14757. Kosicki Ludwik (1793-1846) biogram prapradziadka

Bardzo proszę:
Jest to dział encyklopedyczny - więc NIE PROWADZIMY TU ROZMOW, NIE SZUKAMY PRZODKOW, INFORMACJI, KONTAKTOW - tu gromadzimy informacje, piszemy encyklopedycznie, ogólnie, bezosobowo. Każdy kto będzie zainteresowany umieszczoną przez Ciebie notą, sam widzi że interesujesz się rodziną, osobą, na pewno więc dopisze jeśli coś wie, lub się skontaktuje z Tobą. Jeśli chcesz poinformować że "szukasz..." napisz to w dziale ogłoszeń!

Jak pisać tutaj? - reguły, porady

nowe dane Anny Zawiła z My Heritage

Postprzez akarwa » 25.08.2015

Myheritage KOSICCY
Wg Anny Zawiła Heritage:

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Ludwik 1793 Kosicki
Partnerzy: Konstancja 1802 Bulińska i Karolina Bandke Kosicka
Dzieci: Ludwik 1833, Emilia 1826 Kosicka, Józefa 1824 Kosicka i Zofia 1828 Kosicka

Ludwik Kosicki Wg Anny Zawiła Heritage:
1793-1846
Rodzice: Aleksy Kosicki i Jadwiga Kosicki (z d. Łąkowska/Łukowska)
Rodzeństwo: Teresa, Aleksy, Katarzyna i Eleonora
Partnerzy: Konstancja Józefa Katarzyna Kosicki (z d. Bulińska) i Karolina Kosicki (z d. Bantdke)
Dzieci: Józefa Ludwika, Emilia Karolina Helena, Amelia Pelagia Zofia, Eleonora i Ludwik


Konstancja 1802 Bulińska
Mąż: Ludwik 1793 Kosicki
Córki: Emilia 1826 Kosicka, Józefa 1824 Kosicka i Zofia 1828 Kosicka

Konstancja Józefa Katarzyna Kosicki (z d. Bulińska) Wg Anny Zawiła Heritage:
1802-1831
Rodzice: Józef Buliński i Regina Buliński (z d. Florkowska)
Mąż: Ludwik Kosicki
Córki: Józefa Ludwika, Emilia Karolina Helena, Amelia Pelagia Zofia i Eleonora




Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Józefa 1824 Kosicka Knowiakowski
Rodzice: Ludwik 1793 Kosicki i Konstancja 1802 Bulińska
Rodzeństwo: Ludwik 1833, Emilia 1826 Kosicka i Zofia 1828 Kosicka
Mąż: Jan Kanty Knowiakowski

Józefa Ludwika Knowiakowski (z d. Kosicka) Wg Anny Zawiła Heritage:
1824-1903 ostatnia wlascicielka domów Florianska 12/Tomasza 17 w Krakowie
Rodzice: Ludwik Kosicki i Konstancja Józefa Katarzyna Kosicki (z d. Bulińska)
Rodzeństwo: Emilia Karolina Helena, Amelia Pelagia Zofia, Eleonora i Ludwik
Mąż: Jan Kanty Knowiakowski




xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Emilia 1826 Kosicka Karwacka
Rodzice: Ludwik 1793 Kosicki i Konstancja 1802 Bulińska
Rodzeństwo: Ludwik 1833, Józefa 1824 Kosicka i Zofia 1828 Kosicka
Mąż: Sebastian Karwacki1824
Dzieci: Stanisław August, Wanda, Antoni Bolesław, Bronisław, Mieczysław i Władysław Hieronim

Emilia Karolina Helena Karwacki (z d. Kosicka) Wg Anny Zawiła Heritage:
1826-1890
Rodzice: Ludwik Kosicki i Konstancja Józefa Katarzyna Kosicki (z d. Bulińska)
Rodzeństwo: Józefa Ludwika, Amelia Pelagia Zofia, Eleonora i Ludwik
Mąż: Sebastian Karwacki
Córka: Wanda


Sebastian Karwacki1824
Rodzice: Marcin Karwacki1768 i Helena Kasińska-Karwacka
Siostra: Teresa Karwacka 1786; Wojciech Nikodem, Kazimierz Aleksander, Helena
Żona: Emilia 1826 Kosicka Karwacka
Dzieci: Stanisław August, Wanda, Antoni Bolesław, Bronisław, Mieczysław i Władysław Hieronim

Sebastian Karwacki Wg Anny Zawiła Heritage:
1824-1904
Rodzice: Marcin Karwacki i Helena Karwacki (z d. Kasińska)
Żona: Emilia Karolina Helena Karwacki (z d. Kosicka)
Córka: Wanda

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Aleksander GREYBER
Żona: Wanda Karwacka-GREYBER
Córka: Aniela

Aleksander Greyber Wg Anny Zawiła Heritage:
1846-1927
Żona: Wanda Greyber (z d. Karwacka

Wanda Karwacka-GREYBER
Rodzice: Sebastian Karwacki1824 i Emilia 1826 Kosicka Karwacka
Bracia: Stanisław August, Antoni Bolesław, Bronisław, Mieczysław i Władysław Hieronim
Mąż: Aleksander GREYBER
Córka: Aniela

Wanda Greyber (z d. Karwacka) Wg Anny Zawiła Heritage:
1857-1925
Rodzice: Sebastian Karwacki i Emilia Karolina Helena Karwacki (z d. Kosicka)
Mąż: Aleksander Greyber



xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Ludwik 1833 Kosicki
Rodzice: Ludwik 1793 Kosicki i Karolina Bandke Kosicka
Siostry: Emilia 1826 Kosicka, Józefa 1824 Kosicka i Zofia 1828 Kosicka

Ludwik Kosicki Wg Anny Zawiła Heritage:
1833-1833
Rodzice: Ludwik Kosicki i Karolina Kosicki (z d. Bantdke)
Siostry: Józefa Ludwika, Emilia Karolina Helena, Amelia Pelagia Zofia i Eleonora

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Zofia 1828 Kosicka Krywult
Rodzice: Ludwik 1793 Kosicki i Konstancja 1802 Bulińska
Rodzeństwo: Ludwik 1833, Emilia 1826 Kosicka i Józefa 1824 Kosicka
Mąż: Adam Krywult
Dzieci: synowie i Zofia Krywult

Amelia Pelagia Zofia Krywult (z d. Kosicka) Wg Anny Zawiła Heritage:
1828-1897
Rodzice: Ludwik Kosicki i Konstancja Józefa Katarzyna Kosicki (z d. Bulińska)
Rodzeństwo: Józefa Ludwika, Emilia Karolina Helena, Eleonora i Ludwik
Mąż: Adam Jan Krywult
Dzieci: Władysław Józef i Zofia


Adam Krywult
Żona: Zofia 1828 Kosicka Krywult
Dzieci: synowie i Zofia Krywult

Adam Jan Krywult Wg Anny Zawiła Heritage:
1815-1879
Żona: Amelia Pelagia Zofia Krywult (z d. Kosicka)
Dzieci: Władysław Józef i Zofia

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Zofia Krywult Laberschek
Rodzice: Adam Krywult i Zofia 1828 Kosicka Krywult
Brat: synowie
Mąż: Herman Ludwik Laberschek
Syn: synowie

Zofia Laberschek (z d. Krywult) Wg Anny Zawiła Heritage:
1854-1933
Rodzice: Adam Jan Krywult i Amelia Pelagia Zofia Krywult (z d. Kosicka)
Brat: Władysław Józef
Mąż: Herman Ludwik Laberschek
Dzieci: Jan Adam, Feliks Władysław, Maria, Ignacy, Józefa, Władysław, Waleria i Eugeniusz


Herman Ludwik Laberschek
Żona: Zofia Krywult Laberschek
Syn: Synowie


Herman Ludwik Laberschek Wg Anny Zawiła Heritage:
1846-1925
Rodzice: Karol Laberschek i Renata Laberschek (z d. Schwarc)
Żona: Zofia Laberschek (z d. Krywult)
Dzieci: Jan Adam, Feliks Władysław, Maria, Ignacy, Józefa, Władysław, Waleria i Eugeniusz
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

Drzeworyty... L. Kosickiego z 1840 roku

Postprzez akarwa » 04.01.2016

Szczególnie poszukiwane książki

Autor: Kosicki, Ludwik

Tytuł: Odbicia drzeworytów

Miejsce wydania: [Kraków]

Wydawca: [Szkoła Techniczna]

Data wydania: [1840]

Opis fizyczny: 42,5 cm, k. tekstu [9], k. z drzeworytami [197]

Opis dodatkowy: kompletny czysty egzemplarz w dobrze zachowanej skórzanej oprawie z epoki

Zakupimy za: 2200 PLN
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

W kręgu rodziny L. Kosickiego (II pol. XIX.w) cz. 1

Postprzez akarwa » 10.03.2016

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

W KREGU NAJBLIŻSZEJ RODZINY LUDWIKA KOSICKIEGO

http://ftp.klient.ruthenus.pl/KROSNO/kr ... oprawa.pdf

KROSNO; STUDIA Z DZIEJÓW MIASTA I REGIONU; STUDIA Z DZIEJÓW MIASTA I REGIONU; TOM VI;pod redakcją Franciszka Leśniaka
Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Krośnieńskiej KROSNO 2012

Na podstawie m.in.

• W.Krywult, Wspominki i gawędy rodzinne, t.1-4, 1928-1930, rkps w archi¬wum rodzinnym Łukasza Żurawskiego w Krakowie
• W.Krywult, Wspominki i gawędy rodzinne, t.1-3, 1928-1930, fotografie rodzinne w archiwum Łukasza Żurawskiego w Krakowie

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

str.str. 191-234

Jerzy Zieliński (2005)

APTEKARZ KROŚNIEŃSKI *) ALEKSANDER ŻURAWSKI**) (1845-1920)


*) i krakowski, apteka ul, Kosciuszki 18 (cudne meble apteczne z połowy XIXw)

**) mąż Janiny Krywułtówny, córki Adama Krywulta i Zofii Kosickiej (siostry Emili Karwackiej), wnuczki Ludwika Kosickiego i Konstancji Bulinskiej

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

U Krywultów w Krakowie

Urodzony 18 maja 1845 r.w Hruszowicach k.Przemyśla Aleksander Żurawski był synem leśniczego Piotra Żurawskiego oraz Barbary z Rusowych, z pochodzenia Rusinki. Wychowywał się u Lucjana Siemieńskiego – profesora Uniwersytetu Jagiel¬lońskiego, pisarza i poety, tłumacza i uznanego krytyka literackiego, który mając za sobą bogaty w wydarzenia polityczne życiorys, w roku 1848 osiadł ostatecznie w Krakowie. Młody Aleksander posługiwał mu, biegał za sprawunkami, a jedno¬cześnie uczył się w czteroklasowej szkole, którą wówczas nazywano „Kurnikiem”, a później była zaczątkiem Gimnazjum im. św. Jacka, do którego uczęszczał

Lucjan Hipolit Siemieński (ur. 13 sierpnia 1807 w Kamiennej Górze, zm. 27 listopada 1877 w Krakowie) – polski poeta, pisarz, krytyk literacki i tłumacz, uczestnik powstania listopadowego Lucjan Siemieński pochodził z rodziny ziemiańskiej. Kształcił się w gimnazjum pijarów w Lublinie i Liceum Richelieu'go w Odessie. Brał udział w powstaniu listopadowych, w którym był ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie do Galicji wstąpił do Związku Dwudziestu Jeden. Przyjaźnił się z Sewerynem Goszczyńskim, należał do grupy Ziewonia. Za działalność spiskową był kilkukrotnie aresztowany.W 1838 Siemieński wyemigrował do Francji, uciekając przed aresztowaniami. Tam wstąpił do Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. W 1842 związał się z Andrzejem Towiańskim. W latach 1843-1846 przebywał w Wielkopolsce. W 1848 brał udział w Zjeździe Słowiańskim w Pradze.W 1848 osiadł w Krakowie, (u Knowiakowskiej, Florianska 12); gdzie związał się z konserwatywnymi środowiskami, skupionymi wokół pism „Czas” (w latach 1856-1860 był redaktorem dodatku literackiego gazety) i „Przegląd Polski”. W latach 1849-1850 wykładał literaturę powszechną na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był współzałożycielem i członkiem Akademii Umiejętności.W 1881 jego prochy przeniesiono na Skałkę i złożono w krypcie zasłużonych pod kościołem

Po ukończeniu nauki szkolnej, w latach 1864-1867 przygotowywał się do zawodu apte¬karskiego u Ernesta Stockmara, późniejszego seniora gremium aptekarzy krakow¬skich. 20 września 1867 r. zdał przed krakowskim Gremium Aptekarskim egzamin na podaptekarza. Pracował przez długie lata jako prowizor i kierownik w aptekach Trauczyńskiego i Siedleckiego w Krakowie, Miczyńskiego w Krakowie i Wieliczce oraz Wojciecha Pika w Krośnie.

Żurawski zaprzyjaźnił się w szkolnych latach z Her¬manem Laberschekiem, synem Niemca ożenionego z Polką. Herman Laberschek został uczniem cukierniczym, który w wieku 17 lat został wyzwolony na subiekta i pracował u Knowiakowskich na ul.Floriańskiej w Krakowie. W roku 1873 Her¬man Laberschek poślubił Zofię Krywultównę spokrewnioną (siostrzenica Józefy) z Knowiakowskimi. Młodzi wprowadzili się do kamienicy na ul.Floriańskiej (12) jednocześnie obejmując przekazaną im na własność znajdującą się na parterze cukiernię Knowiakowskich. Kamienica na ul.Floriańskiej ponownie zbliżyła Hermana Laberschek oraz Alek¬sandra Żurawskiego, który mieszkał tam w pomieszczeniach wynajmowanych do 1873 r. przez Lucjana Siemieńskiego.

Str 192


Aleksander Zurawski
l.1.Aleksander Żurawski jako konkurent do ręki Janiny.Fotografia ze zbiorów autora

18 października 1887 roku zmarł w Krośnie dotknięty chorobą umysłową Woj¬ciech Pik – właściciel aptek w Krośnie i Iwoniczu-Zdroju. Po śmierci właściciela, zlokalizowaną w rynku w Krośnie aptekę Pod Jednorożcem wydzierżawił od wdowy Pikowej, zatrudniony tam od 15 września 1877 r. Aleksander Żurawski. Dzierżawa krośnieńskiej apteki stała się możliwa dzięki uzyskaniu przez Żurawskiego pożyczki od Józefy Knowiakowskiej, która wcześniej przekazaniem swojej cukierni zabez¬pieczyła przyszłość jego przyjaciela Hermana Laberscheka.

Po dłuższym zniknięciu z widowni krakowskiej Żurawski przypominał się Krakowowi oraz rodzinom Laber¬scheków, Knowiakowskich i Krywultów przy okazji spłaty zaciągniętej pożyczki. Wówczas w umyśle Józefy Knowiakowskiej dojrzał plan wydania 19-letniej sio-strzenicy Janiny, najmłodszego dziecka Zofii i Adama Krywultów, za 42-letniego Żurawskiego. Knowiakowską kierowała myśl1, że tym właśnie sposobem najlepiej zabezpieczy przyszłość Janiny. Konkury nie szły gładko, ale Żurawski przezwyciꬿywszy wszystkie przeszkody i zwalczywszy wszystkie uprzedzenia przeciw swej osobie, występujące głównie ze strony młodziutkiej Janiny, z czasem pozyskał nie tylko rękę, ale i serce panienki.Przełom w konkurach nastąpił w 1886 r.na chrzci¬nach małej Walerki – ósmego dziecka Zofii i Hermana Laberscheków.

Zgodnie z pla¬nem Józefy Knowiakowskiej, Janina Krywultówna została zaproszona na chrzestną matkę, zaś Aleksander Żurawski na chrzestnego ojca nowonarodzonej Walerii Laber¬schek z czasem pozyskał nie tylko rękę, ale i serce panienki. Przełom w konkurach nastąpił w 1886 r.na chrzci¬nach małej Walerki – ósmego dziecka Zofii i Hermana Laberscheków. Zgodnie z pla¬nem Józefy Knowiakowskiej, Janina Krywultówna została zaproszona na chrzestną matkę, zaś Aleksander Żurawski na chrzestnego ojca nowonarodzonej Walerii Laber¬schek. Cała rodzina Krywultów, kibicując Aleksandrowi, pilnie obserwowała od tego czasu kolejne kroki Janiny i Aleksandra ku narzeczeństwu. Niedługo po chrzcinach Walerki Laberschek, doszło do oświadczyn – Żurawski ukląkł przed matką Janiny prosząc o rękę i komplementując wybrankę.
1 W.Krywult, Wspominki i gawędy rodzinne, 1928-1930, rkps, (dalej cyt.Krywult 1928-1930).

Str 193


Il.2.Janina Krywult w Szczawnicy w 1887 roku.Fotografia z archiwum rodzinnego Łukasza Żurawskiego
Wspomniał też o swoich oszczędno¬ściach sięgających czterech tysięcy złr, nie dowiedziawszy się jednak nic o posagu Janiny. Podczas rozmowy został zobowiązany przez przyszłą teściową do częstszych przyjazdów z odległego Krosna, do którego wkrótce po przyjętych oświadczynach musiał powrócić. W pierwszym liście do Krakowa, adresowanym do Hermana, napi¬sał, że aczkolwiek podróż do Krosna bardzo go zmęczyła, to ze względu na Janinę, gotów był zaraz do Krakowa powrócić. Zapytał też krakowskiego przyjaciela czy nowopoznana Jania pozwoli mu pisać do siebie. Z treścią tego listu Herman zapo¬znał Janinę i jej mamę, która odpisując Żurawskiemu zgodziła się na korespon¬dencję między kumotrami. Kolejny list, pierwszy list z Krosna adresowany bezpo¬średnio do Jani, został w rodzinie Krywultów skrytykowany, gdyż widać z niego było, że Żurawski nie miał wprawy w pisaniu listów miłosnych. Następnymi listami Żurawski też się nie popisał i nie zdobył sympatii Janiny – mało tego, Jania sprze¬ciwiła się nawet powtórnemu spotkaniu z Żurawskim w Krakowie. Na jego gorące listy odpowiadała chłodem i ogólnikami. Rodzinie wyznała, że darzy go tylko sza¬cunkiem i życzliwością. Żurawski jednak nie ustępował i dopytywał się o zarę¬czyny. Matka Janiny była bardzo niezdecydowana – bała się staropanieństwa Jani, ale też nie chciała jej nic narzucać w sprawie zamążpójścia. W marcu 1887 r. zda¬rzyło się, że mimo uzgodnionego przyjazdu Żurawskiego do Krakowa, w ostatniej chwili Herman Laberschek powiadomił go telegraficznie o przełożeniu spotkania na czas zbliżających się świąt wielkanocnych. Żurawski, który stołował się w Kro¬śnie u wdowy po aptekarzu Piku, depeszę treści „Nie przyjeżdżaj, nic z tego.

Str 194

w drodze.Herman”, otrzymał w czasie obiadu. Zdenerwowany Żurawski wybiegł z mieszkania Pikowej będąc pewny, że w taki to sposób zakończyły się jego starania o rękę Janiny. Dopiero list, który później nadszedł pocztą od Krywultów, wyjaśnił, że zmiana terminu przyjazdu spowodowana była chorobą Jani, a depesza została zniekształcona przez telegrafistę, który zamiast nic złego napisał nic z tego2.Ukon¬tentowany takim obrotem sprawy, jak przystało na farmaceutę, Żurawski przysłał Janinie, ale na adres zaprzyjaźnionego Hermana Laberscheka dwie zwykłe flaszki z perfumami i wyciągiem z drzew szpilkowych do odświeżania powietrza w pokoju. Na naradzie rodzinnej u Krywultów zastanawiano się czy nie odrzucić tego pre-zentu, uznanego za mało wytworny, ale odrzucenie byłoby równoznaczne z zerwa¬niem słabej nici łączącej Janinę z Aleksandrem. Wobec tego, rodzina Krywultów uznała prezent za przedwczesny i nie wręczono go Jani. Do kolejnego spotkania młodych w Krakowie doszło jednak jeszcze przed Wielkanocą. Zauważono wów¬czas, że Jania spojrzała na Żurawskiego łaskawszym okiem. Po treści listów Janiny do Żurawskiego wysłanych na początku maja można było wywnioskować, że co prawda jeszcze go nie kocha, ale już darzy sympatią.

