1152. Rycerze-rozbójnicy ze Skrzynna

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Rycerze-rozbójnicy ze Skrzynna

Postprzez jerzy » 11.10.2008

W Szlachetnym rodzie Duninów, rozpoczynającym swą Polską historię od fundującego 70 kościołów (liczba znacznie przesadzona) Piotra Włostowica zdarzali się i rozbójnicy o których głośno. Takimi Byli Borzywoj i Włodek z żoną Katarzyną, którzy najpierw z Turzej Góry a potem z Barwałdu gnębili okoliczną ludność. Na obronę należy jednak przytoczyć, że był to czas walk o dobra, licznych najazdów na których Duninowie prawdopodobnie znacznie ucierpieli, a nie mając wsparcia u króla który sprzyjał ich przeciwnikom musieli się sami zatroszczyć o swoje. To że przerodziło się to potem w regularny rozbój nie jest jednak do usprawiedliwienia. Pytanie tylko na ile podania o owych niecnych czynach są słuszne, skoro np. podaje je kronika której autorzy związani byli znowu z przeciwnikami Skrzyńskich i uzyskiwali znaczne dobra za sprzyjanie im.
[DHRP]




Skrzyńscy, herbu Łabędź pochodzili z Wielkiego Skrzynna w Radomskiem. [forum_t]17430,Mszczuj[/forum/t] (protoplasta Brzezińskich) odznaczył się w bitwie pod Grunwaldem 1410 r. oraz na turnieju rycerskim w Budzie w 1412 r. W 1428 r. był z księciem Witoldem w Nowogrodzie, w 1445 r. fundował kościół w Gielniowie. Włodek ze Skrzynna, pewnie krewny Mszczuja, w 1435 r. załatwiał różne sprawy w Krakowie, w 1443 r. był na Węgrzech i pertraktował z Taborytami w sprawie okupu składanego przez miasto Kieżmark. Borzywoj miał zamek na Turzej Górze koło Dobczyc.
Ród ten miał również dobra na Węgrzech, zamki w Bytczy i w Letawie. W 1445 r. Mszczuj zastawił Włodkowi ze Skrzynna zamek w Barwałdzie wraz z wsiami doń należącymi za 3000 czerwonych złotych węgierskich, które Włodek - jak zeznał w 1448 r. do akt ziemskich - otrzymał od swej teściowej. Kwotę tę zapisał na dobrach barwałdzkich jako posag dla swojej żony Katarzyny. Katarzyna Włodkowa pochodziła prawdopodobnie z Węgier, być może z rodu właścicieli Letawy. W wyniku zastawu oboje objęli królewszczyznę barwałdzką z zamkiem i wsiami: Chocznią, Choczinką, Barwałdem Niżnym, Jaroszowicami, Leszchnicz (Leśnicą), połową Stanisławia, Sztronszką (Stroniem), trzema kmieciami w Zebrzydowicach i lasem w Ochodzy. Barwałd Górny był wsią szlachecką i nie należał do zamku.
Książęta oświęcimscy uważali transakcję między Serafmem a Skrzyńskimi za nieleganą i bezprawną. Gdy synowie Kazimierza - Janusz, Przemysław i Wacław podzielili 19 stycznia 1445 r. księstwo na trzy części, postanowili m. in., że książę zatorski ma starać się o odzyskanie Barwałdu, który będzie jego wyłączną własnością. Starania te nie przyniosły rezultatu i zamek pozostał przy Polsce.

