tu na biedę, ale jakże starają się zapobiedz tej biedzie: oto zbierają składki na pomnik dla papieża umarłego, na kosztowny krzyż dla papieża żyjącego, odbywają religijne pielgrzymki do stóp papieża, pod wodzą — myślicie zapewne organistów — nie, gdzież tam: pod wodzą profesorów uniwersytetu i członków akademii. Budują kościoły, klasztory, restaurują ołtarze, tworzą zyskowne synekury dla hrabiów-hulaków, którzy na kochanki lub karty potracili fortuny; za to źle płatny jeden niższy urzędnik musi robić za trzech, za to miejsca w gimnazyach zapchane niepłatnymi lub płatnymi po 25 guldenów miesięcznie pomocnikami, praktykantami, suplentami. Tego wszystkiego wymaga nasze głębokie uczucie religijne, nasz patryotyzm, nasze wierne trzymanie się tradycyi, które czyni z nas naród rzeczywiście „wybrany“, prawdziwą relikwię z czasów średniowiecznych. Toż samo uczucie religijne zabrania wydawania pieniędzy np. na regulacyę rzek, które corocznie wylewami niszczą plony rolnika, zabierają mienie biednych wieśniaków, doprowadzają ich do nędzy i zmuszają do emigracyi (co Czas tłómaczy „zmniejszeniem się wiary i przywiązania do rodzinnego kościółka“); na sprawę tę zapatrują się tak tutaj widać, jak niegdyś w świątobliwej Hiszpanii: „gdyby Wszechmocnemu podobało się uczynić te rzeki regularnemi, to uczyniłby to bez przyłożenia się naszych marnych rąk, a jeżeli tego nie uczynił, to snać nie leżało to w jego wyrokach i w takim razie wziąć się do regulacyi rzek, byłoby to powstawać przeciw Jego niezbadanym wyrokom“. Wogóle na wszystkie sprawy niebieskie (czytaj kościelne) znajdują się pieniądze, na sprawy, dążące do rozwoju, oświaty i dobrobytu zawsze tam ich brak. Nie dziw też, iż wobec takiej gospodarki Czas zapisy szlachetnych filantropów nazywa „dziwactwami“, a ich samych „poronionymi St. Simonami“; podczas gdy zapisodawców ma klasztory, Zmartwychwstańców i t. p., nazywa panami, wiernymi tradycyom szlachetnego rodu, pełnymi wspaniałomyślności“.