Do zaręczyn doszło ostatecz¬nie 14 maja 1887 roku. Narzeczeni wymienili między sobą pierścionki. Janina wów¬czas doszła już do przekonania, że może jej się nie trafić lepszy mąż od Aleksan¬dra Żurawskiego.W rodzinie Krywultów zapanowała ogólna radość i zadowole¬nie. Rozpoczął się okres oficjalnego narzeczeństwa. Janina, której już od dłuższego czasu zdrowie nie dopisywało, znowu nie poczuła się najlepiej i lekarz zalecił jej wyjazd do Szczawnicy. W tej sytuacji, po jedenastodniowym pobycie u Krywultów Aleksander Żurawski opuścił Kraków i wyjechał do Krosna.

Stanisław Karwacki, cioteczny brat Janiny, zatrudniony od początku 1887 r.w aptece Żurawskiego, tak zrelacjonował powrót swojego pryncypała do Krosna: P. Ż. z ostatniej swej podróży przybył tutaj jakby na nowo odmłodniały i odświeżony. Świecący się na jego palcu pierścień zdjął zasłonę tajemniczości, która dotąd zabiegi jego zakrywała, toteż sła¬wetny nasz gród podkarpacki z godnością przygotowywa się na przywitanie swej nowej obywatelki. Zauważyłem, że po otrzymanem słowie obcowanie nasze stało się bardziej familjarnem 3.Pierwszym, czym zajął się Żurawski po powrocie do Kro¬sna i do swojej apteki, było wysłanie do Krakowa, jak mu się wydawało, pewniej¬szych, bo przygotowanych przez siebie, proszków zapisanych Janinie w Krakowie przez lekarza Karczyńskiego.

Tymczasem Janina, po wyjeździe narzeczonego, zajęła się sprawą spadku po zmarłym ojcu. W maju 1879 roku, przekroczywszy 63.rok życia, ojciec Janiny zmarł, zapisując w testamencie nieletniej wówczas córce 5000 złr. Decyzją sądu kwota ta została umieszczona w depozycie bankowym, do czasu uzyskania przez Janię pełnoletniości. Teraz sprawa ta odżyła, ale krakowski sędzia nie miał ochoty wydania wszystkich pieniędzy na wyprawę dla Jani – część z nich chciał zostawić jako posag. Dopiero po podpisaniu przez Janię oświadczenia, że chce oddać rękę Aleksandrowi Żurawskiemu, przystał na wypłacenie całej należnej ze spadku gotówki.

Il.3.W tym budynku przy krośnieńskim rynku znajdowało się starostwo (na piętrze) oraz apteka i mieszka¬nie Żurawskich.Pocztówka ze zbiorów autora

Str 195

Pomiędzy Krosnem, Krakowem i Przemyślem zaczęły krążyć listy. Żurawski korespondował nie tylko z mieszkającymi w Krakowie Janiną i jej matką, ale również z Walerianem – bratem Janiny pracującym w Przemyślu. Walery – mało znany Żurawskiemu członek rodziny Krywultów, został przezeń zaproszony do Krosna listem zakończonym słowami: O przybyciu Twojem donieś, abym mógł na kolej przed Ciebie wyjść, bo Krosno jest stolicą wielką, łatwo mógłbyś się zgu¬bić

4.W międzyczasie Aleksander Żurawski szykował w Krośnie mieszkanie przy aptece – gniazdko dla Jani. Przebudował dwa duże pokoje, a kuchnię podzielił na część kuchenną i jadalną. Usunął kraty w oknach montując w nich szyby lustrowe, których jeszcze w Krośnie nikt nie miał. Sam umeblował pokój bawialny przywo¬żąc z Krakowa materiały obiciowe na meble.

Pod koniec czerwca Żurawski przyjechał na dwa dni do Krakowa, aby pobyć z Janiną przed jej wyjazdem do wód szczawnickich. Odwiózł ją do Nowego Sącza, a tam postarał się o okazję do Szczawnicy. Wrócił do Krosna, gdzie oczekiwał na przyjazd zaproszonego brata Janiny. Walery serdecznie i gościnnie przyjmo¬wany przez Aleksandra przebywał w Krośnie tylko przez 36 godzin. Tymczasem Jania w Szczawnicy leczyła się i przybywała na wadze, ale przebywając z dala od rodziny bardzo tęskniła za domem w Krakowie. W sierpniu odwiedził ją Aleksan¬der i odbyli wspólnie parę wspaniałych wycieczek po Pieninach. W połowie wrze¬śnia Janina Krywult powróciła do Krakowa i tam zastała Żurawskiego oraz zwol¬niony przez sąd depozyt spadkowy. Zaczął się czas sprawunków weselnych w towarzystwie narzeczonego.

Str 196

Ślub Janiny Krywult z Aleksandrem Żurawskim wyznaczony został na sobotę 1 października 1887 roku. We wrześniu zapowiedzi zostały ogło¬szone z ambony kościoła farnego w Krośnie oraz w krakowskim kościele św.Bar¬bary. Przy kompletowaniu koniecznych do zawarcia małżeństwa dokumentów, Kry¬wultowie ze zdziwieniem odkryli, że Aleksander jest Rusinem ochrzczonym przez popa. Przewidując to, Aleksander przedstawił Krywultom zaświadczenie kano¬nika katolickiego stwierdzające, że od młodości wyznaje religię rzymskokatolicką, a chrzest prawosławny wytłumaczył brakiem księdza katolickiego. Okazało się jed¬nak, że matka Aleksandra Żurawskiego była Rusinką (Ukrainką).

Mieszkanie, z któ¬rego panna młoda 1 października wyszła do ślubu, znajdowało się na drugim piętrze, w oficynie kamienicy przy ul.Grodzkiej 32 w Krakowie. Krywultowie od kilku lat zajmowali to mieszkanie po przeprowadzce z Rynku.

Drużbami byli dwaj bracia Janiny, druhnami panie również z rodzinnego kręgu. Kościół św.Barbary w cza¬sięcza¬sie ślubu zatłoczony był publicznością krakowską. Po ślubie goście weselni powró¬cili na bankiet na ul.Grodzką, a po południu spacerowali po Ogrodzie Strzeleckim.

Przeprowadzka do Krosna

Kolej podkarpacka, zwana wówczas transwersalną, prowadzi linią graniczną mię¬dzy niziną a przedgórzami karpackimi – pisał w pozostających do dzisiaj w ręko¬pisie „Wspominkach i gawędach rodzinnych” emerytowany profesor historii, naj¬dłużej żyjący z licznego rodzeństwa Janiny, brat jej – Walerian Krywult.

Kto nią jedzie od strony Krakowa, a więc w kierunku wschodnim, ani nie spojrzy na równię rozciągającą się na północ, bo wzrok jego stale przykuty do pięknej panoramy, roz¬taczającej się od południa. Dostawszy się na Tarnów i Stróże na tę linię, minąwszy wpadające w oczy grody, starożytny Biecz i mało co młodsze Jasło, dopiero dojeż¬dżając do Krosna, trafiamy na gród godny przykuć naszą uwagę. Z niskiego plantu kolejowego oglądane Krosno, wznoszące się na wzgórku, spiętrzone świątyniami, przedstawiało się wówczas na oko znacznie okazalej, aniżeliby z małej liczby miesz¬kańców (wówczas ledwie 3 tys.) wnioskować było można. Bo też ten gród, w sam raz na północ od przełęczy dukielskiej położony, węzeł dróg z Węgier i Czerwonej Rusi prowadzących, murem przez Kazimierza W. obwiedziony, przez Jagiełłę pra¬wem składu obdarowany tak, że żaden kupiec miasta tego pominąć nie mógł, rósł w bogactwa i pysznił się tak wielką liczbą kościołów, że go małym Krakowem nazy¬wano. Dopiero wojny XVII. stulecia dokonały, zwłaszcza szwedzka, Potop, ruiny mia¬sta i zepchnęły go do rzędu miasteczek. W ostatnich czasach podniosło się i zabu¬dowało Krosno dzięki przemysłowi tkackiemu i naftowemu, wówczas (1887) jednak obie te gałęzi przemysłu były jeszcze w powijakach, a miasteczko za czasów pobytu w niem Janusi, ciche, głuche, drzemiące, żyło tylko prawie wspomnieniami przeszło¬ści i dla przybysza miało niewysławialny jakiś urok, żywo przenosząc go w odległą przeszłość. Od dworca kolejowego, który wtedy od dwu lat zaledwie istniał, i jakby dla ułatwienia konkurów Olesiowi powstał, do rynku bodaj kilometr drogi, dlatego podróżujący posługiwali się z reguły konną komunikacją. Gościniec prowadził wów¬czas przez szczere pole, pod kątem prostym do plantu kolejowego i załamywał się Aptekarz krośnieński Aleksander Żurawski (1845-1920)

197

dopiero pod takimże pod cmentarzem, kierując się wzdłuż niego ku miastu, przez mały mostek na rzeczce Lubatówce (która w Krośnie wpada do Wisłoku) i dopiero za nim poczyna się łagodnie wspinać ku wzgórkowi, na którym na lewo wznosi się okazały, stary budynek zwany koszarami, pozostałość, o ile pamiętam, dawnego kolegium jezuickiego5, a na prawo piętrzy się wspaniały gotycki tum, początkiem swym sięgający czasów Kazimierza W. z barokowemi naleciałościami i całkiem prawie barokowem wnętrzem, kulminującem w przepysznym, olbrzymich rozmia¬rów wielkim ołtarzem i imponujących płótnach przedstawiających z przerażającym realizmem sceny przedstawiające grozę śmierci, piekła i świętokradzkiej spowiedzi. Obok fary piękna, dość niska wieża z r. 1648, fundacji, zdaje mi się Oświęcimów6. Wedle tradycji z jej okien tęsknie wyglądać miała piękna Anna Oświęcimówna przy¬bycia ukochanego brata Stanisława. Mniemany romans tego rodzeństwa całkowi¬cie wchodzi w zakres legendy, gdyż w istocie stosunek ich wzajemny nie różnił się niczem od tego, jaki łączył mnie z Janiusią. W wieży wiszą sławne z przepięknego dźwięku swego dzwony krośnieńskie, do których znów odnosi się piękna legenda. Bogaty mieszczanin krośnieński łacińskiego nazwiska, zdaje mi się Porcjusz, dostał niewytłumaczalnym sposobem z Węgier zamiast wina beczułkę pełną dukatów, a gdy nadawcy nie udało się wykryć, obrócił tę kwotę na ufundowanie dzwonów. Portret jego znajduje się dotąd w kaplicy jego fundacji. Mijając wieżę, małą i wąską uliczką Pawła z Krosna, najznakomitszego syna tego grodu, humanisty, dostajemy się zdzi¬wieni na obszerny i okazały rynek. Wówczas zdobny był z trzech stron w malowni¬cze podsienia, które dziś tylko z jednej strony7, przeciwległej uliczce Pawła się utrzy¬mały. Ta właśnie przedzielona jest na dwie równe części uliczką. Prawy od strony rynku narożnik stanowił jedyny w mieście hotel, powstały jednak później. W lewym narożniku znajdowała się apteka, a za nią miodowe Janiusi gniazdeczko, na piętrze zaś starostwo. Wspomniana uliczka, na którą miały wylot okna mieszkania Olesio¬stwa, kończyła się na prawo domem, w którym się mieściło kasyno, a za nim rozpo¬ścierał się mały kasynowy ogród, którego tyły stromo wznosiły się nad Lubatówką8. Dalej na lewo otwierał się placyk z widokiem na fronton kościoła kapucynów, zbu-dowanego częścią z rozebranego pojezuickiego, częścią przeważnie niestety z ciosów skradzionych z zamku odrzykońskiego. W ciasnej uliczce, stanowiącej przedłużenie lewej (od strony fary) połaci rynku, tej już wówczas pozbawionej podcieni, wznosi się piękny, gotycki, już wówczas pięknie świeżo odnowiony kościół franciszkański, początkiem sięgający XIV. go wieku. Osobliwością jego jest piękna kaplica Oświę¬cimiów z cennemi portretami Stanisława i Anny, oraz rodziców Stanisława i ojca Anny. Wbrew bowiem Szajnosze9, który podtrzymuje tezę, że oboje byli rodzonem rodzeństwem, doszedłem do wniosku, że byli tylko przyrodniem tj. z jednego ojca,

5 W istocie – nie było to kolegium jezuickie, a pałac biskupi (przyp.red.).
6 Wieżę dzwonną przy kościele farnym w Krośnie ufundował Wojciech Robert Portius, a wzno¬szono ją w latach 1637-1651 (przyp.red.).
7 Podcienia rynkowe zachowały się do dziś w dwóch pierzejach – południowej i północnej (przyp.red.).
8 W istocie – nad Wisłokiem (przyp.red.).
9 K.Szajnocha, Szkice historyczne, Warszawa 1885, t.1, s.211 (przyp.JZ

Str 198
a dwu matek, coby doskonale tłumaczyło wcale znaczną różnicę wieku, przy braku pośredniego między nimi rodzeństwa. Herby bowiem nad portretami Stanisława i Anny są tylko w połowie jednakie, mianowicie po ojcu, po matce zaś odmienne. W chwili wykonywania portretów matka Stanisława oczywiście już nie żyła, dla¬tego brak jej wizerunku. Pod tablicą znajduje się loch z trumnami, do którego wów¬czas każdej chwili dostęp był wolny ciekawym, gdyż grobowiec był niezamknięty. Można tam było przez szybkę w wieku trumny Anny zobaczyć kształtną jej czaszkę, przez szybkę, o której, że ją wyrznąć kazał, wspomina w pamiętniku sam Stanisław, nieutulony w żalu po stracie zmarłej w kwiecie wieku siostrzyczki. Ta czuła, nie¬zwykła na owe surowe czasy miłość rodzinna dała popęd do powstania owej nie¬tyle
Można tam było przez szybkę w wieku trumny Anny zobaczyć kształtną jej czaszkę, przez szybkę, o której, że ją wyrznąć kazał, wspomina w pamiętniku sam Stanisław, nieutulony w żalu po stracie zmarłej w kwiecie wieku siostrzyczki. Ta czuła, nie¬zwykła na owe surowe czasy miłość rodzinna dała popęd do powstania owej nie¬tyle poetycznej, co raczej niedorzecznej i niesmacznej legendy. Raz przy wejściu do kościoła tego, który był ulubionym Janinki, spostrzegłem na lewo od portalu tablicę z zagadkowym napisem: Tu leży mąż, tu leży żona, tu leży syn. Pradziad, matka, syn, prawnuk. Proszą o troje pozdrowienia. I ani litery więcej. Zastanowiła mnie podwójna skromność tych anonimowych nieboszczyków: raz że zataili swe nazwi¬ska, powtóre, że się zadawalają tak ułamkowemi modłami dzieląc troje pozdrowie¬nia na siedm dusz. Dopiero po niejakim czasie dała rozwiązanie tej zagadki wielka tablica, znajdująca się na prawo od portalu. Z niej wynika, że Jadwiga z Ankwi¬czów poślubiła najpierw stolnika dobrzyńskiego Baranowskiego, a po jego śmierci tegoż rodzonego wnuka, Mietelskiego, z którym miała syna, Stanisława. Była więc ,nie¬tyle poetycznej, co raczej niedorzecznej i niesmacznej legendy. Raz przy wejściu do kościoła tego, który był ulubionym Janinki, spostrzegłem na lewo od portalu tablicę z zagadkowym napisem: Tu leży mąż, tu leży żona, tu leży syn. Pradziad, matka, syn, prawnuk. Proszą o troje pozdrowienia. I ani litery więcej. Zastanowiła mnie podwójna skromność tych anonimowych nieboszczyków: raz że zataili swe nazwi¬ska, powtóre, że się zadawalają tak ułamkowemi modłami dzieląc troje pozdrowie¬nia na siedm dusz. Dopiero po niejakim czasie dała rozwiązanie tej zagadki wielka tablica, znajdująca się na prawo od portalu. Z niej wynika, że Jadwiga z Ankwi¬czów poślubiła najpierw stolnika dobrzyńskiego Baranowskiego, a po jego śmierci tegoż rodzonego wnuka, Mietelskiego, z którym miała syna, Stanisława. Była więc, jak to nazywamy, tytularną prababką swego rodzonego syna, a b. babką własnego męża. W każdym razie niezwykły, a może jedyny w swym rodzaju wypadek! Wraca¬jąc jeszcze do owego lochu pod kaplicą Oświęcimów, można tam było widzieć przez szparę niedomykającego się wieka jakiś olbrzymi szkielet, który tradycja przypi¬sała rycerzowi Pełce. Najokazalej i b. malowniczo przedstawia się kościół i klasz¬tor franciszkański od strony opływającego go Wisłoku, gdyż piętrzy się wysoko na skale. Wisłok opływa też cmentarz, a przez most nad nim niziną, nad którą górują zabudowania franciszkańskie prowadzi droga do samotnego kościółka św. Wojcie¬cha, opasanego murem cmentarnym, stanowiący cel najbliższego spaceru dla kro¬śnian. Obok tego kościółka prowadzi droga do pobliskiej siedziby tkactwa, Korczyny. Jak na ówczesne, maleńkie, w ramach opisanych budynków mieszczące się Krosno, cztery kościoły i dwa klasztory, to chyba niezwykle wiele.
Okolica Krosna jest malownicza i urocza. W odległościW odległości pół mili czerwienią się ruiny Odrzykonia, unieśmiertelnionego przez Seweryna Goszczyńskiego jego «Kró¬lem zamczyska». Powietrze w okolicy Krosna jest już znacznie czystsze niż na nizi¬nie, kontury wzgórz rysują się jaskrawiej a scenerja panoramy przedstawia jakby dwie kulisy: jedna jaśniejsza, przednia, to podgórze, druga w ciemniejszej tonacji to oddalone fronty Beskid.

xxxxxxxxxxxxxxxxxx
A teraz wejdźmy do wspomnianego już domu rynkowego, który stał się mio¬dowem gniazdkiem Janiusi. Jest to budowa solidna, odznaczająca się grubością murów parterowych, cechującą budowle świeckie XVI. niezawodnie wieku. Z obszer¬nego podsienia, którego łuki wspierają się na ceglanych filarach, wchodzi się do niskiej, półbeczkowej, tunelowej sieni. Na prawo od niej apteka, za nią laborator¬jum i pokój dla personelu, na lewo obszerna kuchnia, z niej przepierzeniem w cz꬜ci stworzona jadalnia. Przepierzenie oszklone użycza kuchni światła, okno patrzy w podcienia. Dalej za kuchnią, w sieni na lewo, wchód na schody do starostwa, na prawo wchód do mieszkania, do salonu. Obszerny pokój z dwoma b. w grube mury wgłębionemi oknami, na lewo od drzwi w dziedziniec, naprost od drzwi w uliczkę. niskiej, półbeczkowej, tunelowej sieni. Na prawo od niej apteka, za nią laborator¬jum i pokój dla personelu, na lewo obszerna kuchnia, z niej przepierzeniem w cz꬜ci stworzona jadalnia. Przepierzenie oszklone użycza kuchni światła, okno patrzy w podcienia. Dalej za kuchnią, w sieni na lewo, wchód na schody do starostwa, na prawo wchód do mieszkania, do salonu. Obszerny pokój z dwoma b. w grube mury wgłębionemi oknami, na lewo od drzwi w dziedziniec, naprost od drzwi w uliczkę. Na prawo od drzwi wchodowych piec, za nim drzwi do drugiego o połowę mniej¬szego pokoju, sypialnego. Między temi drzwiami a oknem ulicznem fortepjan. Mię¬dzy obu oknami garnitur mebli. Między oknem dziedzińcowem a drzwiami wchodo¬wemi stół gościnny. W sypialni pod ścianą drzwiom przeciwległa a wspólna z poko¬jem pomocników aptekarskich dwa łóżka. Janine bliżej okna ulicznego, Olesia bli¬żej pieca. Szafki nocne, szafy dopełniają umeblowania. Tak skromnie, ale elegancko, trochę ciasno, ale swojsko i wygodnie przedstawiała się klateczka, do której wpro¬wadził Oleś swego ubóstwianego ptaszka
10.
Janina po ślubie przez 3 dni wypoczywała w Krakowie, po czym 5 października rano nowożeńcy udali się koleją do Krosna, gdzie przyjechali o godzinie 9.30 wie¬czorem.W krośnieńskim mieszkaniu Żurawscy zostali wspaniale przywitani w rzę¬siście oświetlonych pokojach udekorowanych bukietami róż przysłanymi przez przy¬jaciół Aleksandra. Młodą parę witała pani Jabłońska – wdowa po urzędniku przy kopalni nafty – najpierw chlebem i solą, następnie sutą kolacją złożoną z 5 potraw.