O rycerzach - rozbójnikach
Awanturnicza wyprawa Dzierżka z Rytwian opisana w p. 3.3. nie była w tamtych latach czym wyjątkowym . Długosz pisał: Temi czasy szaleństwo jakieś i swawola obłąkały umysły niektórych ludzi, a zwłaszcza mieszkańców królestwa Polskiego, już to z przyczyny bezkarności, gdyż ich nie powściągała żadna obawa ze strony królów i rządców, już zamożność dostatków, w które pod ówczczas wszyscy niezwykle obfItowali (t. IV, s. 538). Do przemocy i gwałtu uciekali się nawet możnowładcy o znanych nazwiskach. Przed napadem Dzierżka na Zator Spytek z Melsztyna obraził się na biskupa Oleśnickiego za napolninanie go o skłonności do kacerstwa, używanie komunii pod dwoma postaciami, popieranie heretyckich kapłanów. Kiedy biskup zagroził lnu klątwą, Spytek napadł zbrojnie na jego klucz uszewski, ograbił i spustoszył Uszew. Wskutek interwencji króla konflikt zakończył się polubownie, a magnat wynagrodził biskupowi straty. Rozbojem na pograniczu Królestwa i w przyległych księstwach trudnili się tzw. rycerze - rozbójnicy zwani z niemiecka raubritterami. Wiele przykładów ich działalności podał Długosz. W 1434 r. Mikołaj Siestrzeniec Komicz na czele swoich krewniaków i kompanów z księstw Cieszyńskiego i Oświęcimskiego złupił Sławków i uszedł na Morawy, zaś kasztelan sądecki Krystyn z Koziełów w Siewierskim napadł na Gliwice i przez kilka miesięcy nękał grabieżami Sląsk. W Niempczy działał raubritter Piotr Polak, w 1436 r. ślązak Jan Stosz zrabował Kłobuck, w okolicach Toszka grasował Jan Czapek, koło Kluczborka i Wielunia - Jelcz (Gelcz). W 1451 r. rada królewska w Krakowie roztrząsała m. in. kwestię bezpieczeństwa i rozbojów. Postanowiono między innemi badanie sądowe czyli rug, w celu wykrycia złodziei i rozbójników; lecz jakkolwiek wszyscy zgadzali się na tę uchwałę, uznawszy ją za wielce pożyteczną dla kraju, gdy jednak pozjeżdżała się szlachta ziemi krakowskiej, którą przez listy królewskie do Krakowa zwołano, niektórzy panowie stawili w tej mierze nie małe przeszkody, aby oni sami, lub ich bracia i krewni o kradzież, łupiestwa i inne bezprawie nie byli pociągani. (...) hultaje i rozbójnicy tem bardziej podnieśli głowy, i ludziom prawym wyrządzali krzywdy (Długosz, t. IV, s. 78). Na tej naradzie podniesiono też potrzebę oblężenia warowni Wełczyn, z której Gelcz, sławny rozbójnik Szlązki (...) ciągle na królestwo napadał i popełniał rozboje. (...) Dopominano się, aby Włodka ze Skrzynna i żonę jego, dopuszczających się wydzerstwa i rozboju, a nie chcących ulegać ani prawu, ani rozkazom królewskim, w zamku Berwałtu kazał otoczyć (tamże, s. 79). Długosz ubolewa, że król Kazimierz Jagiellończyk zajmował się innymi sprawami, a cierpienia i krzywdy poddanych bynajmniej go nie poruszały. Niewiele więc zrobiono wtedy, aby ukrócić takich zbirów i jakby wrogów rodzaju ludzkiego. Niechlubnie wkroczyli na karty historii rezydenci zamku barwałdzkiego - Włodek i jego żona Katarzyna.