 Tak więc nazywa się w Krakowie grabieżca swego społeczeństwa, sprawca ekonomicznego upadku kraju. To także przyczynek do krakowskiego słownictwa.
 Nie można też nie wspomnieć tutaj o niecnem wyzyskiwaniu pracy i o traktownaniu, jakiego doznają tu ludzie pracy. Ludzie pracy są tu uważani za paryasów, za żebraków; nastręczenie pracy — za jałmużnę, a stosunek zapłaty do pracy wygląda jak grabież; zresztą nawet minimalna zapłata bywa jeszcze wypłacana ratami, urywana, wyłgiwana i t. p. W kierunku tym pracodawcy dochodzą do niepojętej bezczelności. Pewnego razu np. przełożony klasztoru zażądał od pewnego technika zdjęcia i wyrysowania planu pól klasztornych; technik, wygłodzony i słaby, chwycił się skwapliwie roboty i kontent, że ją dostał, nie śmiał nawet umawiać się o cenę, nie chcąc zrażać swego chlebodawcy; zebrał ostatki sił, chodził, mierzył, przybrał drugiego kolegę do rysowania, aby pracę prędzej ukończyć i prędzej otrzymać choć trochę grosza na poratowanie swego rozpaczliwego położenia. Gdy jednak po ukończeniu i oddaniu roboty wspomniał o pieniądzach, wtedy dobrze odżywiony duchowny spojrzał ze zdziwieniem na spracowanego, wybladłego technika i rzekł: ależ ja sądziłem, że to będzie tak po dobrej znajomości, na chwałę Bożą! Po długich dopiero prośbach, przedstawieniu smutnego położenia i t. d. miłosierny kapłan dał technikowi nieco pieniędzy, jako jałmużnę, wspominając coś o materyalizmie (!) dzisiejszego wieku. Wyzysk pracy biednych dla interesów kasty zaczyna się nieraz od najmłodszych lat: biedne uczennice na pensyach muszą wykonywać różne mozolne roboty i te później figurują na dorocznych wystawach, jako roboty wykonane przez kilka uczennic bogatych, córki różnych dygnitarzy i t. p. Biedne uczennice prześladowane, gnębione niesprawiedliwością (o jednej z najniesprawiedliwszych nauczycielek, niedawno zmarłej zakonnicy, pisma pedagogiczne i niepedagogiczne rozpisywały się jako o ideale cnót pedagogicznych!), rzucają się na nauczycielstwo prywatne na wieś, do szlachty galicyjskiej i tu wpadają z deszczu pod rynnę. Los guwernantek we wschodniej Galicyi zyskał europejską sławę, my do tego zasłużonego wieńca dodalibyśmy jeden fakt autentyczny. Pewna panienka z krakowskiego seminaryum zmuszona była wskutek niedostatku wyjechać na nauczycielkę do wschodniej Galicyi; zarządzająca biurem stręczeń przedstawiała dom obywatelski jako ideał cnót domowych i rodzicielskiej opieki. Nieszczęściem panienki była jej uroda, na którą raczył swą łaskawą uwagę zwrócić pan domu; rezultatem tego były rozmaite zaczepki, przejmowanie listów, jakie panienka owa odbierała od narzeczonego, żarty z jej zaręczynowego pierścionka, wzbudzanie niewiary w szczerość zamiarów narzeczonego, wystawianie nędzy, jaka ją czeka, gdy wyjdzie za mąż i t. d. Gdy nasz przedstawiciel tradycyi i rycerz bez skazy sądził, że ataki tego rodzaju wstrząsnęły dostatecznie fortecą, przypuścił szturm, czyniący zaszczyt jego szlacheckiej brawurze: w nocy zjawia się w negliżu w pokoju nauczycielki, lecz ta oburzona i przelękniona narobiła hałasu, który zbudził żonę naszego rycerza i tym sposobem spotkało go fiasko — tak postępują z nauczycielkami ojcowie dzieci, posłowie do rady państwa! I taka wstrętna jaskinia zowie się w Galicyi arką cnót domowych i obywatelskich.

 Taki to bujny i barwny bukiet uszczknąć można na galicyjskiej żyznej niwie, lecz najoryginalniejszym, najbarwniejszym z jego kwiatów jest to, wyżej wspomniana, demoralizacya ludu, jest niszczenie lub kupowanie najlepszych jego jednostek. Żadne klęski, spadające z zewnątrz, nie są w stanie tak głęboko zasmucić naszej duszy, jak widok dzieci ludu, walczących za pieniądze w obronie swych wiekowych kajdan. Dodać bezstronnie należy, iż śród tych walczących znajdują się czasami, lubo niesłychanie rzadko, jednostki szlachetne, obałamucone, idące z przekonania; są to nowi Wandejczycy; przypominają oni owego psa, co tak przywykł do obroży, że kaleczy zrywającą ją rękę. Są nakoniec jeszcze inni, którzy znają dobrze ciężar tej obroży, ale uważają ją jako obronę przeciw zewnętrznemu złu; zapominają oni jednak, iż istnieją specyfiki, odwlekające śmierć z danej choroby, ale zarazem podkopujące zkądinąd organizm tak, iż ten nawet w razie zniknięcia danej choroby ginie na zepsucie soków żywotnych. Czyż nie lepiej w takim razie odrzucić sztuczne specyfiki i leczyć nieszkodliwemi hygienicznemi środkami; jeżeli organizm ma dość sił żywotnych, przetrwa chorobę, a wtedy rekonwalescent wyjdzie zupełnie zdrowy, zupełnie przygotowany do nowych warunków swobodnego bytu.
________________________________________

Przypisy
1. Skocz do góry ↑ Zwracamy uwagę czytelnika na datę; od tego czasu zmieniło się zapewne wiele — ale nie wszystko: Kraków odznacza się charakterem nieugiętym, nie tak prędko pozbywa się „cnoty ojców“!... A w każdym razie poznanie przeszłości ułatwia zrozumienie teraźniejszości.