10 Krywult 1928-1930.
Str 200
Powitanie zrobiło miłe wrażenie na Janinie i było udanym początkiem jej pobytu w obcym, nieznanym dotąd Krośnie. Po tygodniu Janina pisała do rodziny o wiel¬kiej miłości, która ją otoczono w nowym miejscu zamieszkania i o swojej miłości do Aleksandra.Kocham i jestem kochaną – pisała – jestem bardzo szczęśliwą i dałby Bóg, żeby jak najdłużej ta gwiazdka szczęścia nam przyświecała. Anim się nie spo¬dziewała, żeby moja mizerna osóbka miała taki wzbudzać interes, wszyscy ciekawi na panią aptekarzową, zwłaszcza płeć piękna i żydzi, którzy w arogancki sposób zaglądają mi do okien. Samo miasto wcale przyjemne na mnie zrobiło wrażenie, ma pozór większego miasteczka, co prawda dotąd zaledwie w jedną stronę wychodziłam, gdzie najmniejsze błoto, ale mieszkając w samem centrum, mogę mieć wyobraże¬nie o całem mieście11.A w innym liście: Krosnu całemu, a szczególnie płci pięknej ledwie ślepki na wierzch nie wyjdą, tak się przypatrują pani aptekarzowej, aj, pew¬nieby mnie tutejsze panienki w łyżce wody utopiły za to, że zabrałam im tak dobrą partję, bo o ile się teraz przekonywuję, to nie jedna, czy młoda, czy stara miała hrap na niego, a tu tymczasem takiego figla im urządził, że aż z Krakowa babinę sobie przywiózł12.W kolejnej korespondencji do Krakowa Janina pisała:

Janina pisała: Powoli urządzi¬łam już sobie pomieszkanie, które w moich oczach całkiem milutko się przedstawia […] W poniedziałek byłam ze służącą na targu, czyli jak tutaj nazywają, jarmarku. […] Spodziewałam się, że tu będzie znacznie taniej niż w Krakowie, tymczasem teraz widzę, że jest nadzwyczaj mała różnica; na jednej rzeczy tylko można używać t.j. na kurczętach13.Nowością dla Janiny był wielki kilkudniowy jarmark, podczas którego panował wielki hałas, a tłok na podcieniach taki, że nie dało się przejść do kościoła.Żurawskim okno w jadalni budą jarmarczną zastawiono tak, że musieli naftę do lampy dokupować, bo ciemno było jak w nocy, a wbrew oczekiwaniom aptekarza w czasie jarmarku wcale się obrót w aptece nie powiększał.


Nadszedł listopad i Janina zaczęła rozmyślać jak powinni spędzić nadchodzące święta – pierwsze święta z dala od rodziny. Tęskniła za bliskimi, zastanawiała się więc czy zaprosić do Krosna mamę i siostrę Amelię, czy lepiej będzie jak oni pojadą do Krakowa. W rozważaniach swoich brała pod uwagę ewentualne reakcje krośnian: jeśli zjedzie się do nich rodzina, to będą współczuć Aleksandrowi, że cała familia mu się na kark zwaliła, gdyby nikt nie przyjechał to pomyśleliby, że rodzina zado¬wolona, że się nowożeńców pozbyli z Krakowa. Uradzono więc w Krakowie, że najlepiej będzie na święta do Krosna wydelegować brata Janiny Waleriana, który od 1886 r. pełnił funkcję suplenta (zastępcy nauczyciela) w szkole realnej w Prze¬myślu.

W okresie przedświątecznym Żurawscy postanowili złożyć wizyty kro¬śnieńskim znajomym Aleksandra. Zaczęli od pani Jabłońskiej, która ich tak pięk¬nie witała po przyjeździe do Krosna, u pani komisarzowej Brodnickiej zauważyli niestosowność ubioru w jakim ich przyjęła, gdyż do szlafroka włożyła bransolety! Odbyli też wizytę u ks. kanonika Jana Szałaya w pobliskiej Korczynie, zaś najsym¬patyczniej ocenili spotkanie ze starostą Jędrzejem Biesiadzkim, którego małżonka

Str 201

lubiła muzykę i sama dobrze grała na pianinie. W czasie wizyty u Biesiadz¬kich poznali i zaprzyjaźnili się z ich córką – rodowitą krakowianką. Jak było do przewidzenia, wizytom musiały towarzyszyć rewizyty. Pani aptekarzowa Żurawska poznawała w ten sposób zarówno nowych ludzi, jak i nowe zakątki miasta. Osoba z natury delikatna, w czasie spacerów zwróciła uwagę na niespotykane gdzie indziej wiatry, wiejące tu od Przełęczy Dukielskiej.

Pierwszą osobą z rodziny Krywultów, która odwiedziła Żurawskich w nowym miejscu zamieszkania, był brat Janiny.Walerian przyjechał do Krosna zupełnie nie¬spodziewanie pod koniec października, na imieniny Jani. Nadeszła Wigilia Bożego Narodzenia. Przy wigilijnym stole wraz z Janiną i Aleksandrem zasiedli jeszcze: tenże Walerian oraz młody student seminaryjny, głośny później wynalazca Jan Szczepanik. Wigilię przygotowała młoda i ładna kucharka Hania. Rozpoczął się pięcioletni krośnieński okres dziejów części rodziny Krywultów, zaś Krosno stało się miejscem, na którym skupiły się teraz zaintereso¬wania całej rodziny.


KrośnieńskieKrośnieńskie gniazdko Janiny

Minęły miodowe miesiące. Do pełni szczęścia brakowało Żurawskim tylko zdro¬wia. Janina, jako mężatka, dalej była wątła i często zapadała na przeziębienia. Alek¬sander też stale utyskiwał na swoje zdrowie. Ostry i wietrzny klimat krośnieński nie służył im obojgu. Monotonię życia na prowincji przerywały Żurawskim odwie¬dziny członków rodziny, których witali w Krośnie z niekłamaną radością i sponta¬niczną gościnnością.

Str 202

Brat Janiny Walerian mieszkał najbliżej Krosna – w Przemy¬ślu, gdzie pracował jako pedagog-geograf. Pracował w szkolnictwie, więc dyspo-nował czasem w większym stopniu niż pracujący w innych zawodach.Jako jedyny z rodzeństwa Janiny pozostał stanu wolnego. Podróżując z Przemyśla do rodzinnego domu w Krakowie, prawie zawsze wstępował do Krosna. W ciągu trzech pierw¬szych miesięcy pobytu Janiny w Krośnie, zaglądnął tam dwa razy.

W mroźny sty¬czeń 1888 roku do Krosna wybrała się po raz pierwszy matka Janiny.Towarzyszył jej syn Walerian, który przez Krosno miał powrócić do Przemyśla. Już w Tarno¬wie kolejarze mieli wątpliwości czy pociąg będzie mógł jechać dalej ze względu na zasypane śniegiem tory. Dotarli jednak szczęśliwie do Stróż. Tam, zgodnie z roz¬kładem jazdy, przez dwie godziny należało czekać na przesiadkę w stronę Jasła.

Str 203


W Stróżach otrzymali wiadomość, że na torach z Jasła do Krosna utworzyły się nie¬przejezdne zaspy śnieżne. Postanowili jednak podróż kontynuować licząc na uprząt¬nięcie torów, zanim pociąg dotrze do Jasła. Do Jasła dotarli z dużym opóźnieniem, ale jeszcze tego samego dnia. Dalsza podróż koleją okazała się już niemożliwa. Po noclegu w jasielskim hotelu, Krywultowie brali pod uwagę kontynuowanie podróży do Krosna końmi, ale wobec zawiei śnieżnej żaden z zaprzęgów konnych nie poja¬wił się w Jaśle. Następnego dnia pogoda poprawiła się, było słonecznie, ale pociąg jeszcze nie mógł wyruszyć. W związku z tym zamówili sanie z końmi i za dwie i pół godziny wpadli w Krośnie w objęcia Janiny i Aleksandra. Walerian, po jed¬nodniowym wypoczynku w mieszkaniu Żurawskich, udał się dalej, do Przemyśla. W Krośnie dzień za dniem schodził mamie Janiny przyjemnie i szybko. Aleksander grzecznie usługiwał obu paniom, dopilnowując jednocześnie domowego i aptecz¬nego gospodarstwa. Chleb i bułki wypiekali sami, gdyż uważali, że są smaczniej¬sze smaczniej¬sze niż przyniesione z piekarni, karmili drób, pomimo że zwykle robiła to gosposia, panie umilały sobie pobyt muzyką korzystając z nut, które abonowano, zaś Alek¬sander bawił panie oraz wypożyczał książki do czytania. Przez dłuższy czas mama z Janiną nie wychodziły z mieszkania. Do pobliskiego kościoła franciszkanów miały tylko parę kroków. Pod koniec stycznia zima trochę ustąpiła i można było wybrać się do odleglejszego kościoła kapucynów, gdzie uroczyście obchodzono 25 rocznicę nieszczęśliwie zakończonego Powstania 1863 roku. Janina, będąc w lepszej kondy¬cji zdrowotnej, z zapałem szykowała się do balu organizowanego w pobliskim kasy¬nie. Dawno już nie tańczyła – obecne mieszkanie, ze względu na szczupłość miej-sca, również nie nadawało się na urządzanie zabaw. Ponieważ na balu miały obo¬wiązywać toalety wizytowe, Żurawscy oczekiwali na zamówione w Krakowie suk¬nie – martwiono się jednak czy ze względu na pogodę, kolej będzie mogła je prze¬wieźć. Początek roku to nie tylko czas karnawału, ale i czas wizyt duszpasterskich, toteż pod koniec stycznia przyszedł z fary do Żurawskich młody ksiądz z kościel¬nym. Dla Żurawskich wizyta ta okazała się nowym doświadczeniem. Porozmawiali o tym i owym, niezręcznie przekazując księdzu przygotowany datek.

Zbliżał się czas oczekiwanego przez Żurawskich balu, ale zawieje śnieżne nie ustępowały. Pierwszy pociąg pojawił się w Krośnie dopiero rano w dniu zabawy, ale niestety nie nadeszły nim zamówione w Krakowie suknie. W tej sytuacji Janina została zmuszona do wybrania sukni z tych, które posiadała w Krośnie. Uzupeł¬niła je stosownie dobranymi kokardami wykonanymi z wstążek kupionych w kiep¬sko pod tym względem zaopatrzonych krośnieńskich sklepach. Uczestnicy sobot¬niej zabawy w kasynie znali kłopoty Żurawskich z transportem kufra z sukniami z Krakowa i gdy już byli pewni, że aptekarzostwa nie zobaczą na sali, ci, gdy minęła godzina dziewiąta wieczorem, pojawili się, nieco tylko spóźnieni. W zabawie uczest¬niczyło 10 par. Oczywiście wszyscy wpatrywali się z zachwytem w panią apteka¬rzową i zazdrościli jej małżonkowi. Janina bawiła się świetnie, nie kaszlała, miała apetyt i tylko nogi ją rozbolały, bo przez dwa lata nie miała okazji do tańców. Żuraw¬scy bawili się do godziny drugiej, inni uczestnicy balu nawet do siódmej rano. Z a tydzień urządzono następną zabawę, na którą przybyło czternaście par, wśród któ¬rych oczywiście byli również Żurawscy.
Il
Str 204

Zima nie ustępowała i dalej dawała się we znaki mieszkańcom Galicji. Z rzadka tylko dochodziły do Krosna gazety, nie działała poczta. Na krośnieńskiej stacji kole¬jowej stały dwie lokomotywy, tak zasypane śniegiem, że tylko kominy były widoczne. Nawet nie próbowano ich odśnieżania. Tymczasem matka Janiny zaczęła myśleć o powrocie do Krakowa, jednak ze względów pogodowych udało się jej wyjechać dopiero 22 lutego. Wyjechała w towarzystwie Aleksandra pociągiem o godzinie siódmej rano, by przybyć do Krakowa o trzeciej po południu. Następnego dnia Aleksander powrócił do Krosna. Pani Krywultowa bardzo sympatycznie wspomi¬nała później swój pobyt u Żurawskich, w ich krośnieńskim mieszkaniu.

Po zakończonym karnawale, po wyjeździe mamy, Janina nie mogła się przez jakiś czas odnaleźć w swoim gniazdku. Brakło jej codziennego wspólnego grania na fortepianie i częstych partyjek karcianych. Imieniny Aleksandra przebiegły spo¬kojnie, tylko z udziałem księdza kanonika z Korczyny oraz doktora Jakuba Przy¬słupskiego, który nosił się właśnie z zamiarem przeniesienia się do Korczyny i dla¬tego namawiał Żurawskiego do otwarcia apteki w tym miasteczku.

W sobotę 3 marca 1888 r.do Krosna powróciła ostra zima. Galicyjskie koleje znowu zostały sparaliżowane przez śnieżne zaspy. Martwiło to Janinę, ale bardziej martwiono się w domu burmistrzostwa Lewakowskich, gdzie na zapalenie płuc zachorowało dziecko, a ojciec w tym czasie przebywał w parlamencie wiedeńskim. Pisano po niego, by przyjechał, ale nie wiadomo było czy kolej będzie jeździła. Zamartwiano się również losem apteki Żurawskiego, bo Mieszkowski – „prawa ręka” właściciela apteki, musiał wyjechać po otrzymanym telegramie o śmiertel¬nej chorobie ojca i również nie wiadomo było, kiedy będzie mógł powrócić. Ocie¬pliło się dopiero w połowie marca. Przy ociepleniu się obecnem, błota u nas w Kro¬śnie ogromne; pomimo tego, uzbroiwszy nogi w kalosze, korzystając z powietrza b. przyjemnego, poszliśmy dzisiaj na most, przypatrzeć się Wisłokowi, na którym lody popękały, ale nie ruszyły jeszcze. Zdaje się, że tutaj nie będzie takiej powo¬dzi jak w okolicach gdzie Wisła przepływa14 – nawiązała Janina do informacji prze¬czytanej w „Reformie”, która znowu zaczęła dochodzić do Krosna. Gazeta, oprócz bieżących doniesień związanych ze śmiercią cesarza Wilhelma I oraz spekulacjami dotyczącymi obsadzenia tronu, donosiła również o klęsce powodzi w okolicach Kra¬kowa. Lody na Wisłoku ruszyły dopiero za kilka dni. Rzeka wylała dość szeroko, ale szybko cofnęła się w swoje koryto. Odbywający się właśnie w Krośnie jarmark spowodował, że Krosno stało się pełne błota. Wizerunku zabłoconego miasta nie poprawiły w oczach Janiny nawet piękne, pełne słońca dni w drugiej połowie marca.

Pobyt Janiny w Krośnie przebiegał dość monotonnie: spała długo, coś cza¬sem przeczytała, poszyła jeśli była taka potrzeba, pisała listy, grała na fortepianie, w którym kilka klawiszy było już całkowicie rozstrojonych. Dodatkowym wypeł¬nieniem dni Janiny były wizyty u pani Kocayowej – żony lekarza, która utyskiwała na los kobiet, gdyż właśnie urodziła sporo ważącą córeczkę. Urozmaiceniem dla Jani były muzykowania z Manią Biesiadzką, córką krośnieńskiego starosty, która będąc bywalczynią krakowskich salonów, przywoziła najświeższe nowinki i plotki o wspólnych znajomych.

Str 205

Pod koniec marca odbyło się w Krośnie posiedzenie komitetu teatralnego, w któ¬rym Aleksander pełnił funkcję kasjera. Przy planach teatralnych postępowano tym razem z rozwagą, gdyż przypomniano sobie niedobre doświadczenia ubiegłoroczne, kiedy to posiedzenia komitetu nie doprowadziły do powstania przedstawienia dobro-czynnego na rzecz pogorzelców – pogorzelcy zdążyli się pobudować, a przedsta¬wienie nie powstało.

Zbliżała się Wielkanoc. Janina planowała spędzić święta w Krakowie, a przy okazji tego wyjazdu chciała również uporządkować sobie uzębienie. Aleksander szy¬kował się do przejęcia dzierżawy apteki sezonowej w Iwoniczu i nie mógł w okre¬sie poświątecznym towarzyszyć żonie w Krakowie. Żurawscy przyjechali do Kra¬kowa 30 marca 1888.Zaraz po świętach Aleksander powrócił do swoich obowiąz¬ków w Krośnie, zaś Janina realizowała swoje krakowskie zamierzenia. Umęczona leczeniem zębów, ledwie znalazła czas na konieczne sprawunki. Raz tylko udało się jej pójść do teatru, zabrakło natomiast czasu na wizyty, a nawet na pisanie listów. Jania wydała w Krakowie wszystkie zostawione jej przez męża pieniądze. Do Kro¬sna wróciła zmęczona, po prawie trzytygodniowym pobycie w Krakowie. W cza¬sie podróży trzymała się nieźle, ale w nocy zasłabła i trzeba było wezwać Modesta Humieckiego, bardzo zdolnego w swoim fachu lekarza rusińskiego pochodzenia.

Z wiosennym słońcem Krosno wypiękniało. W tym czasie do Krosna zaczęły zjeżdżać różne trupy artystyczne. Jedną z nich Janina może nieco złośliwie, ale trafnie opisała: Bawi tu p. Piasecka z dwoma facetami i dają przedstawienia pod szumną nazwą trupy p. Piaseckiej i na tem podpisana dyrektorka t.j. ona i dyrek¬tor, jeden z owych facetów, ale to ciekawe komu oni są owemi dyrektorami, chyba samym sobie. Pani dyrektorowa chcąc mieć kogo na przedstawieniu, sama cho¬dzi do panów po kilka razy i żebrze, by bilety kupowali; jak już tak b. wynudzi, to wreszcie ktoś się zmiłuje i kupi, ale nawet mało kto z porządniejszych idzie. Daw¬nemi czasy miała nawet niezłe powodzenie i dosyć liczną trupę, ale podstarzaw¬szy się, tak zeszła prawie na dziadówkę15.Tymczasem miejscowy komitet teatralny postanowił uczcić zbliżającą się trzeciomajową rocznicę okolicznościowym przed-stawieniem – żywą apoteozą Trzeciomajowej Konstytucji. Z początku wszystko szło dobrze i przedstawienie świetnie się zapowiadało. Okazało się jednak, że pomiędzy krośnieńskimi „artystami” i prezesem towarzystwa teatralnego doktorem-fizykiem Janem Wainem nie doszło do porozumienia, na tle stosowności wystawienia w tam¬tych czasach tak odważnego politycznie przedstawienia. Wainowi zarzucono bojaź-liwość wobec władz zaborcy, wypominając mu, że tą cechą charakteru wykazał się już wcześniej, w czasie epidemii cholery, kiedy to sam „zachorował” na inną cho¬robę, aby nie musiał chodzić do pacjentów cholerycznych. Przedstawienie ostatecz¬nie nie odbyło się, natomiast cała kłótnia znalazła się na łamach „Kurjera Lwow¬skiego”. Zamiast przedstawienia, w dniu 3 maja bawiono się do rana, zaś komitet teatralny spotkać się musiał raz jeszcze, aby przygotować odpowiedź na krytyczny artykuł „Kurjera”.

Str 206

Aleksander Żurawski, przejmując aptekę po Wojciechu Piku, przejął również po nim obowiązek przygotowania ołtarza na procesję Bożego Ciała. Praktycznie obo¬wiązek ten spadł na Janinę. Wdowa po poprzednim aptekarzu, pani Pikowa, przeka¬zała wszystko co potrzebne do ozdobienia ołtarza i dzięki zaangażowaniu Janiny na świąteczny czwartek ołtarz był przygotowany do procesji. Aleksander w tym czasie zaniemógł i nie pomagał żonie – brał kąpiele nasiadowe zalecone przez miejsco¬wych doktorów, którzy niestety nie mogli się zgodzić między sobą jakie te kąpiele powinny być: Humiecki mówił, że gorące, Mazurkiewicz, że zimne. Choroba Alek¬sandra przeciągnęła się jeszcze na miesiące wakacyjne. Do Krosna, podobnie jak podczas każdych wakacji i ferii szkolnych, zawitał Walerian Krywult, a także po raz pierwszy odwiedziła Żurawskich siostra Janiny i Waleriana – Amelia. Janina czuła się bardzo szczęśliwa mogąc gościć jednocześnie brata i siostrę. Na podda¬szu kamienicy wygospodarowano i urządzono niewielki pokoik, który umożliwiał gościom niekrępujące zamieszkanie, który służył później również innym bliższym i dalszym krewnym odwiedzającym Żurawskich w ich w krośnieńskim gniazdku.