Włodek i Katarzyna Skrzyńscy
Rozboje na pograniczu nadal trwały. Dla ich ukrócenia podkomorzy krakowski Piotr Szafraniec wszczął w 145 l r. wojnę z Włodkiem Skrzyńskim, ale zamku barwałdzkiego nie zdobył. Komoniecki pod rokiem 1451 zapisał: na zamku w Barwałdzie u Góry Kalwaryjej Włodek Skrzyński herbu Łabędz i z żoną swą Katarryną rozbijał. Z którym Skrzyńskim walczył Piotr Szafraniec o ten Barwałd, za co mu książęta oświęcimskie dwa tysiące złotych obiecały dać, aby stamtąd wyjechał (s. 36).
Jesienią 1452 r. do walk włączyli się książęta śląscy, Przemko Tosceński i Janusz Oświęcimski, chociaż wcześniej obaj zawarli z Królestwem układy: pierwszy - wieczystego pokoju, drugi - zawieszenia broni. N a czele dziewięciuset najemnych rycerzy Przemko i Janusz napadli na ziemię krakowską. Panowała tam wtedy zaraza, wielu ze szlachty uciekło przed nią, a załoga zamku krakowskiego była złożona chorobą. Latwo więc było plądrować wsie i miasteczka nawet w pobliżu Krakowa. Książęta - rozbójnicy m. in. zatrzymali kupcom krakowskim wracającym z Wrocławia 13 wozów z towarami. W odwecie Piotr Szafraniec zajął twierdzę Malec pod Kętami i zmusił księstwa Oświęcimskie i Tosceńskie do płacenia daniny. Książęta poprosili o pokój przyjmując - według Długosza - ohydne układy : zwrócili złupione bogactwa, zapłacili okup 2000 czerwonych złotych i dodatkowo 800 czerwonych złotych za wyrządzone szkody. Odzyskali za to Malec.
W tych walkach pod bokiem obojętnego króla ścierały się interesy, ambicje i samowola książąt i raubritterów. Piotr Szafraniec był wcześniej (1442 r.) starostą siewierskim. Już wtedy złupił Ujazd, własność biskupa wrocławskiego, w 1449 r. pod Seceminem napadł ze swoją kompanią na krakowskich kupców, wśród których był Mikołaj Wierzynek. Obłowił się przy tym na 5 tysięcy czerwonych złotych. Podobny proceder uprawiał Włodek ze Skrzynna wraz z żoną Katarzyną. Zamek barwałdzki pod ich panowaniem stał się siedzibą wydzierstwa i rozboju. Ponury poczet gwałcicieli prawa i porządku publicznego uzupełniały inne nazwiska. W 1453 r. na Śląsku głośno było o Janie Szczekockim i Janie Kuropatwie. Ten ostatni - w towarzystwie Jakuba Nadobnego z Rogowa i podobnych mu typów - dokonał w 1430 r. świętokradzkiego napadu na klasztor jasnogórski. Zrabowano kielichy i krzyże, a obraz Matki Boskiej odarto ze złota i klejnotów oraz uszkodzono. Posądzenie padło na husytów, w Krakowie tłum mścił się na Czechach, a nawet zamierzano wydać im wojnę. Kuropatwa i Nadobny siedzieli przez pewien czas w wieży zamku krakowskiego, ale wnet wrócili do łask. Na początku 1453 r. starosta Jan Szczekocki i podkomorzy lubelski Jan Kuropatwa oblegli Oświęcim dla pomszczenia zeszłorocznej napaści księcia Janusza na ziemię krakowską. Spowodowało to poddanie się Oświęcimia królowi polskiemu. Jan Kuropatwa, herbu Jastrzębiec przejął z polecenia króla zamek oświęcimski i został jego burgrabią.
W kilka lat później (1457) dała o sobie znać pani na Barwałdzie - Włodkowa. Pojawiła się wtedy w Księstwie Oświęcimskim zgraja rozmaitego rodzaju ludzi Czechów, Polaków i Ślązaków, którym w Prusach nie zapłacono żołdu, a których przywódcami byli Kawka, człowiek niskiego stanu, i Świeborowski, dwaj bracia, już od dawna królestwu Polskiemu niebezpiecznie wrogi, z powodu niedoszłej należności, którą im Władysław, król Węgierski zapłacić przerzekał (Długosz, t. IV, s. 232). Ta gromada byłych najemnych żołnierzy nazywana Braciq obwarowała się na górze koło Oświęcimia zwanej Żebraczą i poczęła roznosić po kraju, a zwłaszcza ziemi Oświęcimskiej, łupiestwa, pożogi i rozmaite klęski (tamże). Kiedy ta kupa wichrzycieli powiększyła się liczebnie, zajęła Myślenice i założyła warownię na górze Wapienna koło Dobczyc. Popierał ich książę Janusz tusząc, że uda mu się odzyskać księstwo.
Zdarzyło się, że ośmiu z Braci zostało ujętych przez rycerzy królewskich i osadzonych w oświęcimskiej wieży. Udało im się jednak z niej wydostać po linie i opanować (bez broni! ) zamek. Starosta oświęcimski Jan Synowiec wszedł z nimi w układy: za cenę uwolnienia, zwrot broni i koni oraz obietnicę 200 czerwonych złotych pozbył się
kopotliwych więźniów - napastników. Gdy więc po ułożonej w ten sposób ugodzie wracali do swoich - pisał Długosz (s. 234) - Katarzyna Włodkowa, żona Włodka ze Skrzynna, która w te czasy zabawiała się rzemiosłem rycerskim, a właśnie była w Oświęcimiu, wysławszy swoich ludzi przeciw onym ośmiu zdrajcom, schwytanych w zasadzce ściąć kazała, i zabrać wszystko co im dane było, konie, broń i pieniądze.