https://pl.wikisource.org/wiki/Jednostk ... o_studenta

Kontekst:
Wacław Piotr Ludwik Nałkowski
Warunki, w jakich bytował w Krakowie, opisane przez N-ego w Ze wspomnień krakowskiego studenta („Głos” 1887 i kilka późniejszych przedruków), graniczyły z nędzą i odbiły się na jego zdrowiu. Kilkakrotnie przebywał w szpitalu, a po zakończeniu pierwszego roku studiów przerwał je i powrócił do Lublina. W r.
Autor:Wacław Nałkowski - Wikiźródła, wolna biblioteka
1 gru 2017 - Wacław Nałkowski zdjęcie 02.jpg. * 19 listopada 1851, Nowodwór. † 29 stycznia 1911, Warszawa. Polski geograf, pedagog i działacz społeczny. Liczba tekstów: 2. Alfabetyczny spis tekstów tego autora ...
Wspomnienia krakowskiego studenta. Z przed ćwierci wieku. I. Wacław Nałkowski

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Biogram Nałkowskiego

Nałkowski Wacław Piotr Ludwik, pseud. i krypt. Przewłocki, Nerwowy, W. N., W. Nał., K., Nał. (1851–1911),

geograf, publicysta społeczny i literacki, pedagog. Ur. 19 XI we wsi Nowodwór w Lubelskiem, pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej, był synem Michała, z zamiłowania muzyka i rzeźbiarza, wykonywającego zawód rolnika, oraz Celiny z Rudnickich. Dzieciństwo spędzał kolejno w folwarkach dzierżawionych przez ojca: w Nowodworze, Niemianowicach, Wierzchowiskach i w małej posiadłości własnej – Wrotkowie koło Lublina. W l. 1864–71 uczył się w gimnazjum w Lublinie, które ukończył ze złotym medalem. Niewątpliwy wpływ na zamiłowania N-ego wywarł nauczyciel geografii tego gimnazjum Aleksander Szumowski. Od czternastego roku życia N., ze względu na sytuację materialną rodziców, musiał utrzymywać się sam, głównie korepetycjami. W r. 1871 rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym UJ, słuchając wykładów z zakresu matematyki, fizyki, astronomii, meteorologii, a także historii literatury. W końcu t. r. zmarła w Lublinie matka N-ego, a w dwa miesiące później ojciec. N. nie uczestniczył w pogrzebach z braku pieniędzy na podróż. Warunki, w jakich bytował w Krakowie, opisane przez N-ego w Ze wspomnień krakowskiego studenta („Głos” 1887 i kilka późniejszych przedruków), graniczyły z nędzą i odbiły się na jego zdrowiu. Kilkakrotnie przebywał w szpitalu, a po zakończeniu pierwszego roku studiów przerwał je i powrócił do Lublina. W r. 1873 podjął studia w Instytucie Inżynierii Komunikacji w Petersburgu; nie otrzymawszy jednak stypendium i nie mogąc tam znaleźć pracy zarobkowej, po niespełna roku powrócił do Krakowa i kontynuował przerwane studia, z tym że obok przedmiotów z zakresu matematyki i fizyki słuchał wykładów z dziedziny kartografii i geografii matematycznej. W r. 1876 na zamówienie księgarni Adolfa Dygasińskiego opracował podręcznik geografii fizycznej. Praca ta nie ukazała się drukiem z powodu bankructwa księgarza. N. opublikował jedynie w „Szkicach społecznych i literackich” (1876) fragment wstępu Kilka słów o wadach w wykładzie geografii u nas. Artykułem tym N. zapoczątkował swą walkę o zreformowanie nauczania geografii w szkolnictwie polskim, którą prowadził do końca swego życia. W miejsce nauki pamięciowej, operującej faktami i danymi statystycznymi, wprowadzał zasadę przyczynowego wyjaśniania zjawisk. Dążył do powiązania wszelkich zjawisk przyrodniczych i ludzkich zachodzących na ziemi i do znalezienia istniejących między nimi współzależności. Uważał, że najważniejsze jest wyrobienie w uczniu «zmysłu geograficznego». Swe teorie pedagogiczne stosował w praktyce, gdy po przeniesieniu się do Warszawy ok. r. 1880 uczył w prywatnych szkołach średnich, na co uzyskał zezwolenie kuratora Okręgu Szkolnego Warszawskiego, wydane 20 X 1882. Uczył aż do śmierci na pensjach żeńskich, m. in. Henryki Czarnockiej i Anieli Hoene-Przesmyckiej, na kursach i kompletach pozaszkolnych tajnych i jawnych, wykładał także w tzw. Uniwersytecie Latającym. Uwieńczeniem teoretycznych prac metodyczno-dydaktycznych N-ego był Zarys metodyki geografii (W. 1908) wydany przez Polski Związek Nauczycielski i przeznaczony dla nauczycieli szkół średnich. Jak pisał Stanisław Leszczycki, «Metody dydaktyczne wprowadzone przez niego do geografii przez długie lata wywierały pozytywny wpływ na system nauczania geografii w szkole».