Ciąża Janiny

Pod koniec sierpnia Janina zaczęła dostawać nudności i wymiotowała. Lekarz Humiecki wykluczył żołądek, jako przyczynę takiego stanu zdrowia młodej mężatki. W następnych dniach straciła apetyt, więc dalej podejrzewano, że dolegliwości pochodzą z żołądka. Zdarzyło się jednak, że zasłabła w kościele i całe Krosno zaczęło szeptać o ciąży Żurawskiej. Po tym zdarzeniu miejscowi doktorzy napadli Aleksandra w kasynie, z pretensjami jak może Janinie pozwolić chodzić w takim sta-nie do kościoła. W następnych dniach zdrowie Janiny nieco się poprawiło i Żuraw¬scy postanowili wybrać się pod koniec września do Krakowa. Janina planowała wykorzystać pobyt w Krakowie na zakup materiału i uszycie nowej, stosownej do swojego stanu sukienki oraz skonsultować swe zdrowia z krakowskim doktorem. Wybrali podróż pociągiem popołudniowym, bo ostatnio Janina gorzej czuła się tylko w godzinach rannych, po południu zaś dochodziła do sił. Podróż zniosła dobrze i równie dobrze czuła się w czasie pobytu w Krakowie. Dopiero tuż przed plano¬wanym powrotem do Krosna Janina zaczęła kaszleć i z tego powodu przełożono wyjazd o dwa dni. W połowie października wrócili do swojego mieszkania w Kro¬śnie, tu jednak już pierwszej nocy Janinę zaczęły męczyć boleści i czyszczenia. Kro¬sno zastali niezwykle ożywione – komentowano przygotowywane przez miejscowe kółko teatralne sztuki „Jeden musi się ożenić” oraz „Łobzowianie”. Przedstawie¬nia były udane, a ich twórcy po spektaklach bawili się do rana.19 października, na imieniny Janiny, niespodziewanie przyjechał do Krosna brat solenizantki Walerian, który skorzystał z nowego połączenia kolejowego między Przemyślem a Krosnem, dzięki któremu przejazd trwał niewiele ponad 5 godzin. O dacie obchodzenia imie¬nin przez Janinę (na Jana Kantego), w Krośnie jeszcze nikt nie wiedział. Było to na rękę Żurawskim, bo po przebytym katarze, który przeszedł w katar kiszek, Janina czuła się osłabiona i nie mogłaby przyjmować i bawić gości. Na imieninowe śnia¬danie zaproszono tylko pracowników apteki. Nic dziwnego, że Janina tak bardzo ucieszyła się z przyjazdu Waleriana. Jego zaś poważnie zmartwił mizerny widok siostry. Wezwany doktor Humiecki pocieszał, że chroniczny katar kiszek minie i Janina znów będzie czuła się dobrze. I rzeczywiście, na początku listopada Janina poczuła się lepiej. Upiekła nawet, po raz pierwszy sama, ciastka według przepisów uzyskanych od mieszkającego w Krakowie szwagra Hermana. Ciastka udały się nad podziw i wyglądały jak kupione.

Str 207

Wraz z listopadem nadeszły zimne dni, z wichurami i śnieżycami. Przez zamar¬znięte okna nie było widać nawet kawałka świata. Z miasta tymczasem docho¬dziły wiadomości, że sędziego Edwarda Mallego przeniesiono do Jasła, zaś doktor Dionizy Mazurkiewicz poślubił krakowiankę pannę Jabłońską – siostrę fotografa

16, osobę towarzyską i lubiącą się bawić. Rozprawiano w tym czasie, jak to miejscowy poczmistrz wysłał listonosza na stację, by odebrać z pociągu panią poczmistrzową i jej córkę – panią naczelnikową stacji.

Listonosz ów poszedł na peron odebrać obie panie z pociągu, zostawiając bez dozoru pobrane z wagonu pocztowego przesyłki i listy, których potem w pojeździe pocztowym już nie znalazł.W listopadzie dotarła do Żurawskich interesująca ich wiadomość, że w drodze z Krakowa znajduje się stroiciel fortepianów o nazwisku Raaba. Zatrzymując się po drodze i strojąc instru¬menty w innych miejscowościach, do Krosna dojechał 11 listopada. Gdy dotarł do Żurawskich, jego pracy bacznie przypatrywał się Aleksander, dochodząc do wnio¬sku, że następnym razem sam mógłby podołać strojeniu. Okazało się, że krakow¬ski stroiciel zajmował się nie tylko instrumentami – służąca Żurawskich rozpoznała w nim poznanego wcześniej w Jaśle wielkiego amatora płci pięknej. Raaba miał wielką ochotę nocować u Żurawskich, ale po takiej informacji było to już niemożliwe. Choroby w dalszym ciągu nie omijały domu Żurawskich. Służąca Hania nie dość, że narzekała na różne dolegliwości, to jeszcze do tego nie pozwoliła na usu¬wanie zębów, które leczone domowymi sposobami, doprowadziły do opuchlizny i ciężkiego zapalenia. Janina zaczęła zastanawiać się czy w tej sytuacji nie należy zmienić służącej, ale nie wiedziała o żadnej innej, która by się choć starała, tak jak Hania. Wzięła pod uwagę również to, że miejscowa starościanka dopiero co przy¬jęła kucharkę, a ta po miesiącu już odeszła, zaś pani Jabłońska już pięciokrotnie w tym roku zmieniała służące.Hania więc została. Żurawski tymczasem chodził do domu doktora Aleksandra Kocaya, na nieprzyjemne pompowania żołądka. Czyn¬ność należało wykonywać na czczo, zaś pan doktor lubił dłużej pospać. Denerwo¬wało to Aleksandra, który za każdym razem musiał posyłać kogoś do sprawdzenia czy doktor już wstał. Doktor Kocay nie miał dobrej opinii. Postrzegany był u pacjen¬tów jako mało dbający o chorych. Z tego powodu nie przychodziło ich zbyt wielu. Janina w tym czasie czuła się nieco lepiej. Narzekała tylko, że w Krośnie same stare krowy biją, że ani zęba wbić, to doprawdy musi się przykrzyć. Dotąd cielęciny zupeł¬nie niema, tylko przynajmniej się kogutkami można pożywić. Takie nam już szka¬

Str 208

16 Krradne mięso dawał rzeźnik, że już straciliśmy cierpliwość, a raz Olek zawołał żyda, nakrzyczał go i teraz bierzemy na kwitki, kości znacznie mniej daje, ale cóż, ze sta¬rej krowy miękkie być nie może, jeszcze siekane ujdzie, ale jak pieczeń – to niemoż¬liwa, choć na oko ładnie surowe mięso wygląda17.

Pod koniec listopada w Krośnie odbyło się kolejne amatorskie przedstawienie teatralne, a po nim, jak zwykle, zabawa w kasynie do białego rana. Żurawski, jako kasjer, również musiał siedzieć do rana, bo nie zdołał wcześniej ściągnąć pieniędzy od uczestników tej teatralno-balowej imprezy. Przedstawienie zaczęło się z godzin¬nym opóźnieniem (bo jeden z „aktorów” musiał wytrzeźwieć), ale wypadło bar¬dzo dobrze i sala zapełniła się po brzegi. Wystawiano sztuki „Stryj przyjechał” oraz „Wesele na Prądniku”. W „Weselu” po raz ostatni brała udział pani Mallowa – żona sędziego, który właśnie wystarał się o przeniesienie do Jasła, gdzie w gimnazjum uczył się ich syn

18.Krośnieńscy amatorzy teatru stracili czołową „artystkę”, ale Krosno cieszyło się, że z miasta wyjedzie najbardziej cięty i złośliwy język pani sędziny. Mallowa pozostawiła w teatrze godną zastępczynię w osobie panny Liszke, powszechnie znanej w Krośnie jako „Lubcia”.Jeszcze nie wszyscy wyleczyli się akowski fotograf Tadeusz Jabłoński prowadził zakłady fotograficzne w Krakowie i Kry¬nicy, a także księgarnię w Krośnie

z kaca po spektaklu teatralnym, a już nadarzyła się następna okazja do picia – był to wieczorek pożegnalny sędziego Mallego. Aleksander należał do komitetu pożegnal¬nego. Towarzystwo teatralne zakupiło na okazję pożegnania beczkę wina.Nie licząc wódki i piwa, wypadło z tej beczki na każdego uczestnika po dwie butelki wina. Janina ze zgorszeniem wyliczyła, że każdy z uczestników pożegnania, a więc rów¬nież jej mąż, będą musieli wypić po około 40 kieliszków wina. Krosno posmakowało w zabawach i spektaklach artystycznych. Janina stwierdziła, że miasto coraz bardziej się emancypuje, bo na spotkaniu pożegnalnym sędziego powzięto decyzję o zorga¬nizowaniu wokalno-muzycznego wieczorku mickiewiczowskiego. Do wstępnego przemówienia desygnowano pana Maczugę Łozińskiego. Córka starosty krośnień¬skiego – Mania Biesiadzka miałaby grać na fortepianie i akompaniować do śpiewu pani Wiśniewskiej – dyrektorowej iwonickiego zakładu zdrojowego. Z Frysztaka miał przyjechać skrzypek, a Janina była brana pod uwagę do gry na fortepianie na cztery ręce. Jednak ze względu na ciążę i zdrowie, zamiast Janiny musiano poszukać kogoś innego.Na zakończenie wieczorku planowano odegranie scen z „Pana Tade¬uszaTade¬usza”, w których rolę Jankiela zarezerwowano dla Aleksandra Żurawskiego. Apte¬karz natychmiast po rozdzielaniu ról przymierzył pończochy Janiny by sprawdzić czy będą nadawały się na przebranie za żydowskiego cymbalistę Jankiela. Do reali¬zacji wieczorku mickiewiczowskiego było jeszcze trochę czasu, więc życie w Kro¬śnie toczyło się swoim torem. 2 grudnia przypadła czterdziesta rocznica wstąpienia na tron cesarza Franciszka Józefa. W związku z tym starosta krośnieński zaprosił co znakomitszych obywateli miasta na uroczysty wieczór w kasynie, obowiązkowo we frakach. Panie w tym czasie nudziły się w swoich domach, czekając na powrót mężów. Na początku grudnia Żurawskim złożyli pierwszą wizytę Mazurkiewiczo¬wie. Pani Mazurkiewiczowa, krakowianka przeciętnej urody, zrobiła dobre wrażenie


17 Krywult 1928-1930.
18 Szkołę realną w Krośnie utworzono dopiero od września 1900 roku.

Str 209

„Pana Tadeusza” w wykonaniu świetnie ucharakteryzowanego Aleksandra, zrobił furorę. Cały dochód z tego udanego przedstawienia przeznaczono na sprowadze¬nie zwłok Mickiewicza na Wawel. Zaraz po tym teatralno-patriotycznym wydarze¬niu zaczęły się w krośnieńskich domach przygotowania do świąt. Krzątano się jak zwykle – Janina robiła wypieki, znakomicie udał jej się strudel, tort, pasztet z sar¬niny. Próbki swoich świątecznych wyrobów posłali Żurawscy rodzinie w Krako¬wie. Wigilię spędzono we czworo: Żurawskim towarzyszyło dwóch pracowników z apteki. Również w pierwszy dzień świąt nikogo nie gościli, ani do nikogo nie poszli, co niektórzy (a szczególnie starościanka) źle odebrali. W drugi dzień świąt odwiedziła Żurawskich pani Jabłońska z córkami oraz ks.kanonik Szałay z Kor¬czyny. Wieczorem Janina i Aleksander złożyli wizytę pani Jabłońskiej. Niestety pogoda w Krośnie w czasie świąt nie dopisała.


Rok ostatni, rok pierwszy
W styczniu 1889 r., na prawosławne Boże Narodzenie, już zwyczajowo, odwiedził Żurawskich brat Janiny – Walerian. Zastał siostrę zaokrągloną, wyglądała nieźle, a nawet mogła się bratu pochwalić, że po spowiedzi u franciszkanów wytrzymała na czczo do godziny jedenastej, by przyjąć Komunię Świętą. Aleksander również miał się nieźle i humor mu dopisywał. Narzekał jedynie na nadmiar zajęć, bo wła¬śnie w Krośnie odbywał się tygodniowy jarmark i jego pierwsze trzy dni przyspo¬rzyły aptece wielu klientów spoza miasta. Jarmarki miały jednak i swoje złe strony – na czas ich trwania budy jarmarczne zasłaniały zupełnie okna kuchni i pokoju jadalnego mieszkania Żurawskich. W czasie jarmarków Żurawscy mogli się spo-dziewać niezapowiedzianych wizyt pań przebywających w rynku na zakupach. Dru¬giego dnia jarmarku odwiedziła Żurawskich pani Kocayowa, do której zaraz dołączył doktor Aleksander Kocay, o którym mówiono, że lepszy z niego bibliotekarz ani¬żeli lekarz. Pożyczał bowiem znajomym odpowiednio dobrane książki i osobiście je przynosił. Właśnie podczas tej wizyty u Żurawskich przyniósł Janinie same wesołe i rozrywkowe czytadła uznając, że teraz takie będą dla niej najbardziej stosowne. Kocayowie nie zatrzymali się dłużej – Aleksander dołączył do nich i razem poszli na próbę przygotowywanego właśnie przedstawienia „Złoty cielec” Dobrzańskiego

210

Aleksander znowu odgrywał w tej sztuce postać Żyda, ale tym razem sześćdziesię¬cioletniego bankiera. W Krośnie w dalszym ciągu trwał okres fetowania minionych niedawno świąt i wzajemnego składania sobie wizyt. Żurawscy zostali zaproszeni do państwa Lewakowskich. Z zaproszenia skorzystał tylko Aleksander, bo u Lewa¬kowskich zapowiadała się dłuższa zabawa, która mogła być zbyt męcząca dla Janiny. Z takiego też powodu nie poszli Żurawscy na hucznie zapowiadającą się imieninową imprezę u notariusza Sylwestra Jaciewicza. Natomiast obydwoje przyjęli u siebie pana Kondratowicza, który jako emerytowany poborca podatkowy przybył z Kra¬kowa do Krosna, gdzie osiedlił się na stałe. Te częste wzajemne wizyty praktykowane przez krośnieńską inteligencję Janina określała jako obyczaj małomiasteczkowy.

Janina, która pierwsze ruchy maleństwa poczuła w listopadzie ubiegłego roku, w styczniu wyraźnie już czuła jak ono rozrabia i nie pozwala zapomnieć o sobie. Żurawscy zrobili już rozeznanie wśród akuszerek19. Były to proste kobiety (jedna z nich była wdową po miejscowym szewcu), które znały się dobrze na swoich powin-nościach, ale nie tryskały inteligencją. Wszystkie trzy krośnieńskie „madame” (aku¬szerki) doskonale orientowały się, kto i kiedy będzie rodził, i trzymały rękę na pul¬sie. Najsympatyczniejsza z nich, powołując się na matkę Janiny, odwiedziła nawet Żurawskich w mieszkaniu, inna zaczepiła Aleksandra na ulicy, dopytując się czy nie będzie potrzebna.

Pod koniec stycznia wystawiono „Złotego cielca”.Niewielką rolę starego Żyda Goldsteina znakomicie odegrał Aleksander Żurawski. Postać Żyda była doskonale ucharakteryzowana (nos nadsztukowany, włosy siwizną przyprószone, brzuszek z waty) i stosownie do roli bankiera ubrana (co było zasługą Janiny).Mało brako¬wało, a Janina nie rozpoznałaby w tej roli swojego męża. Drugą charakterystyczną postać z tej sztuki – bankiera Rosenblatta doskonale odegrał sędzia Gałdziński

20 .W drugiej z wystawianych w Krośnie sztuk, pod nazwą „Kominiarz i młynarz”, rolą kominiarczyka zabłysnął sam pan doktor Kocay. Sala była przepełniona, więc i dochód z przedstawień był znaczny – 40 złr przeznaczono na weteranów Powstania 1863 roku. Po przedstawieniach bawiono się w kasynie do białego rana, w kadrylu doliczono się aż 26 par. Był to okres karnawału i miasto bawiło się na całego. Na początku lutego szykowano się już do następnego balu, ale wiadomość o śmierci arcyksięcia Rudolfa21 pokrzyżowała te plany.

W lutym przyszła sroga zima, stanęły koleje i pocztę musiano dostarczać saniami. Choć do kwietnia jeszcze daleko, w domu Żurawskich już zaczęto snuć plany zwią¬………

19 Akuszerkami w Krośnie były w tym czasie: Maria Frank, Ludwika Kapel oraz Agata Nowak.Zob. Szematyzm Królestwa Galicyi i Lodomerii z Wielkiem Księstwem Krakowskim na rok 1888, Lwów 1888, s.456 (przyp.red.).

20 W tym czasie w składzie personelu ck Sądu powiatowego w Krośnie nie znajdujemy takiego sędziego, ani też niższego rangą urzędnika.Zob.: Szematyzm Królestwa Galicyi i Lodomerii z Wiel¬kiem Księstwem Krakowskim na rok 1888, op. cit., s.63.W składzie ck Sądu krajowego wyższego w Krakowie wymieniany jest natomiast Kazimierz Gałziński (nie Gałdziński!) – auskultant w Łań¬cucie, por.: tamże, s.107, 128 (przyp.red.).

21 Arcyksiążę austriacki Rudolf Habsburg-Lotaryński (ur.21 sierpnia 1858) zginął śmiercią samobójczą 30 stycznia 1889 roku w zameczku myśliwskim w Mayerling (przyp.red.).
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

Postprzez akarwa » 10.03.2016

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

W kręgu rodziny L. Kosickiego (II pol. XIX.w) cz. 2

Postprzez akarwa » 10.03.2016

W kręgu rodziny L. Kosickiego (II pol. XIX w.) cz. 2

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

211

Zwią zane z Wielkanocą. Wyjazd na święta do Krakowa był nierealny ze względu na spodziewany termin rozwiązania u Janiny – poród mógł nastąpić tuż przed świę¬tami, a może nawet podczas samych świąt. Rozważano więc możliwość przyjazdu do Krosna mamy Janiny i siostry Amelii. Żurawscy mieli jednak wątpliwości, co do takiego spędzenia świąt, bo spodziewali się, że w ich krośnieńskim mieszka¬niu będzie w tym czasie konieczna obecność akuszerki. Tyle osób w niewielkim mieszkaniu byłoby zapewne męczące dla mamy Janiny i Amelii. Z drugiej strony, w Krośnie już dopytywano się o przyjazd starszej pani Krywultowej – pani Kocay¬owa mówiła, że akuszerkę też musi ktoś dopilnować. Tymczasem Aleksander miał na swojej głowie sprawy apteczne, a na dodatek właśnie na ten rok mógł zostać wybrany sędzią przysięgłym, co wiązało się z całodniowymi wyjazdami do Jasła. Starał się więc uniknąć tego dodatkowego zajęcia, ale mógł się również spodzie¬wać odpowiedzi, że żadne prywatne sprawy nie mogą go z tego obowiązku oby¬watelskiego zwolnić. Ostatecznie jednak ktoś inny został wylosowany do pełnie¬nia funkcji sędziego przysięgłego i skończył się niepokój Janiny o obecność męża w trudnych chwilach porodu. Rozpatrując wszystkie sprawy za i przeciw dłuższemu wyjazdowi do Krosna, mama Janiny ostatecznie zdecydowała się jechać. Tymczasem z Krosna do Krakowa napływały same dobre wiadomości: dr Humiecki potwierdzał, że Jania ma się bardzo dobrze, dobrze wygląda, a zdrowie i humor jej dopisują. Janina zaczęła robić wyprawkę dla dziecka. Zaczęła od uszycia kołderki do wózka.26 lutego obchodzono imieniny Aleksandra w towarzystwie Kocayów, Kaczorow¬skiego oraz Michała Stojowskiego. Panowie grali w karty, panie gawędziły przy herbatce. W mieście szykowało się już nowe przedstawienie krośnieńskiego teatru. Tym razem wybrano „Żyda w beczce”, a Aleksandrowi Żurawskiemu tradycyjnie już przypadła rola tytułowa. Nie posiadając ani krzty talentu do śpiewania, aptekarz musiał się nauczyć trudnej żydowskiej śpiewki. Nauczycielami śpiewu byli Janina oraz doktor Kocay. Wszystko to jednak nie przydało się, bo z powodu nieporozu¬mień w dyrekcji teatru przedstawienie nie odbyło się. Po krótkim okresie żałoby po śmierci arcyksięcia Rudolfa, powróciły do Krosna karnawałowe szaleństwa. Bawiono się ochoczo na balach zorganizowanych w prywatnych domach. Szykowało się też wesele pani Jabłońskiej, która mając przekroczoną czterdziestkę, upatrzyła sobie na męża młodego, 26-letniego nauczyciela miejscowej szkoły wydziałowej. Zapał pani Jabłońskiej do ożenku nie ostudziła nawet ostra, podobna do zeszłorocznej, zima bez kolei, listów i gazet. Zawiane śniegiem ulice, że trudno było poruszać się po nich, to znów przy roztopach bardzo zabłocone, spowodowały, że zakatarzeni mieszkańcy Krosna pozamykali się w swoich domach. Gdy tylko przyszła lepsza pogoda, Janina z Aleksandrem wyruszali na spacery drogą ku kościółkowi św.Woj¬ciecha. Niestety, Janinie powróciły boleści i wymioty. Zbliżał się kwiecień – ter¬min przyjazdu mamy Janiny i termin rozwiązania. Niespodziewanie jednak, już 4 kwietnia rano Aleksander Żurawski zaalarmował telegramem matkę Janiny aby natychmiast wysłała przygotowywaną od jakiegoś czasu wyprawkę dla dziecka, a dwie godziny później posłał już następny telegram informujący, że Janina powiła syna. Tak się złożyło, że w dniu porodu u Żurawskich przebywał doktor Modest Humiecki – zbadał Janinę i orzekł, że rozwiązanie nastąpi za dwa tygodnie. Gdy