Jak długo Włodek i Włodkowa prowadzili rozboje z Barwałdu - nie bardzo wiadomo. Niewiele faktów odnotowano w źródłach. Wiadomo na przykład, że w 1447 r. Włodek miał sprawę przed sądem krakowskim z Tomaszem Choczyńskim o jakieś krzywdy wyrządzone właścicielowi tej wsi, a w dziewięć lat później (1456 r.) Wlodkowa de Skrzin została zwolniona przez króla od obowiązku stacji wojskowych i wypraw wojennych. Oznacza to, że była w dobrych stosunkach z Kazimierzem Jagiellończykiem. Być może Włodek już wtedy nie żył, skoro przywilej nadano jej.
Postać tej wojowniczej damy obrosła w legendę za sprawą "Roczników Głogowskich", w których odnotowano pod 1493 r. opis jej poczynań. Według tej adnotacji Wlokyne była kobietą niezwykle silną, doskonale jeżdżącą konno i władającą bronią. Nie było łuku, ani kuszy, których nie potrafIłaby z łatwością napiąć. Męża trzymała ponoć tak krótko, że był w zamku prawie za stróża. Gdy zachodziła w ciążę, przerywała rycerskie rzemiosło do swego czasu. Na czele dobranej gromady napadała z wyżyn barwałdzkiego zamczyska na kupców i podróżnych, na okoliczne wsie i miasteczka - grabiąc i łupiąc je bezlitośnie. okrzyk die Wlokyne kompt ! (Włodkowa idzie!) budził trwogę w całej okolicy. Żądna bogactw biła nawet na zamku fałszywą monetę czerpiąc z tego dodatkowe zyski.
Jaki był koniec Włodkowej-rozbójniczki - nie wiadomo. Milczą o tym źródła historyczne, nie wspomina również - prócz cytowanej wcześniej wzmianki - Długosz. W podaniach różne są wersje jej śmierci. Według jednej miała spłonąć na stosie w Krakowie, co jest mało prawdopodobne. Wprawdzie za fałszowanie monety stosowano dawniej tak surową karę (z rozkazu króla Ludwika tak ukarano za ten proceder dzierżawcę Skałki Szaflarskiej pod Nowym Targiem), ale jest wątpliwe czy Włodkowa jako szlachcianka, mogła jej podlegać. Taką karę przewidywało miejskie prawo magdeburskie. Inna wersja podaje, że Włodkowa miała zostać stracona wraz z mężem w 1462 r., jeszcze inna, że wkrótce po uwięzieniu - odzyskała wolność.
Najbardziej barwną opowieść o ostatnich dniach Włodkowej podał cytowany już wcześniej Łepkowski (1850, s. 108-110). Kiedy po śmierci Włodka Katarzyna, gdyby orlica upatrywała z baszt berwałdzkich zdobyczy, wypuszczając na łup zgraje sług swoich najemnych, rozgniewany król polecił włodarzowi zamku lanckorońskiego, aby ją ujął i oddał w ręce sądu. Dobiegła do uszu przebiegłej Włodkowej wiadomość o tem zleceniu i postanowiła zgładzić swego prześladowcę. Zaprosiła więc lanckorońskiego prefekta na ucztę - podziemia zamkowe, w których jej pomocnicy i służalcy zwykle oczekiwali zdobyczy i tą razą napełniła zdradliwymi siepaczami a sama = pochlebnym na ustach słówkiem i miłym w oczach uśmiechem powitała zaproszonego gościa. Prefekt przybył sam, a słudzy jego i zbrojni towarzysze ukryci w krzakach, otoczyli zamczysko. Gdy już::: długo trwa uczta, a ani pochlebne słowo Włodkowej, ani dolewany ciągle napój nie zdołały odurzyć przytomności umysłu prefekta, upatrzyła Włodkowa porę i nie zwłócząc dłuzej, uderzyła sztyletem w pierś swojej ofiary. Bóg chciał, by zbrodnia ta była ostatnią ze spełnionych w murach Berwałdu : sztylet ześliznął się po ukrytym pod wierzchnią odzieżą pancerzu. Na dany znak przez prefekta uderzyli na zamczysko jego słudzy zbrojni, a wnet Włodkowa i jej zgraja leżeli powiązani na wozach ciągnących ku Krakowu, gdzie też niebawem zginęła zbrodniarka płonąc żywcem na stosie wystawionym w śród rynku krakowskiego.
Tę opowieść o Włodkowej Lepkowski przepisał z rękopisu kroniki klasztoru oo. Bernardynów w Kalwarii, co wyraźnie zaznaczył w swoim tekście z podaniem stronicy (s. 22); dodał, że jest ona w treści =godna = podaniem ludu. Kronikę tę zapoczątkował w 1612 r. o. Ludwik Boguski. Legendę o Włodkowej ogłosił drukiem po raz pierwszy bernardyn Mikołaj ze Skalbmierza w wydanej w 1632 r. w Krakowie historii klasztoru zatytułowanej Kalwaryja albo krótka historyja o fundacji miejsca i ojców Bernardynów zakonu św. Franciszka i także o drogach bolesnych Chrystusa Pana na kształt miejsc świętych jerozolimskich na gruncie zebrzydowskim pokazana (stron 288). J. Putek (1938, s. 102) poddał tę legendę ostrej krytyce zarzucając jej ... nieścisłości historyczne. Twierdzi, że Bernardyni celowo przejaskrawili krwawy obraz Włodkowej, bo "był im na rękę", usprawiedliwiając niecne czyny fundatora klasztoru Mikołaja Zebrzydowskiego, który m. in. bezprawnie zagarnął Żarek. Jest to zabawny przykład "dorabiania ideologii" do romantycznej opowieści ludowej.
Bibliografia (spis)
Gustaw Studnicki , Barwałd - Zarys dziejów w: MBC
Avatar użytkownika
jerzy
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 2
Twórca indeksów (2)

Powrót do Opowiadania