W r. 1885, uzyskawszy roczne stypendium Kasy im. Mianowskiego, N. wyjechał do Lipska celem zgromadzenia materiałów do podręcznika geografii fizycznej, zamówionego przez „Bibliotekę Matematyczno-Fizyczną”. Równocześnie w Uniwersytecie lipskim uczęszczał na wykłady i seminaria geografa F. Richthofena, a także słuchał wykładów geologii H. Crednera i etnologii E. Schmidta. Rozpoczętej w Lipsku pracy doktorskiej o geograficznych i etnograficznych stosunkach w Europie Wschodniej nie ukończył. Pobyt w Lipsku umożliwił N-emu zetknięcie się z niemieckimi uczonymi, przodującymi wówczas w geografii światowej. «Wiedzę nabytą za granicą – pisał S. Leszczycki – i uzupełnioną literaturą w kraju potrafił stopić w jedną całość, nadać tej całości wyraz indywidualny, dlatego można mówić o systemie nauk geograficznych W. N-ego, a tym samym o pierwszym, pełnym systemie nauk geograficznych w piśmiennictwie polskim». Po powrocie do Warszawy nastąpił okres największej twórczości N-ego. W r. 1887 wydane zostały dwie prace o ogromnym znaczeniu: Zarys geografii powszechnej (rozumowej) (W., wyd. 3. W. 1907), pierwsza w literaturze polskiej geografia regionalna, która nie ma charakteru encyklopedyczno-statystycznego, lecz jest naukowym opracowaniem zjawisk występujących w poszczególnych regionach geograficznych, oraz duży artykuł Polska (Obraz geograficzny Polski historycznej) opublikowany w t. 8 „Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego” i mający wartość wzorca. O tej ostatniej pracy pisze Bolesław Olszewicz: «Najdonioślejsze to… dzieło N-ego i pierwsza nowoczesna synteza geograficzna Polski, ujęta według regionów przyrodniczych, nie według podziałów historycznych albo zaborczych». Trzecie wybitne dzieło N-ego, napisane w tym okresie, Geografia fizyczna, wydane zostało z winy Komitetu Kasy im. Mianowskiego w skróconej formie dopiero w r. 1904 (dalsze wydania w l. 1919 i 1922). Był to przez blisko pół wieku jedyny z tego zakresu polski podręcznik na poziomie uniwersyteckim. Do ważniejszych prac N-ego należy też Zarys geografii powszechnej (poglądowej) (W. 1895) oraz Historia ogólnej nauki o ziemi („Poradnik dla Samouków” 1907). Największą poczytność i popularność przyniosła N-emu Geografia malownicza wydana w l. 1902–11 (W.) w 5 tomach obejmujących poszczególne części świata. Nie zdołał opublikować ostatniego tomu poświęconego Europie. Nie dokończył również innego wielkiego dzieła, jakim był opracowywany wspólnie z Andrzejem Świętochowskim Wielki Atlas Geograficzny; wydane zostały 53 mapy wraz ze skorowidzem miejscowości (W. 1895–1906). Obok prac książkowych opublikował N. kilkaset artykułów naukowych i publicystycznych. Artykuły N-ego ukazywały się w „Ateneum”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Głosie”, „Nowych Torach”, „Ogniwie”, „Poradniku dla Czytających Książki”, „Przeglądzie Pedagogicznym”, „Prawdzie”, „Przeglądzie Społecznym”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Społeczeństwie”, „Wędrowcu”, „Ziemi” i wielu innych. W l. 1888–1900 prowadził dział kroniki geograficznej w „Wiśle”. Współpracował też w l. 1891–1908 z „Wielką Encyklopedią Powszechną Ilustrowaną”, opracowując liczne hasła. Zestawienie prac drukowanych N-ego sporządzone przez Józefa Babicza, obejmujące łącznie ponad 450 pozycji, daje miarę szerokich jego zainteresowań. Najwięcej, zwłaszcza w pierwszym okresie, opublikował prac poświęconych geografii regionalnej. Licznie reprezentowane są również artykuły dotyczące zagadnień geologii i geomorfologii. N. publikował też liczne prace z zakresu limnologii, hydrografii, geografii astronomicznej, geografii politycznej, metodyki i dydaktyki, a także historii geografii.