212

przesiadywał w sąsiednim pokoju, Janina niespodziewanie zaczęła rodzić. Poród nastąpił rano, a nie trwał nawet godziny. Chłopiec urodził się zdrowy, ale był bar¬dzo drobny, ważył mniej niż pięć funtów. Nie przygotowani na taki obrót sprawy Żurawscy nie mieli nawet dziecka w co owinąć. Janina w czasie porodu i po nim czuła się nadzwyczaj dobrze. Następnego dnia po południu w Krośnie pojawiła się mama Janiny wraz z Hermanem Laberschekiem i oczekiwaną wyprawką dla dziecka. Zrobiło się wielkie zamieszanie z powodu obecności tylu osób w niewiel¬kim mieszkaniu Żurawskich. Janina przez pierwsze dni karmiła malucha, ale po jakimś czasie zaczęła odczuwać zmęczenie po tej czynności i zaczęto rozglądać się za mamką, która mogłaby ją w tym zastąpić. Uprosili takową, ale tylko na docho¬dzenie do karmienia. Wyszukaniem mamki na stałe zajął się Aleksander. Janinie wróciła gorączka i doktor Humiecki orzekł, że to na skutek kataru kiszek. Tempe¬ratura u Jani nie ustępowała – zastanawiano się nawet czy Humiecki ma sprawny termometr i atmosfera wokół choroby Janiny stawała się coraz bardziej nieprzy¬jemna. Minęły święta – przyszedł czas na chrzest nowonarodzonego Stasia. Na ojca chrzestnego poproszono zatrudnionego w mieleckim sądzie brata Janiny – Stani-sława, na „kumosię” – przebywającą wówczas w Krośnie mamę Janiny. Chrzest odbył się 28 kwietnia. Chłopiec był bardzo niespokojny, płakał tak, że akuszerka Laskowska musiała mu włożyć swój palec do buzi (do ssania), ale i to nie pomo¬gło. Następnego dnia Janina dostała czterdziestostopniowej gorączki, a Humiecki bez powodzenia szukał przyczyny jej powstania. Bywał u Żurawskich w nocy i kil¬kakrotnie w ciągu dnia. Rozmyślał nad możliwością wysłania Janiny na kąpiele do Żegiestowa. Aleksander konsultował się dodatkowo u Kocaya i Mazurkiewi¬cza. Ostatecznie, z inicjatywy Humieckiego wysłano telegram do prof.Stanisława Pareńskiego w Krakowie – może on mógłby rozeznać przyczynę choroby Janiny. Podczas mszy świętej modlono się w Krośnie za zdrowie Janiny. Doktor Pareński przyjechał 5 maja.Dał Humieckiemu wolną rękę w sprawie ewentualnych kąpieli, bo zależały one od aktualnego stanu zdrowia Janiny, ostrzegł jednak, że z choroby kiszkowej Janina może nieprędko wyjść, zaś Aleksandrowi powiedział, że boi się, czy nie zrobiły się tuberkuły22 na kiszkach. Zalecił dobre odżywianie się. Janinie nie powiedziano, że wrzody na kiszkach mogły być tuberkułami. Wprowadzono „cenzurę” w listach od rodziny. Stwierdzenie przez Pareńskiego istnienia tuberku¬łów, równało się bowiem wyrokowi śmierci dla Janiny. Doktor Humiecki w poło¬wie maja zdecydował o odstawieniu przez Janinę wszystkich leków, a zalecił spo¬żywać wszystko zimne oraz łykać lód i jeść lody. W Krośnie był kłopot z kupnem lodu, a tym samym z zakupem lodów w cukierni. O lód należało czynić mocne starania. Aleksander sam przystąpił do wytwarzania lodów maszynką przez siebie zrobioną. Mówiło się, że są lepsze niż te ukręcone w cukierni. Jednak stan zdrowia chorej dalej nie polepszał się.Humiecki pod koniec maja nie dawał Janinie więcej jak dwa tygodnie życia. Dostała odleżyn i Aleksander musiał sprowadzić poduszkę powietrzną. Janina przy łóżku odbyła spowiedź wielkanocną. Po Zielonych Świąt¬kach, pod koniec czerwca 1889, znowu wyspowiadała się i została namaszczona

22 Guzki, z którymi ówczesna medycyna nie potrafiła sobie poradzić.

213
Olejem Świętym.Stan zdrowia Janiny uległ jednak pogorszeniu. Nastąpiły opuch¬nięcia nóg, brzucha, straciła całkowicie apetyt. Doktor Humiecki zmuszony został do użycia ostatecznego środka – morfiny Aby nie przerażać chorej podawano ją jako proszek pod zmyśloną nazwą. Schorowana, młoda mama nie chciała już patrzeć na swojego synka. Doktor Kocay, który 4 lipca przyszedł w zastępstwie Humiec-kiego, już tylko powiększył dawki morfiny. Przyniosło to Janinie ulgę – rozmawiała, uśmiechała się. Było to sztuczne i chwilowe ożywienie. Zakończyła życie w dniu 5 lipca 1889 roku. Aleksander podał jednak do urzędu datę zgonu 6 lipca, celowo o dzień późniejszą, aby rodzina zdążyła zjechać do Krosna na pogrzeb, który w tej sytuacji mógł być wyznaczony na 8 lipca. Aleksander, dzięki kunsztowi miejscowego rzemieślnika, wystawił na grobie Janiny na krośnieńskim cmentarzu okazały i trwały pomnik – obelisk z czarnego marmuru ze złoconym napisem: Ś.P.JANINA Z KRYWULTÓW ŻURAWSKA * 22.PAŹDZIERNIKA 1867 + 5.LIPCA 1889.

Dzieciństwo Stasinka

Rodzina długo nie mogła otrząsnąć się od wspomnień po Janinie. Aleksander zaprze¬stał spotykania się ze znajomymi. Starał się, jak tylko mógł, by dogodzić babci swo¬jego synka: wypożyczał książki w kasynie, grali w karty. Więcej poświęcał się pracy w aptece, luzując w obowiązkach Mieszkowskiego i Minnickiego, zajmo¬wał się teraz w większym stopniu polityką, a przede wszystkim czytał dużo książek wypożyczanych w kasynie. Po czterech miesiącach od śmierci Janiny zaczęto roz¬myślać w rodzinie Krywultów nad ewentualnością powtórnego ożenku Aleksandra.

Tymczasem w Krośnie zbliżały się wybory i wszyscy wskazywali Żurawskiego, jako kandydata na burmistrza. Żurawski natomiast nie przejawiał żadnej inicja¬tywy w tym kierunku. W tym czasie Krosno zostało formalnie zaliczone do dużych miast23, a kiedy do tego już doszło, wszyscy zorientowali się, że za tym idą wyższe podatki, zwiększa się konieczność wyboru większej liczby radców i tym podobne uciążliwości.

Mały Stasinek chował się zupełnie dobrze pod troskliwym okiem babci, niani i mamki do karmienia. Uśmiechnięty i zdrowy, był oczkiem w głowie ojca i całej rodziny Krywultów. Odwiedzany przez większość członków rodziny, rozbudzał w nich troskę o dalsze jego losy. Zastanawiano się czy samotna Amelia – siostra zmarłej Janiny, mogłaby być odpowiednią matką dla dziecka i żoną dla Aleksandra. Ten jednak pomny tragicznego końca swojego małżeństwa z Janiną, kategorycznie przeciwstawił się takiemu pomysłowi.

Tymczasem życie w Krośnie biegło swoim torem.Organizowano bale mieszczań¬skie w kasynie. Aleksander znowu uczestniczył, ale już tylko jako kasjer, w organi¬zowaniu przedstawień teatralnych. Krywultowa – babcia Stasinka, w liście do syna Waleriana wyznała, że zaczęła się już przyzwyczajać do Krosna, gdzie podobała się

23 Dziennik ustaw i rozporządzeń dla Królestwa Galicji i Lodomerii wraz z Wielkim Księstwem Krakowskim, Lwów 1889, nr 24, s.81-119.


214



Il.7.Grób Janiny Żurawskiej na krośnieńskim cmentarzu, akwarela Seweryna Bieszczada, ze zbiorów autora


215

jej swoboda, dobrzy ludzie, brak złodziei – wszystko można było trzymać w sieni i nie ginęło

24.Dowodem na pełną asymilację Zofii Krywultowej z mieszkańcami Krosna może być fakt podtrzymania towarzyskich kontaktów z tymi samymi oso¬bami, z którymi spotykała się wcześniej: z córką emerytowanego starosty Manią Biesiadzką, z panią Jabłońską spotykały się na wzajemnych wizytach, a jej młod¬szej córce dawała bezpłatnie lekcje gry na fortepianie.

We wrześniu sytuacja zmie¬niła się radykalnie.Poważnie rozchorowała się Mania Biesiadzka i jej ojciec, a także pani Jabłońska szykująca się właśnie do ślubu z młodym nauczycielem. Ta ostatnia zmarła pod koniec 1889 roku, zdążywszy jeszcze poślubić, szczęśliwego z takiego obrotu sprawy, wybranka. Krywultowa nie tęskniła za Krakowem – wiadomości o swoim mieście czerpała z regularnie czytanej „Reformy”. Czas upływał jej na spacerach z osieroconym wnukiem Stasinkiem.
A tymczasem w Krakowie Amelia, która pozostała sama po opuszczeniu rodzin¬nego gniazda najpierw przez Janię, później przez matkę, zlikwidowała zbyt duże mieszkanie wynajmując skromniejsze przy ul.Szewskiej. W rodzinie Krywultów znowu powrócił temat zamążpójścia Amelii za Aleksandra. Co prawda w Krośnie kilka panien robiło sobie nadzieję na poderwanie właściciela dobrze prosperują¬cej apteki, ale Aleksander stanowczo powiedział, że nie myśli się żenić. Był bardzo zadowolony z opieki jaką sprawowała nad Stasinkiem babcia Krywultowa. Jeśli cho¬dzi o Amelię, to Aleksander był przekonany, że siostra zmarłej Janiny byłaby dobrą matką dla Stasinka, natomiast był przeciwny dalszemu potomstwu, uważając, że poród przy zaawansowanym wieku Amelii, mógłby zakończyć się kolejną tragedią.

Z końcem 1899 roku upłynęła trzyletnia praktyka laboratoryjna Stanisława Karwackiego w krośnieńskiej aptece. Pryncypał nie darzył Stasia sympatią i led¬wie dotrzymał go do końca praktyki i egzaminu aptekarskiego, po którym znalazł mu zatrudnienie w aptece w Myślenicach pod Krakowem. Sam Karwacki chwalił myślenicką aptekę i jej właścicieli – ruch był w niej mały i miał więcej swobody niż w Krośnie.

W sierpniu 1890 roku Krosno żyło przyjazdem Namiestnika Galicji Kazimierza Badeniego, który przybył na urządzoną w szkole wystawę miejscowych wyrobów kobiecych. Żurawski, poproszony przez nauczycielki, urządził w szkole prowizo¬ryczną fontannę, którą przed przybyciem Badeniego ktoś uszkodził – być może zro¬bił to miejscowy rzemieślnik z zemsty, że to nie on dostał zlecenie. Fontannę zdo¬łano jednak na czas naprawić. Ponieważ starostwo, w którym Badeni przyjmował gości, znajdowało się w tym samym domu, w którym mieszkał i prowadził aptekę Aleksander Żurawski, aptekarz musiał swoje pomieszczenia odpowiednio uporząd¬kować, a sam ubierać się odświętnie. W czasie wizyty Namiestnika zjechało do Kro¬sna wielu obcych ludzi, którzy ku rozpaczy mieszkańców miasta, ogołocili z towa-rów miejscowe sklepy. Wieczorem miasto było bogato iluminowane.

W 1890 roku w całej Galicji miały miejsce uroczystości związane z przeniesie¬niem zwłok Adama Mickiewicza z cmentarza we Francji na Wawel. W Krośnie zor¬ganizowano na tę okoliczność wieczorek mickiewiczowski, w którym brali udział

24 Krywult 1928-1930.

216




217




Il 9 Stanisław Karwacki – cioteczny brat Janiny Fotografi a z archiwum rodzinnego Łukasza Żurawskiego


głównie panowie Panie w tamtych czasach zajmowały się głównie grą na forte- pianach – w tamtych czasach również w krośnieńskich mieszkaniach nie brako- wało tych instrumentów Narzekał Aleksander, gdy nie udało mu się ułowić żadnej pani do akompaniowania na fortepianie, że instrumenty te tyle miejsca w mieszka- niu zajmują, a żadnego pożytku z nich nie ma

25 W wieczorku ostatecznie wzięło udział dwóch panów oraz chór męski z Korczyny, zaś jedna z krośnieńskich panien uczestniczyła w inscenizowanym obrazie „Czatów” Dochód z imprezy mickiewi- czowskiej przeznaczono na weteranów powstania

Dopiero pod koniec 1890 roku krośnieński aptekarz ożywił się po śmierci żony Jego ulubionym zajęciem stały się polowania Nawet gdy jego krakowski przyjaciel Herman Laberschek na krótko przyjechał do Krosna, zdążyli dwukrotnie wybrać się na polowanie Ustrzelone wówczas gęsi były pierwszymi trofeami myśliwskimi od czasu ożenku Aleksandra z Janiną Z następnego polowania, z udziałem jednego z miejscowych lekarzy, przyniósł Aleksander sześć zajęcy Jednego z nich sprezen- tował dr Dionizemu Mazurkiewiczowi, zupełnie nieświadomie w dniu jego imienin

26, co zaowocowało zaproszeniem Żurawskiego na uroczystość imieninową Aleksan-der stał się codziennym bywalcem miejscowego kasyna, przebywając w nim nie- 25 Tamże 26 Imieniny Dionizego obchodzone są: 26 lutego, 24 marca, 8 kwietnia, 19 kwietnia, 8 maja, 25 maja, 2 września, 9 września, 20 września, 3 października, 9 października, 10 października, 16 października, 16 listopada, 17 listopada, 19 listopada, 29 listopada, 26 grudnia i 30 grudnia (przyp red ) Il 9 Stanisław Karwacki – cioteczny brat Janiny

Fotografi a z archiwum rodzinnego Łukasza Żurawskiego

218
raz do godzin nocnych. Opiekująca się Stasinkiem babcia Krywultowa wcale nie miała Olesiowi tego za złe, gdyż oprócz polowań kasyno było jego jedyną rozrywką. Mały Stasinek chował się dobrze, był bardzo ruchliwym i pojętnym chłopcem. Od połowy 1891 r. uczestniczył już z ojcem i babcią w wizytach składanych zna¬jomym w Krośnie. 3 maja 1891 roku przypadła setna rocznica uchwalenia przez Sejm Konstytu¬cji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Uroczyście obchodzono ją w całej Gali¬cji. Również w Krośnie. Po porannym nabożeństwie w kościele OO.Kapucynów, przytwierdzono na pobliskim placu pamiątkową tablicę i nadano mu nazwę Placu 3.Maja.W godzinach popołudniowych odbyły się dwa amatorskie przedstawienia żywych obrazów, na które organizatorzy rozdali bezpłatnie 300 biletów wstępu. Kro¬śnieński rynek został na ten dzień przybrany choinkami, lampionami, chorągwiami i stosownymi transparentami, całość iluminowano świecami oraz ogniami bengal-skimi. Oczywiście, dekorowanie rynku odbyło się przy czynnym udziale Aleksan¬dra Żurawskiego. Aptekarz na okoliczność rocznicową przywdział frak, a babcia Stasinka aż 8 razy w ciągu dnia przebierała się do wyjścia z mieszkania.

Pod koniec pierwszego półrocza 1891 roku pani Pikowa, nie pozbawiona wdzię¬ków wdowa, próbowała wyswatać Aleksandra ze swoją siostrą Honoratą, wdową po Ignacym Łukasiewiczu. On jednak, mężczyzna już prawie pięćdziesięcioletni, dalej bronił się przed wszelkimi tego typu poczynaniami. W tym czasie Żurawski nie czuł się najlepiej, kaszlał, gorączkował, ale wybrał się do Krakowa, by odwiedzić swoją rodzinę – staruszkę matkę przebywającą aktualnie u córki, która właśnie stra¬ciła męża i pozostawała w biedzie z trójką dzieci. Zrobiło to na Aleksandrze przy¬gnębiające wrażenie, ale nie był w stanie wspomóc ich w nieszczęściu. Do Krosna wrócił w jeszcze gorszej formie fizycznej i psychicznej, niż wyjechał. Zawezwano doń doktora Kocaya, który nie mógł się zorientować w jakim kierunku rozwinie się choroba aptekarza. Choroba ustąpiła jednak i Aleksander na dni targowe mógł już wrócić do pracy w aptece. I właśnie niefortunnie w te dni wzmożonej pracy, przy¬jechał do Krosna z odwiedzinami najmłodszy brat aptekarza.

Trzy razy w pierwszym półroczu 1891 Aleksander wyjeżdżał do Krakowa: oprócz wyjazdu w sprawach rodzinnych, wybrał się tam również z zadaniem roz¬glądnięcia się za jakąś podkrakowską apteką, którą można by kupić, a także jako delegat gminy, w celu znalezienia wykonawcy remontu dachu kościoła farnego.

Początek września okazał się tragiczny dla Żurawskiego .W górnej części budynku wybuchł pożar i w pierwszej kolejności obrócił w perzynę dopiero co odnowiony pokoik gościnny na poddaszu. Ogień przeniósł się następnie na dolne pomieszczenia. Pożar wybuchł za dnia i tak się szczęśliwie złożyło, że w tym cza¬sie nie było w domu Stasinka i babci. Nikt z mieszkańców domu nie ucierpiał, ale Krosno poniosło podwójną stratę – prawie całkowitemu zniszczeniu uległa kamie¬nica z podcieniem, a na dodatek – zasłużony burmistrz miasta dr August Lewakow¬ski, doglądający gaszenia pożaru, przeziębił się i własnym życiem przypłacił akcję ratunkową

27.Po ugaszeniu pożaru okazało się, że ściany budynku prawdopodobnie

219

będą musiały być rozebrane do fundamentów, gdyż miejscowi murarze uznali, że są bardzo kruche i nie chcieli przystąpić do odbudowy. Jednak specjalna komisja złożona z czterech budowniczych postanowiła, aby spalony budynek odrestaurować. Do robót przystąpiono pomimo niesprzyjającej listopadowej pogody.
Przy okazji pożaru wyszło na jaw, że przez zapomnienie poprzedniego wła¬ściciela (Wojciecha Pika) asekuracją nie była objęta szklarnia, a co za tym idzie kwota uzyskana z ubezpieczenia pomieszczeń nie pokryła Żurawskiemu strat wynikłych z pożaru. W wielkim przygnębieniu krośnieński aptekarz musiał opu¬ścić mieszkanie w rynku i wszyscy domownicy przenieśli się do mieszkania bli¬sko kościoła OO.Kapucynów, zaś nowa apteka Żurawskiego urządzona została w budynku naprzeciw fary, nazywanym w Krośnie koszarami. Mieszkanie wyna¬jęto w domu, który stał naprzeciw budynku kasyna, przy zejściu z placu kapucyń¬skiego w dół, w stronę Wisłoka. Za sąsiadów Żurawscy mieli rodziny kontrolera podatkowego oraz kasjera. Samo mieszkanie było widne, mała kuchnia znajdowała się przy dwóch sypialniach rozdzielonych pokojem bawialnym. Brakowało nato¬miast piwnicy, a także podcieni, po których można było spacerować z dzieckiem w czasie niepogody. Piwnicy bądź strychu na magazyn zabrakło również w budynku wynajętym na nową aptekę. Ponadto lokal przeznaczony na aptekę znajdował się w sporej odległości od nowego miejsca zamieszkania aptekarza. Niestety, nie było w Krośnie innego wolnego pomieszczenia nadającego się na ten cel. Sam lokal był obszerny, a roboty tyle, że Żurawski musiał zatrudnić nowego prowizora – młodego i przystojnego bawidamka Bukowskiego. Pracownicy apteczni mieli wynajętą sypial¬nię na piętrze tego samego budynku pokoszarowego, w którym urządzano aptekę.

220


221

Po śmierci Augusta Lewakowskiego próbowano na burmistrza namówić Aleksan¬dra Żurawskiego, ale nie przyjął on tej propozycji. Ostatecznie, burmistrzem Kro¬sna został adwokat dr Feliks Czajkowski. Miasto fetowało wybory – grała orkiestra, paliły się pochodnie.Innym, ważnym w życiu mieszkańców Krosna wydarzeniem 1891 roku, był ślub Marii Klementyny Zapałówny, miejscowej nauczycielki, z mło¬dym i przystojnym malarzem Stanisławem Bergmanem

28 .
Od nowego roku szkolnego z Przemyśla do Sanoka został przeniesiony Wale¬rian Krywult. Ze względu na niewielką odległość pomiędzy Sanokiem i Krosnem, stał się odtąd cotygodniowym gościem zamieszkałej w Krośnie rodziny. Możli¬wość utrzymania bliskich kontaktów rodzinnych była ważna dla ostatniego kawa¬lera w rodzinie Krywultów, a dla jego krośnieńskiej rodziny stanowiła urozmaice¬nie monotonnego życia.

Przez pierwsze dwa tygodnie listopada 1891 roku było w Krośnie bardzo mroźno. Przy domu, w którym zamieszkali Żurawscy, ulokowała się buda jarmarczna z wymalowanymi zwierzętami oraz żywą małpą i papugą, którym towarzyszyła muzyka z katarynki. Stasinek wsłuchiwał się w tę muzykę i mógł z okna oglądać całe kolorowe przedstawienie. Święty Mikołaj, którego dzień niedługo już nastał, przyniósł Stasiowi pozłacaną rózgę (tak na wszelki wypadek) oraz drewniane klocki, jabłka i pozłacane orzechy, a także ...katalog reklamowy fabryki cukierków z Wied¬nia, przysłany jego ojcu Aleksandrowi. Wobec panującej w Krośnie drożyzny, upo¬minki świąteczne nie były imponujące: pomarańcze, cukierki, po wieczerzy wigi¬lijnej palono świece i kolędowano.

Na początku 1892 roku Zofia Krywultowa w rodzinnej korespondencji próbo¬wała podsumować wrażenia związane z pobytem w Krośnie: Krosno od chwili jak tu jestem, podnosi się. W niedzielę mieliśmy nawet zabawę na lodzie z fajerwerkami od Olesia. Ja z tego powodu bawiłam Stasia 2 godz., a nianię posłałam na staw. A tam już bawiło wielu znajomych, wśród nich narzekające na zdrowie sąsiadki Kry-wultowej, ślizgała się również pani Mazurkiewiczowa

29 .
W maju, przy dużym zaangażowaniu się Aleksandra, zorganizowano w pobli¬skim Suchodole wielką majówkę z orkiestrą i sztucznymi ogniami. Wybierali się na nią pani Krywultowa z wnukiem i oczywiście Aleksander Żurawski, ostatecz¬nie pojechał sam aptekarz, którego nie przestraszyła burza gradowa, która przeszła nad Krosnem na godzinę przed terminem wyjazdu. Burza wróciła jeszcze wieczo¬rem z piorunami, z których jeden wpadł kominem do domu stojącego naprzeciwko kościoła OO.Franciszkanów, zabijając właścicielkę.

W marcu Aleksander bawił w Krakowie, niby to pojechał po różne sprawunki, ale fatycznie by poznać pannę Tatarczuch, właścicielkę kamienic. Nie dało się jed¬nak ukryć przed krakowską rodziną właściwego celu wyjazdu Aleksandra, tym bar¬dziej, że oświadczyny nie zostały przyjęte. Dotychczasowa sielankowa harmonia domowa, jaka panowała w Krośnie, uległa pogorszeniu. Teściowa zaczęła analizo¬wać każde słowo Aleksandra i wyciągała wnioski czasem zupełnie nieprawdopo¬dobne, podejrzewając go nawet o zadawanie się ze sługami. W tej sytuacji wszyscy członkowie rodziny Krywultów uznali, że zarówno dla opiekującej się Stasinkiem 64-letniej już babci Zofii, jak również dla ojca Stasinka, najlepszym rozwiązaniem byłby ponowny ożenek aptekarza

28 Ślub odbył się 8 stycznia 1891 roku. Zob.A.Guz, Stanisław Wojciech Bergman – wybitny malarz krośnieński, Krosno 2011, s.23 (przyp.red.).
29 Krywult 1928-1930.

222

Powtórny ożenek Aleksandra

Rodzina Ronków wywodziła się z północnych Włoch, z okolic Rawenny. Z wło¬skich Apeninów Ronkowie przenieśli się do Szwajcarii, osiedlając się w jej połu¬dniowej, sąsiadującej z Włochami, części. Kierując się wolnościowymi hasłami Ludwik Ronko (poprawnie nazwisko winno brzmieć: Ronco) przybył na tereny pol¬skie, by uczestniczyć w Powstaniu Kościuszkowskim. Po upadku powstania prze¬niósł się do rosyjskiego Stawropola, gdzie w 1795 roku przyszedł na świat jego syn Eugeniusz. Obydwaj z ojcem przetrwali napoleońskie oblężenie Tweru. Euge¬niusz kształcił się w Paryżu i uzyskał tytuł inżyniera dróg i mostów. Po studiach zamieszkał na Litwie, ożenił się z Anielą z Wiesiołowskich i podjął pracę leśni¬czego w Puszczy Białowieskiej. Wiesiołowscy to znany, patriotycznie nastawiony, ród polski i nic dziwnego, że gdy w roku 1830 w Królestwie Polskim wybuchło powstanie, Aniela zmobilizowała męża do wystawienia i oddania pod komendę Chłopickiego dużego oddziału, złożonego z pracowników leśnych i okolicznych włościan. Odwetem Rosjan było spalenie leśniczówki. Chora już wcześniej Aniela, co prawda nie zginęła w płomieniach, ale przypłaciła życiem ten incydent. Euge¬niusz uszedł przez Prusy do Francji i Szwajcarii. Przed rokiem 1863 powrócił jed¬nak na tereny polskie i w Poznańskiem znalazł prace przy drenowaniu gruntów. Po Powstaniu 1863 roku przeniósł się do Galicji, gdzie zmarł w 1875 roku. Syn Euge¬niusza – Władysław Ronko, urodzony w 1828 w Puszczy Białowieskiej, a więc już rdzenny Polak, studiował w Poznaniu i Gnieźnie. Tam, w roku 1848, był uczest¬nikiem Powstania Wielkopolskiego, po którym emigrował do Francji i Szwajcarii, w której naturalizował się. Na ziemie polskie wrócił przed rokiem 1863 i w czasie powstania służył jako kapitan u Langiewicza. Po upadku Powstania Styczniowego, za poręczeniem hr.Włodzimierza Dzieduszyckiego, osiedlił się w Galicji, uzysku¬jąc z czasem obywatelstwo austriackie. Miał ukończone w Szwajcarii studia prze¬mysłowe i bez trudu zatrudnił się w Drohowyżu jako naczelnik warsztatów fundacji Skarbka, później został dyrektorem tartaków u zaprzyjaźnionego hr.Dzieduszyc¬kiego. Nie powodziło mu się jednak najlepiej i dla poprawienia sytuacji finanso¬wej, ulegając namowom Jana Nepomucena Gniewosza, przeniósł się wraz z rodziną do Krosna. Gniewosz, który również jako popowstaniowy emigrant (uczestniczył w Powstaniach Wielkopolskim i Styczniowym), zamieszkał w 1872 roku w Kro¬śnie, obiecał Władysławowi „złote góry” – sam jednak popadł w olbrzymie długi, mało tego – wkrótce (we wrześniu 1892 roku) zmarł, zostawiając „na lodzie” rodzinę Ronków. W takiej nieciekawej sytuacji pojawił się w życiu rodziny Ronków kro-śnieński aptekarz Aleksander Żurawski.

223

Minęło właśnie pięć miesięcy, jak Ronkowie zamieszkali w Krośnie. Mieli w zamiarze założenie tutaj szkoły krawieckiej pod szyldem żony Władysława i tak też się stało. Ronkowie mieli dwoje dzieci – syna i córkę. Syna Genia wysłano do Krakowa do szkoły przemysłowej, zaś głównym motorem firmy została córka Mania, która mimo że została wykształcona w Krakowie na guwernantkę, na początku prowadzenia interesu radziła sobie świetnie. Zofia Krywultowa określiła ją jako skromną, zdrową, pracowitą i pobożną panienkę, o bladej karnacji i delikatnej cerze, z rudymi włosami. Ronkowie mieszkali od strony rzeki Lubatówki, u stóp krośnieńskiego wzgórza, na którym ulokowało się miasto i zajmowali cały par¬terowy domek. Tam właśnie dostrzegł Aleksander Żurawski, krzątającą się przy domku, uroczą złotowłosą Manię.
Nie poznali się jednak wówczas – Aleksander postarał się najpierw o bliższe informacje o rodzinie, zapoznał się z Ronkami, zaczął u nich bywać i dopiero wówczas, na początku września, oświadczył się. Panna Ronko poprosiła o tydzień do namysłu i dopiero wówczas przyjęła oświadczyny. Rodzina Krywultów ode¬tchnęła z ulgą – zewsząd posypały się gratulacje dla Aleksandra. Z ich strony nie padło żadne słowo nieprzychylne takiemu związkowi, mimo że Żurawski był o pra¬wie 30 lat starszy od Mani. Rodzina Krywultów przyjęła tę decyzję ze zrozumie¬niem, a nawet była zadowolona, bo powierzono im dalszą opiekę nad Stasinkiem.

W tym czasie Aleksander wykończył mieszkanie na zapleczu nowego lokalu apteki, jednak wobec nowej sytuacji Zofia Krywultowa nie zamierzała przepro¬wadzać się tam ze Stasinkiem i wolała pozostać w dotychczasowym mieszkaniu koło kościoła OO.Kapucynów, a docelowo wyjechać i zamieszkać z wnuczkiem w mieszkaniu córki Amelii w Krakowie. Ale z Krakowa przyszła niedobra wia¬domość: Amelia dostała wymówienie zajmowanego dotychczas mieszkania. Do pomocy w szukaniu dla niej nowego lokum Aleksander uruchomił swojego przy¬jaciela Hermana.

Okres narzeczeństwa Aleksandra i panny Ronke schodził na wzajemnym odwie¬dzaniu się rodzin narzeczonych. Wybranka Aleksandra, która polubiła już Stasinka, ubolewała nad tym, że nie powierzy jej opieki nad dzieckiem, robiła sobie jednak nadzieję, że będzie to rozwiązanie tymczasowe. Pani Krywultowa oceniła rodzinę Ronków jako godną i szlachetną, samą zaś dziewczynę jako dobrze wychowaną, skromną i oszczędną. Wkrótce rodzina Ronków pojechała do Krakowa z córką i odwiedzili Hermanów oraz Józefę Knowiakowską. Wszędzie spotykali się z akcep¬tacją wyboru dokonanego przez owdowiałego aptekarza z Krosna.

Pod koniec września Aleksander próbował opóźniać wyjazd teściowej i synka do Krakowa z obawy przed panującą tam cholerą, ale Krywultowa zdecydowała się wyjechać 4 października i wcześniej już wysłała rzeczy potrzebne do zamieszkania w Krakowie, z zabawkami Stasinka włącznie. Amelia miała już urządzone nowe mieszkanie przy ulicy Św.Krzyża 13, łącznie z mebelkami Stasinka przysłanymi z Krosna, i nie mogła doczekać się współlokatorów. Ci, zgodnie z planem, poja¬wili się 4 października wieczorem. Aleksander towarzyszył im w podróży i przez pierwsze dwa dni w Krakowie, po czym nastąpiło rzewne pożegnanie ojca z synem i teściową, której opiece powierzył Stasinka. W Krakowie czekały na Stasia atrakcje¬,

224
których nie było w Krośnie. Przez nowe mieszkanie w ciągu pierwszych tygo¬dni przewinęło się tyle nowych (dla Stasinka) osób, ilu w Krośnie nie widział przez całe życie. Stasinek zwiedzał Kraków, zaczynając od Wawelu, ale najbardziej spodo¬bał mu się konny tramwaj, którym pierwszą podróż odbył na trasie od Bramy Flo¬riańskiej do dworca, by stamtąd udać się na spacer do Parku Strzeleckiego. Adoro¬wany i uwielbiany przez wszystkich, Staś dobrze wyglądał i był wesoły jak nigdy. Z rzadka wspominał pozostawionego w Krośnie ojca.

A jak chwile po rozstaniu się z synkiem przeżywał Aleksander ? Przyszła teściowa – pani Ronkowa, osoba wątłego zdrowia, ale wielkiego serca, której wydawało się, że wszystkiemu w życiu podoła, oraz Mania – żyjąca teraz miłością do Aleksandra, pragnęły by ten codziennie przychodził do nich na obiady. Aleksander przystał jed¬nak tylko na obiady niedzielne. W tygodniu poświęcał się swoim codziennym zaję¬ciom, związanym z prowadzeniem apteki, nie zaniedbując uczestnictwa w polowa¬niach. 29 października 1892 roku w kościele farnym w Krośnie odbyła się uroczy¬stość ślubna: 47-letni Aleksander Żurawski stanął przed ołtarzem z 20-letnią Marią Ronko. W niedzielę po nabożeństwie Ronkowie odprowadzili Manię do mieszka-nia Aleksandra przy aptece. Właściciel krośnieńskiej apteki i zatrudnieni w niej pracownicy uzyskali w ten sposób nową gospodynię i pryncypałową zarazem. Na początku listopada nowożeńcy przyjechali z tygodniową wizytą do Krakowa. Alek¬sander, który wydał się krakowskiej rodzinie trochę wymizerniały, z wielką rado¬ścią powitał synka, a ten przytulił się mocno do ojca, a następnie do nowej mamusi. Szybko nawiązały się między nimi rodzinne więzy i miłość wzajemna: Aleksan¬der rozpłakał się, zaś Stasinek zapragnął powrócić wraz z Żurawskimi do Krosna.

W Krakowie nie przyjęto niani do Stasinka i cały dzień zajmowała się nim bab¬cia. Tylko w niedzielę opuszczała go na godzinę, by uczestniczyć w mszy świętej. Wówczas ze Stasinkiem przebywała ciocia Amelia. W styczniu 1893 roku dotarła do Krywultów w Krakowie wiadomość, poprzez mieszkającego w Sanoku Wale¬riana, że „osmarowali” Aleksandra w „Gazecie Przemyskiej”, w której właśnie uka¬zał się artykuł „Partrjoci Krośnieńscy”, donoszący o organizowanych przez Żuraw¬skiego, Mazurkiewicza i Kocaya zabawach w czasie ogłoszonej przez niektóre pol¬skie kręgi „żałoby narodowej”, będącej sprzeciwem wobec braku wolności i swo¬body dla narodów w Galicji. Owi krzykliwi „tromtadraci”30 wybili nawet okna u Żurawskich. Aptekarz tłumaczył się wówczas, że aczkolwiek jako prezes kasyna pozwolił na zabawę, ale bez tańców i sam w imprezie nie brał udziału.

W maju, na imieniny teściowej, Aleksander niespodziewanie zawitał w Krako¬wie. W czasie krótkiego, jednodniowego pobytu zauważył, że Stasinek coraz bar¬dziej rozwija się umysłowo i fizycznie, a także doniósł o błogosławionym stanie aktualnej żony.1 sierpnia 1893 roku Mania Żurawska powiła córkę, której posta¬nowiono dać imiona Janina Maria.

30 „Tromtadraci” lub „krzykacze” – ironiczne określenie demokratów galicyjskich z Francisz¬kiem Smolką na czele, stosowane przez ich przeciwników politycznych, zwłaszcza Klub Polski, w dobie tzw.kampanii rezolucyjnej z lat 1868–1873.Nazwa nawiązywała do pompatycznej fra¬zeologii demokratów.

225

W miesiącach letnich 1893 r.ulubiony wujek Stasinka – Walerian Krywult – przebywał w Krakowie i mógł towarzyszyć siostrzeńcowi i jego babci w podróży do Krosna, na chrzciny urodzonej przed niewieloma tygodniami Janinki.

Aleksander Żurawski, który już od kilku lat poszukiwał możliwości uruchomie¬nia apteki w pobliżu Krakowa, teraz uzyskał stosowną koncesję, nadarzyła się także sposobność zakupu kompletnego wyposażenia aptecznego po aptece Stockmara przy ul.Grodzkiej. Aptekarz z Krosna wybrał się do Krakowa, aby sfinalizować sprawy koncesji i zakupu wyposażenia. Przebywał tam kilka dni i wrócił do Krosna zadowo¬lony z uzyskania licencji i z niskiej ceny, za którą udało mu się kupić wyposażenie.

Wakacje roku 1894 babcia Krywultowa z wnukiem Stasinkiem, a także Ame¬lia, planowali spędzić w Krośnie. Na kilka dni przed ich przyjazdem pojawił się tam Walerian i pierwsze kroki skierował na cmentarz, na którym pochowano Janinę. Zastał krośnieńską nekropolię uporządkowaną, z nowymi ścieżkami i otoczoną żywopłotem. Grób Janiny był jednak zarośnięty dzikim zielem. Do Żurawskich dotarł w godzinę po przyjeździe. Po niedzielnej kawie Walerian wybrał się na spa¬cer z Żurawskimi w towarzystwie, jak to później napisał w pamiętniku: jakiejś pary malarskiej, której nazwiska nie pamiętam, z którą jednak Olesiowie zdają się bli¬żej żyć. Ona maleńka figurka woskowa, bez najmniejszego życia i wdzięku. Dziwię się jak może artysta taki wybór uczynić

31.Po tym niedzielnym rekonesansie Wale¬riana, szykowano się u Żurawskich na dłuższe goszczenie następnych członków rodziny Krywultów ze Stasinkiem, którzy zgodnie z przewidywanie zjechali tam na początku sierpnia. Zastali Żurawską bledziutką, wykończoną karmieniem dziecka piersią, przy niedostatkach pokarmu własnego. Natomiast dobrze zaprezentowała się mała Janinka. Krakowscy goście zamieszkali u Ronków, którzy w międzycza¬sie zlikwidowali swój nierentowny zakład krawiecki i udostępnili obszerny pokój na pobyt Zofii Krywultowej i jej córki Amelii.

Walerian Krywult na początku wakacji 1894 r.otrzymał niezwykle ważną wia¬domość – został przeniesiony z Sanoka na stanowisko profesorskie w Krakowie. Nie wiodło się natomiast krośnieńskiemu aptekarzowi. Wymówił pracę prowizorowi Winnickiemu, który za często zaglądał do kieliszka, a tymczasem drugi z zatrud¬nionych prowizorów – Mieszkowski, po zerwanych zaręczynach w Brzozowie, roz¬żalony postanowił opuścić Krosno. Jakby tego było mało – lwowscy urzędnicy cof¬nęli Żurawskiemu uzyskaną koncesję na prowadzenie apteki w Korczynie, powie¬rzając ją młodszemu o dziewięć lat magistrowi farmacji z sześcioletnim stażem w lwowskiej aptece Mikolascha. Gdy po nieskutecznej interwencji u starosty kro¬śnieńskiego, apelował Żurawski w sprawie cofnięcia koncesji u samego namiest¬nika Kazimierza Badeniego we Lwowie, dowiedział się tylko tyle, że korzystniej¬sza dla niego będzie dalsza dzierżawa aptek w Krośnie i Iwoniczu, niż uruchomie¬nie własnej, ale jeśli mu decyzja władz lwowskich nie odpowiada, to może odwo¬ływać się jeszcze w Wiedniu.