N. należał do grona radykalnej inteligencji warszawskiej. Przyjaźnił się z Ludwikiem Krzywickim, Ignacym Radlińskim, Janem Władysławem Dawidem, A. Dygasińskim, Januszem Korczakiem, Aleksandrem Świętochowskim, Stefanią Sempołowską, utrzymywał też bliskie kontakty ze środowiskiem działaczy Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Nie związał się z żadnym stronnictwem politycznym, ale swymi poglądami, zwłaszcza po r. 1905, bliski był ideom socjalizmu. W licznych artykułach polemicznych walczył o postęp, wyzwolenie i równouprawnienie kobiet, o swobody demokratyczne w dziedzinie myśli i kultury. Atakował nacjonalizm, antysemityzm i fideizm, występował ostro zarówno przeciwko tradycjonalistycznemu światopoglądowi obozu klerykalno-szlacheckiego, jak i przeciw współczesnym tendencjom nacjonalistycznym w filozofii. Był wyczulony na wszelkie przejawy ucisku, niesprawiedliwości i krzywdy ludzkiej. «W izolacji stworzonej przez wyjątkową odwagę protestował… bezkompromisowo przeciwko tym właśnie krzywdom i błędom, które otoczone były aureolą popularności, fałszu, który łudził mniej zahartowane serca» (S. Brzozowski). Pisał zwięźle, barwnie, zawsze z temperamentem, posługując się niezwykle ciętym językiem, ironią i dowcipem. Dużą część swej publicystyki poświęcił N. literaturze pięknej. Wraz z Marią Komornicką i Cezarym Jellentą ogłosił zbiorowy tom Forpoczty (Lw. 1895), będący zapowiedzią modernizmu polskiego; występował tu w obronie «nerwowców», dostrzegając w nich awangardę duchową ludzkości; solidaryzował się zwłaszcza z «typem biologiczno-socjalnym» zdolnym do ofiary i altruistycznego czynu. W dziełach literackich interesowała N-ego głównie zawartość ideowa, a w ocenach stosował kryterium społecznej postępowości. Z tego punktu widzenia prowadził tak ostrą, że aż bliską zacietrzewieniu kampanię przeciw Henrykowi Sienkiewiczowi (Sienkiewicziana, Kr. 1904, Z powodu politycznych wystąpień p. Sienkiewicza, W. 1907 i in.), bronił „Róży” Stefana Żeromskiego (1910), ostro krytykował późną ideologię Stanisława Brzozowskiego (Krytyka „Legendy Młodej Polski” – fragmenty rękopisu z r. 1910 opublikowane przez Henryka Lukreca w „Epoce” 1939). Z obcych twórców interesował się głównie E. Zolą, A. Daudetem, L. Tołstojem i M. Gorkim. Zbiór swych szkiców z l. 1887–1903 ogłosił w obszernym tomie Jednostka i ogół. Szkice i krytyki psychospołeczne (Kr. 1904, tu m. in.: Skandale jako czynniki ewolucji, „Chimera” wobec ewolucji), w r. 1905 ogłosił artykuł Proletariat a twórcy („Młodość”), zapowiadając w nim pojawienie się pisarzy reprezentujących rewolucyjną klasę robotniczą. Był też autorem autobiograficznego poematu prozą Bojownik. Fantazja (W. 1904). W r. 1909 wziął udział jako świadek w procesie S. Brzozowskiego, w którego obronie występował namiętnie także w druku.