W takich okolicznościach Walerian Krywult postanowił przyjechać do Żuraw¬skich w październiku 1894 roku.Jak zwykle, zaczął odwiedziny w Krośnie od

31 Krywult 1928-1930.

226

nawiedzenia grobu Janinki, następnie, pragnąc spotkać się z poznanym w Sanoku wikarym, wstąpił do kościoła farnego i oglądnął postęp prowadzonych pod nadzo¬rem Aleksandra robót budowlanych – wymieniano właśnie kopułę na kościelnej wieży 32.Stąd już blisko było do apteki i mieszkania Żurawskich, ale ci właśnie, ze względu na świeżo zapuszczone podłogi, przenieśli się na ten dzień do rodziców. W ten sposób Walerian miał okazję po raz pierwszy zagościć u Ronków. Żuraw¬skich i ich dziecko zastał w dobrym zdrowiu, ale Aleksandra, niestety, z proble¬mami zawodowymi.

W listopadzie Żurawski – mający kilkutygodniowe problemy gastrologiczne, które przykuły go do łóżka – zdołał jednak wysłać do Wiednia skargę w sprawie cof¬nięcia koncesji korczyńskiej. Powołał się na pismo ministerstwa do starostów naka¬zujące, aby koncesje na otwieranie aptek nadawali kandydatom z najdłuższym sta¬żem w zawodzie aptekarskim, którzy samodzielnie prowadzili już apteki, dyspono¬wali odpowiednim funduszem oraz posiadali nieskazitelną opinię. Myślał o poszu¬kaniu stosownej protekcji i liczył na pomoc Waleriana, bo przecież to Żurawski, a nie młody lwowski farmaceuta Grabowski spełniał określone pismem warunki. To Żurawski właśnie uzyskał koncesję w pierwszej instancji na podstawie siedem-nastoletniego stażu w samodzielnym prowadzeniu aptek, a dla starostwa krośnień¬skiego był osobą zasłużoną również z innych względów: był radnym miasta Krosna, przewodniczącym komisji kontrolującej krośnieński magistrat, członkiem rady nad¬zorczej Towarzystwa Zaliczkowego, przewodniczącym komitetu parafialnego, sądo¬wym opiekunem nieletnich Jabłońskich i ich majątku, prezesem Kasyna, współza¬łożycielem i pierwszym skarbnikiem „Sokoła” krośnieńskiego.

Tymczasem mała Janinka przeżyła już drugie w swoim życiu święta Bożego Narodzenia, po których przyszły szare zimowe dni. Nadszedł rok 1895. Janince już całkowicie zniknęły ślady po przebytej ospie. Maryla Żurawska zeszczuplała, ale cera jej się poprawiła, zaś Aleksander jeszcze nie do końca wyleczony, w dalszym ciągu walczył z cesarskimi urzędami o sprawiedliwość w sprawie korczyńskiej koncesji. W 1895 roku kończyły się umowne terminy dzierżawy aptek w Krośnie (9 lat dzierżawy) oraz w Iwoniczu (8 lat dzierżawy) i Żurawskiemu groziło pozo¬stanie bez środków do życia. Po otrzymanym telegramie o terminie rozpatrywania jego odwołania, wybrał się w lutym poprzez Kraków do stołecznego Wiednia. Tam uzyskał w ministerstwie spraw wewnętrznych obietnicę w swojej sprawie, jednak w jej realność krośnieński aptekarz powątpiewał. Wracając z Wiednia przez Kra¬ków, Aleksander Żurawski skorzystał z pomocy miejscowego lekarza. Po krótkiej kuracji ustąpiły wszelkie trapiące go ostatnio dolegliwości i w Krośnie mógł już uczestniczyć wraz z młodą żoną w zabawach organizowanych w kasynie.

32 Prace przy dzwonnicy prowadzone były przez Tadeusza Stryjeńskiego – architekta krakow¬skiego i konserwatora zabytków, według projektu przygotowanego wespół z Władysławem Ekiel¬skim, już w 1888 roku.Wymiana pokrycia gontowego na blachę miedzianą zbiegła się z pewnymi modyfikacjami kształtu kopuły oraz jej latarni.Aleksander Żurawski „nadzorował” prace przy wieży dzwonnej jako przewodniczący komitetu parafialnego. Zob.Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu krośnieńskiego. Z rękopisów Autora wydali i własnymi komentarzami opatrzyli Piotr i Tadeusz Łopatkiewiczowie, Kraków 2005, s, 105, przyp.466 oraz s.262, il.106 (przyp.red.).

227



Il.12.Obecny widok krakowskiej apteki Aleksandra Żurawskiego przy ul.Kościuszki 18.Fotografia wyko¬nana przez autora
Z Wiednia nadeszła wkrótce wiadomość o nieuwzględnieniu odwołania Żuraw¬skiego od decyzji w sprawie apteki w Korczynie. Aptekarz zniósł to, nie załamał się i wytoczył proces przed nowo powołanym w Wiedniu Trybunałem Administracyj¬nym. Kiedy jednak nie udało się mu przedłużyć również dzierżawy apteki w Kro¬śnie, nasilił swoje starania o dzierżawę apteki w Krakowie na Półwsiu Zwierzyniec-kim. Odbył w tym celu kilka wyjazdów do Lwowa i Krakowa.
Tymczasem w Krakowie 1 października 1895 roku obydwie panie Krywultowe przeniosły się wraz ze Stasinkiem do okazalszego mieszkania przy ulicy Floriań¬skiej, róg ulicy św.Tomasza. W połowie następnego roku trafiła się okazja zmiany mieszkania na takie samo, ale tańsze, więc rodzina przeniosła się do kamienicy nr 20, przy tej samej ulicy.
Nadeszły wakacje 1896 roku. Aleksander Żurawski chciał przyjąć na ten czas Stasinka do siebie w Krośnie. Ostatecznie jednak babcia ze Stasinkiem oraz Ame¬lia wyjechali na wakacje do Myślenic i Aleksander dopiero po ich powrocie spo¬tkał się z synem w Krakowie.
Po wakacjach Stasinek zaczął pobierać w domu elementarne nauki szkolne. Zatrudniony w tym celu nauczyciel przekazywał mu wiedzę z pisania, czytania oraz rachunków, natomiast babcia z zakresu religii oraz dopilnowywała wykonania zada¬nych przez nauczyciela lekcji. Pod koniec 1896 roku pojawiły się u Zofii Krywul¬towej pierwsze oznaki choroby, które stopniowo nasilały się i powodowały utratę
228
przytomności.13 stycznia 1897 roku serce babci Krywultowej już nie wytrzymało. W zimny i wietrzny dzień lutowy uczestniczyła w pogrzebie cała rodzina Krywul¬tów, krewni i znajomi oraz młodzież szkolna z krakowskiego gimnazjum, w któ¬rym zatrudniony był Walerian Krywult.
Szkolne lata Stasinka
Stasinek nie brał udziału w pogrzebie – o śmierci babci szybko zapomniał i przygo¬towywał się do przeprowadzki do Krosna, gdzie oczekiwało go przyrodnie rodzeń¬stwo – dwie młodsze siostry: Janinka i Anulka. W lutym 1897 roku wuj Walerian zaprowadził Stasinka do krakowskiego męskiego seminarium, gdzie przed nauczy¬cielem oraz księdzem katechetą zdał egzamin z zakresu pierwszego półrocza I klasy, co dało początek szkolnym latom – nowemu okresowi w życiu Stasinka. Rozpiesz¬czany w Krakowie, w otoczeniu krośnieńskiej rodziny napotkał na klimat surow¬szy i inny styl wychowywania dzieci. Musiał poddać się rygorom ustalonym przez ojca, próbującego wychować go na bardziej zaradnego i sprawniejszego fizycz¬nie chłopca. Aleksander Żurawski, któremu zakończył się okres dzierżawy apteki i bezskutecznie oczekiwał na nową koncesję, zmuszony był wówczas żyć i utrzy¬mywać rodzinę z odłożonych wcześniejszych zysków. Ponadto, musiał wyprowadzić się z zajmowanego mieszkania do innego, położonego za Wisłokiem, w znacznej odległości od miasta. W wynajętym budynku pofolwarcznym zamieszkali wspól¬nie z rodziną Ronków. Plusem tej prawie wiejskiej lokalizacji mogło być tylko bar¬dziej czyste powietrze, niż w samym mieście, co nie było bez znaczenia dla zdro¬wia dzieci, a jak to później ocenił Walerian Krywult: Śliczny pejzaż krośnieński stał się kanwą, na której snuć się poczęły u Stasinka pierwsze porywy artystycznych upodobań i wrażeń 33.Pozostawioną w Krakowie rodzinę Krywultów trudno było przekonać do zmian w wychowaniu Stasinka, po powrocie do miejsca jego urodze¬nia. Trudno im (Amelii i Walerianowi) było zrozumieć, że dziecko było w Krośnie wysyłane do szkoły przez tak głębokie zaspy, że całe poły płaszczyka oblepione śnie¬giem przynosił do domu, co ich zdaniem mogło tak delikatny organizm zapędzić do grobu. W krośnieńskiej szkole Stach przerastał swych rówieśników i wzrostem, i bystrością umysłu, pozostawał jednak opóźniony w czytaniu, które szło mu słabo już u babci w Krakowie. W Krośnie ojciec – zamiłowany myśliwy, też nie mógł go zmobilizować, nawet poprzez obietnicę kupienia prawdziwej strzelby nabijanej prochem. Pierwsze półrocze nauki zakończył Stasinek ocenami bardzo dobrymi poza czytaniem, za które uzyskał ocenę dobrą. Ojciec pierwszoklasisty najbardziej ukontentowany był wykazywaną przez niego zręcznością na zajęciach gimnastyki, co mogło dobrze wpłynąć na wątłą budowę Stacha.

Rok 1897, który w krakowskiej rodzinie Krywultów zaznaczył się przede wszyst¬kim zgonem Zofii Krywultowej, w rodzinie Żurawskich w Krośnie przyniósł nowe życie – przyszło bowiem na świat kolejne dziecko Aleksandra i Marii, syn Władzio.
33 Tamże.
229
Kiedy w listopadzie 1898 roku Aleksander Żurawski odbierał kolejne „Zawia¬domienie szkolne” swego pierworodnego syna, mógł napisać do Krakowa: Stach ze wszystkiego ma b. dobrze, tylko z obyczai dobrze. Pytałem się dlaczego. Otóż powiedziano mi, że był nieuważny i za karę siedział nawet w ostatniej ławce, ale to już przeszło i chłopak na nowo siedzi w pierwszej. Swoją drogą jest ulubieńcem nauczycieli, a że to zrobiono, to dla jego dobra34 .Staś, jako trzecioklasista, zakoń-czył rok szkolny 1898/99 z bardzo dobrym wynikiem. Zawiodło natomiast zdro¬wie, więc postanowiono o przeprowadzeniu kuracji wodami krynickimi, z których też korzystała jego przybrana matka. Niestety, pobyt w Krynicy i uganianie się tam z rówieśnikami doprowadziły do poważnej choroby płuc. Wobec tego zastanawiano się czy nie zabrać Stasinka na leczenie do Krakowa, ale ostatecznie powrócił z Kry¬nicy do Krosna, gdzie zaopiekowali się nim miejscowi lekarze. Nie rozpoczął jed¬nak we wrześniu nauki w szkole – wyzdrowiał całkowicie dopiero w październiku.
Na przełomie czerwca i lipca 1899 roku dotarła do Aleksandra Żurawskiego wia¬domość o korzystnym dla niego orzeczeniu Trybunału administracyjnego w spra¬wie ostatecznego przyznania mu koncesji na prowadzenie apteki w Półwsiu Zwie¬rzynieckim pod Krakowem 35, o którą to koncesję krośnieński aptekarz prowadził długą walkę.
Po uzyskaniu decyzji o nadania mu apteki w Półwsiu przez Starostwo krakow¬skie i zatwierdzeniu tego nadania przez lwowskie Namiestnictwo, Aleksander był pewny sukcesu jakim miało być uruchomienie apteki. Namiestnictwo powiadomiło jednak jednocześnie jego konkurentów, że przysługuje im prawo do odwołania do Ministerstwa spraw wewnętrznych. Skorzystał z tego prawa Jarzecki – neofita cie¬szący się protekcją wpływowego kleru, który tak długo czynił stosowne starania u arcyksiężnej Stefanii, aż ta zechciała wstawić się za nim do Badeniego, a ten jed¬nym podpisem przekreślił wcześniejsze decyzje dotyczące koncesji dla Aleksan¬dra. Nie załamało to jednak krośnieńskiego aptekarza, który podjął dalsze stara¬nia o aptekę w Krakowie. Wygórowane ceny nie pozwoliły Żurawskiemu na zakup apteki. Nie poradziłby sobie finansowo również z dzierżawą apteki. Oferowanej przez Józefę Knowiakowską pożyczki, nie chciał przyjąć, bo szybko nie mógłby jej spłacić, a cioci Knowiakowskiej stuknęło już 77 lat. Wniósł więc odwołanie do Try¬bunału gospodarczego sowicie opłacając najlepszego adwokata krakowskiego, ale według jego rozeznania, nawet po pozytywnym rozpatrzeniu odwołania musiałby być ogłoszony nowy konkurs na koncesję. Rysowała się więc przed Żurawskimi per¬spektywa dalszego życia z procentów. Pełnym zaskoczeniem było więc orzeczenie Trybunału, który uznał decyzję Badeniego za bezprawie i przywrócił poprzedni stan prawny w zakresie przyznania koncesji Żurawskiemu. Sprawa ta odbiła się szerokim echem w całej Austrii, a nawet przyniosła pewną sławę krośnieńskiemu aptekarzowi. Po takim obrocie sprawy, ku radości Krywultów, krośnieńska rodzina (z Ronkami) podjęła decyzję o przeprowadzce do Krakowa.Żurawscy zamiesz¬
34 Tamże.
35 Półwsie Zwierzynieckie – wieś została włączona do Krakowa w 1910 roku, dzisiaj znajduje się w obrębie Dzielnicy VII – Zwierzyniec.

230
kali w domu Augusta Miedniaka nie opodal Wawelu. Aby nie stracić roku szkol¬nego z powodu choroby i przeprowadzki, Stasinek (a właściwie już Stach) przero¬bił program czwartej klasy na lekcjach prywatnych, kończąc w ten sposób eduka¬cję na poziomie szkoły ludowej. Po zdaniu egzaminu wstępnego, Stach Żurawski został przyjęty w 1900 roku do jedynej wówczas w Krakowie wyższej szkoły realnej przy ul.Studenckiej 36, pozo¬stając odtąd pod czujnym okiem pracującego w szkole wuja Walerego.
W sierpniu 1900 roku urodził się Żurawskim syn Oleś.

W Krakowie już na zawsze
Aleksander Żurawski wypatrzył na Zwierzyńcu posiadłość z dwoma znajdują¬cymi się w nienajlepszym stanie oficynami, w których Żurawscy mieli nadzieję zamieszkać na czas budowy właściwego budynku na aptekę i mieszkanie. Kupili je w sierpniu 1899 roku, ale mieszkanie w nich okazało się bardzo uciążliwe. Koniecz¬nością stała się jak najszybsza przeprowadzka do nowego budynku. Uroczystym wmurowaniem kamienia węgielnego w 1900 roku rozpoczął Aleksander Żuraw¬ski budowę nowego, własnego budynku z pomieszczeniem aptecznym i mieszka¬niem. Od Gorzeckiego – dotychczasowego tamtejszego aptekarza odkupił wyposa¬żenie i materiały apteczne.
Stasinek, który ciągle był zagrożony chorobą dróg oddechowych, stał się w tym czasie przedmiotem największej troski nie tylko w rodzinie Żurawskich, ale ze względu na pamięć o zmarłej matce jego – Janinie, również w rodzinie Krywultów. Organizowano mu częste pobyty w Szczawnicy, Krynicy i Rabce. Były to nie tylko obowiązkowe kąpiele powietrzne – spacery, codzienne picie wody źródlanej, ale również lekcje z języka francuskiego i niemieckiego, uzupełnianie braków z grama¬tyki języka polskiego, a także słuchanie muzyki w zdrojowym parku, kręgle i nie¬rzadko teatr. Wszystkie te wakacyjne obowiązki Stasia połączone były z wypadami w Pieniny oraz do okolicznych miejscowości, najpierw wspólnie z innymi członkami rodziny, później z kolegami, a w końcu już samodzielne. Jedną z najbardziej ulu¬bionych wycieczek szczawnickich kuracjuszy (także Stasia) był całodzienny wyjazd do Czerwonego Klasztoru. Dopływało się tam łodziami po Dunajcu, ale co odważ¬niejsi ryzykowali przejście piesze. Z możliwości uciążliwego spaceru do Klasz¬toru korzystał również Aleksander Żurawski w czasie odwiedzin syna w Szczaw¬nicy. W czasie wakacyjnego pobytu w Szczawnicy w 1903 roku udało się Stasiowi uniknąć wylewu rzek w Krakowie, w czasie którego ucierpiał również Zwierzy¬niec. Pod koniec sierpnia 1903 roku dotarła do Szczawnicy wiadomość o śmierci Józefy Knowiakowskiej, za sprawą której przed szesnastoma latami aptekarz Alek¬sander Żurawski, poprzez ślub z jej siostrzenicą – Janiną Krywult, związał się z tą zacną krakowską rodziną.
36 Wyższa szkoła realna przy ul.Studenckiej 12 w Krakowie uchodziła za jedną z najlepszych szkół w okresie autonomii Galicji.
231
Rok 1904 przyniósł Żurawskim nadzieję na nieodległe przyłączenie Półwsia Zwierzynieckiego do Krakowa oraz przeprowadzenie dużych robót regulacyjnych rzeki Wisły, a co za tym idzie – nadzieję na wzmożony ruch w aptece.
W kwietniu 1904 roku Żurawscy zaczęli myśleć o zbliżającej się maturze Sta¬sia: Staszek jakoś tam z klasy do klasy przechodzi, nie wiem jak tam będzie z maturą, choć zaczyna się jakoś wyrabiać, może i tą Maturę jako zbije, a czem ma zostać, jesz¬cze nie zdecydowane, choć co do zdrowia to powiem, że może najlepiej się trzyma. – pisał Żurawski do Stanisława Krywulta37 .
W Krakowie działała już komisja powołana do oszacowania gruntów przezna¬czonych na obwałowania Wisły. Wykup przez miasto ziemi będącej w posiadaniu Żurawskich, pozwolił im na spłacenie części długu. W czerwcu 1907 roku Staś Żurawski zdał maturę i w nagrodę pojechał do rodziny w Nadwórnej. Była to dla niego pierwsza w życiu większa podróż – prawie przez całą Galicję. Zachwycał się widokami i przyrodą, zaś sama Nadwórna przypominała mu raczej krakowski Kazimierz i niestety nie był miasteczkiem zachwycony. Po tych wakacjach nale¬żało zdecydować się na przyszły zawód Stacha. O politechnice nie było mowy, bo nie miał zdolności do nauk ścisłych, które zawsze szły mu gorzej niż inne szkolne przedmioty. Garnął się natomiast do malarstwa, do sztuki. Krywultowie nie mieli nic przeciwko kształceniu Stacha w kierunku malarstwa, ale ojciec Aleksander Żurawski, obserwując wałęsających się po Krakowie w pelerynach, wygłodzonych obecnych i przyszłych malarzy, stanowczo odradzał mu, a nawet sprzeciwiał się. Dopiero, gdy go Krywultowie przekonali, że po studiach malarskich można dostać uprawnienia profesora szkoły średniej, dał przyzwolenie na ten kierunek kształcenia. W sierpniu 1908 roku, po pierwszym roku nauki w szkole u prof.Józefa Mehof¬fera, Stach odbył pierwszą samodzielną wycieczkę do rodzinnego Krosna i tak opi¬sał swe wrażenia: Nie mogę, bo i nie potrafię opisać wszystkich wrażeń jakich tu doznaję. Wczoraj zwiedziłem prawie wszystkie pamiętne mi miejsca. Z cmentarza udałem się przez ławę do naszego domku dawnego zwykłą drogą, potem na pro¬chownię i do kościółka św. Wojciecha. Zmiany jakie tu zaszły, chociaż w szczegółach są ogromne, powierzchownie są niewielkie, lecz widzę z tego, że najwięcej zmieni¬łem się ja, gdyż spostrzegłem wielką różnicę miedzy obrazem w mej pamięci przez te lata powstałym, a rzeczywistością. Dzisiaj wybieram się do Odrzykonia. Teraz zacznę zwiedzać rzeczy, które są jeszcze dla mnie nieznane38. Stach Żurawski gościł w Krośnie u zaprzyjaźnionej rodziny Mazurkiewiczów39 .
Tymczasem na Półwsiu Zwierzynieckim nic się nie zmieniło. Rodzeństwo Sta¬sia: Janinka, Anulka i Oleś chowali się zdrowo. Stach, chwalony przez Mehoffera, który dopuścił jego rysunki na przygotowywaną wystawę, spędzał wakacje w Kra¬kowie, robiąc jednak wypady do co modniejszych turystycznie okolic. Z rodziny Krywultów nadeszła jednak niedobra wiadomość – zmarła jedna z najbliższych
37 Krywult 1928-1930.
38 Tamże.
39 Mazurkiewiczowie to znana i zasłużona dla miasta rodzina krośnieńska.Z lekarzem Dio¬nizym Mazurkiewiczem (1845-1902) Janina i Aleksander Żurawscy utrzymywali bliski kontakt
232


Il.13.Kurs rysunków w Rzeszowie – pośrodku stoi nauczyciel Stanisław Żurawski.Pocztówka fotograficzna ze zbiorów autora
Żurawskim osób – ulubiona przez Stasinka ciocia Amelia. Z chwilą odejścia naj¬starszej córki Krywultów ucichły gościnne progi gromadzące dziatwę z rodzin Kry¬wultów i Żurawskich. Stachowi pozostał już tylko wuj Walerian, z ojcowsko-bra¬terskim stosunkiem do przyszłego malarza. Stach Żurawski zaliczał się w Akade¬mii do najzdolniejszych uczniów Józefa Mehoffera, dostawał pochwały i zbierał medale40. W 1911 roku41 ukończył akademię i zaczął przygotowywać się do egza¬minu na profesora rysunków w szkole średniej.16 czerwca 1912 zdał w Krakowie egzamin nauczycielski przed komisją egzaminacyjną dla kandydatów na nauczy¬cieli rysunków w szkołach średnich i rozpoczął pracę w szkolnictwie galicyjskim. Stanisław Żurawski, jako pedagog i później znany malarz, odwiedził Krosno tylko parokrotnie przejazdem.

Stanisław Żurawski (ur. 1889 w Krośnie, zm. 1976 w Krakowie) – polski malarz, współzałożyciel i członek Cechu Artystów Plastyków Jednoróg. Studiował w latach 1907-1913 malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie u Józefa Mehoffera i Wojciecha Weissa. Uczestniczył w wystawach malarstwa we Lwowie, Krakowie, Poznaniu i Łodzi. Malował głównie akty kobiece i krajobrazy Podhala. Oprócz malarstwa olejnego zajmował się akwarelą. W jego dziełach widoczny jest wpływ malarstwa Wojciecha Weissa.

40 Edukację artystyczną w krakowskiej ASP rozpoczął Żurawski w semestrze zimowym 1907/1908, w tzw. szkole Mehoffera. W semestrze tym otrzymał nagrodę za kompozycję. W seme¬strze II – nagrodę za akt i wzmiankę pochwalną na wystawie prac. W kolejnych latach i semestrach Żurawski pozostawał w oddziale Mehoffera, otrzymując kolejno: 1908/1909 I – trzy nagrody za akt; 1908/1909 II – medal brązowy; 1909/1910 I – nagrodę za akt; 1909/1910 II – medal srebrny; 1910/1911 I – nagrodę za akt; 1910/1911 II – nagrodę za akt i medal srebrny. Studia malarskie ukoń¬czył Żurawski w semestrze zimowym 1912/1913 roku.Zob.: E.J.Dutkiewicz, J.Jeleniewska-Ślesiń-ska, W.Ślesiński, Materiały do dziejów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie 1895-1939, „Źródła do Dziejów Sztuki Polskiej”, pod red. A.Ryszkiewicza, t.14, Wrocław 1969, s.444 (przyp.red.).

41 Według dokumentów w archiwum ASP w Krakowie, Stanisław Żurawski zakończył studia w semestrze zimowym 1912/1913 roku, tamże, s.444.Ten ostatni semestr w Akademii poprze¬dziła jednak półroczna przerwa, w trakcie semestru II 1911/12, kiedy to Żurawski nie brał udziału w zajęciach (przyp.red.).

Il.13.Kurs rysunków w Rzeszowie – pośrodku stoi nauczyciel Stanisław Żurawski.Pocztówka fotograficzna ze zbiorów autora

233
Źródła:

• W.Krywult, Wspominki i gawędy rodzinne, t.1-4, 1928-1930, rkps w archi¬wum rodzinnym Łukasza Żurawskiego w Krakowie
• W.Krywult, Wspominki i gawędy rodzinne, t.1-3, 1928-1930, fotografie rodzinne w archiwum Łukasza Żurawskiego w Krakowie

Osoby z rodziny krakowskich Krywultów wymienione w tekście:
• Adam Krywult (1815-1879) – kupiec krakowski.
• Zofia Krywult (1828-1897) z domu Kosicka, zamężna od 1848 r. córka prof. Ludwika Kosickiego i Konstancji z Bulinskich; siostra Józefy Kosickiej-Janowej Knowiakowskiej i Emili Kosickiej Sebastianowej Karwackiej

Ich dzieci:
• 1) Amelia Martinkowicz z d.Krywult (1849-1908), nazywana w rodzinie Mal¬cią – wyszła za mąż w 1870 r.za agenta handlowego Władysława Martinko¬wicza, owdowiała w 1884 r.
• 2) Władysław Krywult (1851-1884) – buchalter w handlu, zmarł w wieku 33 lat na szkorbut.
• 3) Zofia Laberschek z d.Krywult (1854-1933) – wyszła za mąż w 1873 r.za cukiernika Hermana Laberscheka.
• 4) Stanisław Krywult (1855-1911) – prawnik z wykształcenia, zatrudniony
Stanisław Krywult (1855-1911) – prawnik z wykształcenia, zatrudniony w sądach w Nowym Sączu, później kolejno w Mielcu i Wadowicach, awan-sował na inspektora sądowego dla Galicji z siedzibą w Wiedniu.
• 5) Adam Krywult (1858-1900) – urzędnik podatkowy w starostwie krakowskim, zapadł na chorobę umysłową.
• 6) Walerian Krywult (1861-1939) – z wykształcenia geograf, zatrudniony w szkolnictwie w Przemyślu, Lwowie, Sanoku, później radca szkolny i pro¬fesor szkoły realnej w Krakowie, autor „Wspominków i gawęd rodzinnych”.
• 7) Janina Żurawska z d.Krywult (1867-1889) – wyszła za mąż w 1887 r.za apte¬karza Aleksandra Żurawskiego.

Inni:

• Aleksander Żurawski (1845-1920) – aptekarz w Krakowie, Myślenicach, Kro¬śnie i ponownie w Krakowie.
• Stanisław Żurawski (1889 -1976), nazywany w dzieciństwie Stasinkiem, uro¬dzony w Krośnie syn Janiny z Krywultów i Aleksandra Żurawskiego, arty¬sta malarz.
• Józefa Knowiakowska (1823-1903) z domu Kosicka, siostra Zofii Krywult, właścicielka cukierni w Krakowie
• Stanisław Karwacki (1867-1949) – syn kupca Sebastiana Karweckiego i Emili Kosickiej – cioteczny brat Janiny z Krywultów Żurawskiej, praktykował w aptece Aleksandra Żurawskiego w Krośnie, od 1890 r.asystent w aptece w Myślenicach, uzyskał tytuł magistra farmacji.; najmłodszy syn Sebastiana Karwackiego i Emilii z Kosickich; wnuk prof.Ludwika Kosickiego u Konstancji Bulińskieh.
Herman Ludwik Laberschek (1846-1928) – pochodził z rodziny niemieckiej, przyjaciel Aleksandra Żurawskiego od lat szkolnych, z zawodu cukiernik, oże¬niony z Zofią z Krywultów.
Załączniki
farmaceuta Stanisław Karwacki (1864) i syn Sebastiana i Emilli z Kosickich Karwackich.png
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

wykonawca testamentu Szczepana Humberta

Postprzez akarwa » 12.03.2018

Ludwik Kosicki wykonawca testamentu Szczepana Humberta



Szczepan Humbert – krakowski architekt i filantrop znad Sekwany

http://www.krakow.pl/otwarty_na_swiat/1 ... kwany.html


Nawet rodowici krakowianie często nie wiedzą, kim był Szczepan Humbert, kiedy żył i czego dokonał dla Krakowa. A dokonał niemało, zarówno w dziedzinie architektury, jak i dobroczynności. Prawdziwą niespodzianką jest jednak fakt, że nie był on Polakiem z urodzenia, lecz Francuzem, który z naszego miasta uczynił swoją drugą ojczyznę.

Szczepan Humbert – krakowski architekt i filantrop znad Sekwany

Szczepan Humbert przyszedł na świat jako Étienne Humbert w 1756 r. w Paryżu. Niewiele wiadomo o jego młodości, poza tym, że uczył się architektury i budownictwa. W wieku niespełna 19 lat, czyli w 1775 r. przyjechał do Polski w celu odbycia praktyki zawodowej i tak się złożyło, że pozostał tu do końca życia. Po kilku latach pobytu na naszych ziemiach jego talent i pracowitość dostrzegła oświecona i można arystokratka, księżna marszałkowa Izabela Lubomirska, właścicielka pałacu w Wilanowie, inicjatorka przebudowy zamku w Łańcucie i budowy Teatru Narodowego w Warszawie. Księżna zatrudniła młodego Szczepan Humbertarchitekta w 1783 r. Na jej zlecenie według projektu Szczepana Humberta powstał między innymi pałacyk Vauxhall w Krzeszowicach, pomyślany jako dom zdrojowy, obecnie jeden z najcenniejszych zabytków miasta.

Praca Humberta dla wpływowej protektorki trwała kilka lat. Od tego czasu jego kariera zawodowa rozwijała się pomyślnie. W 1788 r. uzyskał „patent budowniczego" i został mianowany przez króla architektem Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa. Ostatecznie obywatelstwo Krakowa przyznano mu w 1796 r., wtedy też wstąpił do cechu murarzy i kamieniarzy. Wcześniej w 1793 r. Szczepan Humbert poślubił swoją rodaczkę Magdalenę z domu Baillot, z zawodu nauczycielkę, która mieszkała z nim w Krakowie do swojej śmierci w 1812 r. Państwo Humbert nie doczekali się potomstwa. Szczepan Humbert przeżył swoją żonę o kilkanaście lat i zmarł w 1829 r. Oboje małżonkowie pochowani zostali na krakowskim Cmentarzu Rakowickim. Humbert spędził na ziemiach polskich aż 54 lata, czyli większość swojego życia, którego najdłuższym etapem okazał się „przystanek Kraków".

W Krakowie zachowało się sporo śladów wieloletniej działalności Humberta jako budowniczego i architekta. Zgodnie z duchem epoki jego prace utrzymane były w stylu klasycystycznym, choć późniejsze przeróbki nie zawsze dają temu świadectwo. Humbert pracował przy budowlach, które w Krakowie są w większości powszechnie znane. Na przełomie XVIII i XIX w. przystosował do użytku scenicznego budynki na rogu placu Szczepańskiego i ul. Jagiellońskiej. Obiekt ten obecnie jest siedzibą Teatru Starego, która oczywiście w międzyczasie poddawana była rozmaitym przebudowom, czego przykładem jest choćby efektowna, secesyjna fasada budynku z początku XX w. Kilka lat później Szczepan Humbert dokonał znaczących zmian w zaniedbanym Pałacu Massalskich na rogu ulicy Franciszkańskiej i Brackiej i w 1806 r. sam go zakupił, prawdopodobnie od Teatr Starypierwszego dyrektora wspomnianego teatru przy placu Szczepańskim. Pałac, który otrzymał nową fasadę i powiększony został o dodatkowe piętro, od nazwiska późniejszego właściciela znany jest obecnie jako Pałac Larischa. Warto pamiętać, że od końca XIX w. do wybuchu II wojny światowej Pałac Larischa był oficjalną rezydencją prezydenta Pałac LarischaKrakowa, urzędującego w sąsiednim Pałacu Wielopolskich, który od końca lat sześćdziesiątych XIX w. jest siedzibą władz miasta.

Następne lata przyniosły kolejne realizacje architektoniczne. Miarą uznania, jakim się cieszył Szczepan Humbert, był między innymi fakt, że budynki według jego projektów powstawały także przy Rynku Głównym i w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Należały do nich nieistniejący już Dom Wenecki (Rynek Główny 10) i sąsiadujący z nim Dom pod Złotym Karpiem (Rynek Główny 11), oba zbudowane w 1809 r. Humbert podjął się gruntownej restauracji Kamienicy Hetmańskiej przy Rynku Głównym 17 oraz przebudowy okazałej Kamienicy Mennica, zwanej również Kamienicą Margrabską, zlokalizowanej przy Rynku Głównym 47 u wylotu ulicy Floriańskiej. W XIX w. był to Hotel Drezdeński, w którym zatrzymali się między innymi Moniuszko i Kraszewski, a obecnie w budynku tym mieści się bank. Wzięty architekt zaprojektował i nadzorował przebudowę trzech kamienic na rogu ulicy Sławkowskiej i Rynku Głównego na kolejny obiekt hotelowy. Powstał w ten sposób Zajazd pod Węgierskim Królem, przekształcony później w działający do dzisiaj Hotel Saski. Dziełem Humberta była odbudowa po pożarze Kamienicy pod Murzynami u zbiegu ulicy Floriańskiej i placu Mariackiego, tej samej, którą zachwycał się Gałczyński w „Zaczarowanej dorożce". Nieco dalej na ulicy Floriańskiej położony jest znany Hotel pod Różą, którego przebudową i adaptacją do funkcji hotelowych kierował również bohater niniejszego artykułu, podobnie jak rekonstrukcją i unowocześnieniem okazałego Domu pod Świętą Trójcą przy ulicy Stolarskiej 13. Warto pamiętać o jego wkładzie w przebudowę i zdobienie wnętrz Pałacu Biskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej, a także o fakcie, że był on współtwórcą ostatecznego projektu Kopca Kościuszki, powstałego pod jego nadzorem w latach 1820-1823. Elegancki Pałac Pusłowskich przy ul. Westerplatte 10 nie jest w swojej obecnej postaci dziełem Humberta, ale architekt z początkiem lat dwudziestych XIX w. wzniósł tu parterowy budynek, Kamienica Hetmańska zastąpiony późniejszą, zachowaną do dziś rezydencją, mieszczącą współcześnie Instytut Muzykologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W 1828 r. Szczepan Humbert sporządził testament, w którym przeczytać można takie słowa (pisownia oryginalna): „Ustanawiam na korzyść ubogich wyrobników, a w szczególniej w parafii WW: Świętych znajdujących się Instytucyą, która ma nosić imię fundatora Szczepana Humbert. Fundacya ta będzie zarządzaną i zawiadywaną stosownie do przepisanego przezemnie Urządzenia, które Senatowi do zatwierdzenia podam. Na uposażenie tej fundacyi poświęcam i przeznaczam cały mój majątek, wyjąwszy legata poniżej wymienione." Testament poprzedziło wspomniane „URZĄDZENIE INSTYTUTU ZAŁOŻONEGO przez Szczepana Humberta dla biednych uczniów z Parafii WW. Świętych w roku 1827". Dokument ten został zatwierdzony przez „Senat Rządzący Wolnego Miasta Krakowa i Jego Okręgu". Na zacytowanie zasługują jego dwa pierwsze akapity, przytaczane poniżej również w oryginalnej pisowni tamtych czasów:

„Odebrawszy od Mieszkańców tego kraju, w którym przeżyłem lat 52, wiele dowodów przychylności, pragnę uwiecznić pamięć moję między niemi, przeznaczając majątek mój nabyty 50 letnią pracą na użytek tego miasta.
Przekonany, że sztuki i rzemiosła są najdzielniejszą sprężyną pomyślności narodowej, a na których krainie tej dotąd zbywa, mniemam, że przywiązania mego do niej dam najlepszy dowód tworząc Instytut któregoby celem było usposobienie dobrych rzemieślników; bo podług mego przekonania ten jest najlepszy sposób zapewnienia tak szczęścia familij i szczególnych osób, które z tej fundacji bezpośrednio korzystać będą, jak pomnożenia dobrego bytu wszystkich mieszkańców tego miasta w ogólności".

Majątek pozostawiony przez Humberta oszacowano na około 60 000 złotych, co było sumą niemałą. Pieniądze te pozwoliły na powołanie do życia w 1834 r. Instytutu Technicznego jako średniej szkoły technicznej. Pracę Instytutu, który rozpoczął nauczanie w roku następnym, poprzedziła działalność trzyletniej Szkoły Technicznej, założonej dzięki fundacji Szczepana Humberta już w 1829 r. Siedziba Instytutu mieściła się przy ul. Gołębiej 20, czyli tam, gdzie zlokalizowany jest obecnie Instytut Filologii Polskiej UJ. Fundatorowi zależało przede wszystkim na wsparciu młodzieży biednej, której w Kamienica Margrabskaprzeciwnym razie nie byłoby stać na naukę. Dodatkowo prymusi mieli być całkowicie zwalniani z opłat szkolnych. Kształcono w Instytucie głównie przyszłych rzemieślników w rozmaitych zawodach, a nauczanie dotyczyło przedmiotów matematyczno-przyrodniczych i technicznych. Spotkać się można z opinią, że Instytut Techniczny jako pierwsza tego typu placówka na ziemiach polskich stał się „krokiem siedmiomilowym" w rozwoju szkolnictwa zawodowego w Polsce.

Po rozmaitych przekształceniach na bazie pierwotnego Instytutu utworzono w 1885 r. Państwową Szkołę Przemysłową, która w 1913 r. przeniosła swoją siedzibę z ul. Gołębiej do budynku przy Al. Mickiewicza 5. Pomimo różnych zmian strukturalnych i organizacyjnych przetrwała ona dwie wojny i ostatecznie uległa likwidacji w 1951 r. W wyniku reorganizacji szkolnictwa na jej miejsce powstało kilka średnich szkół technicznych – Technikum Mechaniczne, Chemiczne, Budowlane, Energetyczne i Geodezyjne oraz Zasadnicza Szkoła Metalowo-Budowlana.

W 2010 r. szkoły kontynuujące obecnie działalność wspomnianych techników i szkoły zawodowej podpisały w obecności Prezydenta Miasta Krakowa i Małopolskiego Kuratora Oświaty „Akt Partnerstwa Szkól Humbertowskich". Do porozumienia przystąpiły Zespół Szkół Mechanicznych nr 1, Zespół Szkół Budowlanych nr 1, Zespół Szkół Chemicznych, Zespół Szkół Energetycznych, Zespół Szkół Drogowych i Gospodarki Wodnej, Zespół Szkół Inżynierii Środowiska i Melioracji oraz Centrum Kształcenia Praktycznego. Szkoły zobowiązały się m.in. do podejmowania wspólnych działań na rzecz rozwijania i promowania szkolnictwa zawodowego w Krakowie oraz wprowadzania innowacji technicznych i organizacyjnych w tym zakresie, a także do współpracy z analogicznymi szkołami za granicą i wykorzystywaniu wsparcia oferowanego przez Unię Europejską. Ma to przyczynić się do odrodzenia tej formy kształcenia, w ostatnich latach niesłusznie marginalizowanej.

Jak widać Szczepan Humbert i jego idee nie należą wyłącznie do przeszłości. Dzięki swojemu odważnemu i dalekowzrocznemu testamentowi sprzed blisko dwustu lat jest on pionierem kształcenia zawodowego w naszym mieście, o czym się w dalszym ciągu pamięta. Przy okazji należy przypominać o jego znaczącym wkładzie w kształtowanie architektonicznego oblicza Krakowa. Najwięcej informacji na temat dokonań Szczepana Humberta i jego testamentu znaleźć można na stronach internetowych Zespołu Szkół Budowlanych nr 1 i Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1. Jest on także patronem wspomnianego Zespołu Szkół Mechanicznych, który wprawdzie jako oficjalny adres ma Aleje Mickiewicza 5 (czyli adres dawnej Państwowej Szkoły Przemysłowej), ale wejście do niego prowadzi od ulicy Szczepana Humberta. Na koniec warto wspomnieć, że ta mała uliczka między ulicą Wenecja i Aleją Mickiewicza, przy której oprócz wymienionych powyżej szkół mieści się także Wydział Grafiki i Wydział Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych, nosi swoją nazwę od 1935 r. Z dużym prawdopodobieństwem należy zakładać, iż niewiele osób wie, że wcześniej była to ulica... Żabia!
akarwa
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 1
Sponsor (1)

Poprzednia strona

Powrót do K____