W styczniu 1903 N. obchodził jubileusz 25-lecia pracy naukowej i publicystycznej. Przez całe swe życie, mimo ogromnej pracowitości, borykał się z trudnościami finansowymi. Jedynym jego większym wydatkiem był zakup domku letniego zwanego «Górkami», a później «Domem nad Łąkami» wraz z kawałkiem piaszczystej ziemi w Kobyłce koło Warszawy. Sytuacja materialna sprawiła, że prawie nie odbywał podróży naukowych związanych z jego zawodem. Przez ludzi mu nieżyczliwych, których mu nie brakowało, zwany był też niekiedy ironicznie «gabinetowym geografem». Jedyną w życiu podróż zagraniczną odbył w r. 1903 wraz z Ignacym Radlińskim do Austrii, Szwajcarii, Francji i Włoch dla zaznajomienia się z lodowcami, wulkanami i zjawiskami krasowymi. Swe wrażenia ujął w publikacji Dookoła Alp. Luźne notatki i refleksje z błyskawicznej podróży (W. 1904). W r. 1906 wszedł do Komitetu Naukowego Uniwersytetu dla Wszystkich, był także członkiem pierwszego zarządu Tow. Kultury Polskiej. N. zmarł nagle w Warszawie 29 I 1911. Pochowany został na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Pogrzeb jego stał się manifestacją postępowej części społeczeństwa. Na trumnie położono wieniec cierniowy przewiązany czerwoną wstęgą.

N. był żonaty od r. 1881 z Anną z Šafranków (ur. 29 VII 1862 we Lwowie, zm. 6 VI 1942 w Warszawie), córką urzędnika kolejowego Jana, z pochodzenia Słowaka, i Francuzki Antoniny z Franków. Anna ukończyła seminarium nauczycielskie, a w r. 1885/6 studiowała geografię na uniwersytecie lipskim. Uczyła w szkołach średnich w Warszawie, opracowała kilka podręczników szkolnych, była też autorką licznych artykułów z dziedziny geografii. Była członkiem korespondentem The Society of Women Geographers w Waszyngtonie. Otrzymała Srebrny Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Córkami Anny i Wacława były: zmarła wkrótce po urodzeniu Celina, Zofia (zob.) i Hanna (zob.).

Kilkakrotnie obchodzone były rocznice N-ego: w r. 1926 w 15 rocznicę śmierci odsłonięto na grobie N-ego pomnik dłuta córki Hanny, w 100 rocznicę urodzin w r. 1952 odbył się wieczór jego pamięci w Instytucie Geograficznym Uniw. Warsz. (w r. 1951 wydano jego Pisma społeczne, W., ze wstępem Stefana Żółkiewskiego, w t. r. „Myśl Współczesna” poświęciła N-emu obszerny numer), wreszcie w 50 rocznicę śmierci w r. 1961 Komitet Geograficzny PAN, Polskie Tow. Geograficzne oraz Instytut Geograficzny Uniw. Warsz. zorganizowały sesję naukową poświęconą roli N-ego w geografii polskiej, a równocześnie jednej z sal wykładowych Uniw. Warsz. nadano jego imię. Z okazji każdej z tych rocznic wydawane były liczne publikacje omawiające działalność N-ego.

Popiersie N-ego dłuta córki Hanny w Inst. Geogr. Uniw. Warsz. (reprod. w: Wacław Nałkowski, W. 1962 po s. 72); – Pol. Bibliogr. Liter. za l. 1944/5 i in.; Winid B., Bibliografia prac i artykułów W. N-ego, „Geogr. w Szkole” 1951 nr 3 s. 134–7; Enc. Ultima Thule; W. Enc. Ilustr.; W. Enc. Powsz. (PWN); Filoz. w Pol. Słown., (R. Zimand); Łoza, Czy wiesz, kto to jest? Uzupełnienia (o Annie Nałkowskiej); – Babicz J., U źródeł ideowych geografii rozumowej W. N-ego, „Przeg. Geogr.” 1961 nr 1 s. 3–21; Bułat W., Sarnecki T., J. W. Dawid, W. 1963; Czapow C., Nałkowski – pedagog walczący, „Myśl Współcz.” 1951 nr 5 s. 54–70; Jellenta C., Uczczenie pogromcy troglodytów, „Nowy Kur. Pol.” 1926 nr 118 s. 9; Krzywobłocka B., Wacław Nałkowski, „Rocz. Wolnej Myśli” 1961 s. 223–6; Lencewicz S., Nałkowski jako geograf, „Myśl Współcz.” 1951 nr 5 s. 75–85; tenże, Wspomnienie o W. N-m w 25 rocznicę śmierci, „Przegl. Geogr.” 1936 s. 1–22; Lukrec H., Wspomnienie o W. N-m, „Myśl Współcz.” 1951 nr 5 s. 95–104; Miąso J., Uniwersytet dla Wszystkich, W. 1960; Nasza walka o szkołę polską, W. 1934 II; Programy i dyskusje literackie okresu Młodej Polski, Oprac. M. Podraza-Kwiatkowska, Wr. 1973; Rosiak R., Wacław Nałkowski wobec pisarzy współczesnych, L. 1974; Sandler B., Wychowanie przedszkolne i kształcenie wychowawczyń w Królestwie Polskim, Wr. 1968; Sujkowski A., Wacław Nałkowski, „Ziemia” 1911 nr 6 s. 81–3; Szweykowski Z., Zarys historii Kasy im Mianowskiego, „Nauka Pol.” T. 15: 1932; Wacław Nałkowski. W pięćdziesiątą rocznicę zgonu, W. 1962 (praca zbiorowa, artykuły S. Leszczyckiego, B. Winida, B. Olszewicza, G. Wuttkego, J. Babicza oraz zestawiona przez tego ostatniego bibliogr. prac N-ego oraz prac o N-m, liczne fot.); Weiss T., Romantyczna genealogia polskiego modernizmu, W. 1974; Winid B., Trudne życie W. N-ego, w: Portrety uczonych polskich, Kr. 1974 s. 347–55 (fot.); Wuttke G., Wacław Nałkowski – geograf i pedagog, „Geogr. w Szkole” 1961 nr 3 s. 113–17; Żółkiewski S., Wacław Nałkowski, „Myśl Współcz.” 1951 nr 5 s. 6–53; – Arct S., Okruchy wspomnień, W. 1962; Brzozowski S., Listy, Kr. 1970; Dygasiński A., Listy, Wr. 1972; Krzywicki L., Wspomnienia, W. 1958–9 II–III; Lorentowicz J., Spojrzenie wstecz, Kr. 1957; Nałkowska Z., Dzieciństwa radość i gorycze, „Kuźnica” 1949 nr 45 s. 1–2; taż, Dzienniki, T. 1: 1899–1905, W. 1975 (fot.); taż, Mój ojciec, W. 1955; taż, O W. N-m, Rozdział pierwszy z książki o ojcu, „Odrodzenie” 1947 nr 47 s. 1; taż, Życie wznowione, „Myśl Współcz.” 1951 nr 5 s. 86–94; Prus B., Kroniki, W. 1966 XVI; – „Gaz. Warsz.” 1911 nr 30 s. 2, nr 32 s. 2; „Kwart. Hist.” 1911 nr 2 s. 341; „Niwa” 1895 nr 24 s. 485; „Od A do Z” 1951 nr 13 s. 2–3; „Przegl. Księgar.” 1911 nr 3/4 s. 29; „Ruch. Kalendarz Encyklopedyczny” 1889 s. 140–1; „Świat” 1911 nr 5 s. 19 (fot.); „Wędrowiec” 1903 nr 4 s. 69 (fot.); „Zaranie” 1911 nr 6 s. 111–13; – Arch. PAN w W.: sygn. III-27 oraz medal wybity ku czci N-ego; Arch. UJ: W. F. II 232, 242, 246; B. Jag.: rkp. 8607 III; B. Narod.: rkp. 2676, 5456; B. Ossol.: rkp. 7701/II; B. PAN w Kr.: rkp. 2159 t. 13.
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)


Powrót do D____