13995. Andrzej Trzebiński - pamiętnik - fragmenty

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Andrzej Trzebiński - pamiętnik - fragmenty

Postprzez jerzy » 11.06.2011

Pamiętnik (fragmenty)
Andrzej Trzebiński

24 styczeń
Irzykowski mieszka u ratyńskiego. rozmowa z ratyńskim dziwnie w stylu "pokrzepiania". ci poloniści to dziwny naród. jego obchodzi jeszcze asnyk - i zapewne za ostatni krzyk mody, z którym jednak - mimo że jest krzykiem - trzeba się już liczyć - uważa skamandrytowców. niedzielę ma zajętą, nie przyjdzie. ale wpadł na "zabawny" pomysł zaproszenia irzykowskiego. ta naiwność jego "wpadnięcia" - to jest coś, co mnie zdumiewa. nie wyprowadzałem go z błędu i z entuzjazmu wobec własnej pomysłowości.
szymanowska dziwna nieco inaczej. nastrojona na ton pobożny. tam gdzie adamczewski mówi po prostu o jajach, szymanowska używa aż takich omówień, jak "iskra boża". zupełnie jakby to nie chodziło o głupi talent! tylko o talent, a nie żadną "iskrę bożą".
z bojarskim coraz nowe plany - plany ekspansji. studio. marczak ma nas skontaktować z schillerem. sołtan chce rzucić na pierwszy ogień witkacego "wariata i zakonnicę". studio eksperymentalne. no, i poza tym te nasze prace, wspólne prace spółki autorskiej.
mam już tylko jeden dzień na pisanie. psiakrew, chciałbym jednak napisać coś na tę wielką niedzielę. żyjemy wobec dwóch gróz: grozy przepełnienia i braku gości.
z adamczewskiego: nie używać słów takich jak: płaszczyzna - dynamizm - wartościować, a nawet wartość - banalny - przezwyciężenie -

26 styczeń
w sobotę pracowałem jak wół. w czytelni pisałem prawie bez przerwy od godz. 2 do 8 wieczór. w domu aż do północy - mniej więcej - przygotowywałem się do dalszego ciągu. byłem zdenerwowany i niegotowy. udawałem przed sobą, że czekam na kawę albo na herbatę. po wypiciu nastawiałem nową menażkę i znów czekałem. było zimno. kawy miałem powyżej uszu, ale nie mogłem się zdecydować na przerwanie tego parogodzinnego picia.
pisanie zajęło mi noc aż do pół-do-piątej rano. spałem do południa. przyszła anna. bałagan. ubierałem się dopiero. anna czekała w jadalnym. na piątą przyjść nie mogła. przeżywała przygodę miłosną. opowiadała mi o tym - współtowarzyszu - przygody. było mi przede wszystkim zimno. on, ten współtowarzysz, opowiadał jej mnóstwo cudownych, mannowskich historii. miał dar narratorski. poważny i znał osobiście niemieckich rzeźbiarzy, pewnie sam był kimś.
przeżywała przygodę miłosną, poznała go w pociągu, w sobotę nie przyszła do mnie, ponieważ spotykała się z nim właśnie. o piątej też z nim właśnie. dlatego nie będzie mogła przyjść. opowiadał jej szczególnie piękną historię o ołówku srebrnym, historię jeszcze z czasów studenckich. mann, "góra czarodziejska" - też ten srebrny ołówek2. pomyślała o tym samym. nie. ale to nie ten sam ołówek i nie ta sama historia. śpieszyła się. wyszła. korektę robiłem u ciotki w kuchni. przed piątą poszedłem na miejsce. kompozytor grał jakąś własną kompozycję. panna haneczka ubrana jakoś czarno, ładnie siedziała na kanapie i przyglądała mi się, nie wiem dlaczego. goście spóźniali się. bojarski także. dopiero po piątej tłok. nosiliśmy palta do sąsiedniego pokoju, witaliśmy znajomych i układaliśmy swoje menu. czytałem trzeci z kolei. najpierw bojarski o nowej postawie człowieka tworzącego, później łoskot o malarstwie narodowym, później - ja i na końcu muzyk o nowym stylu muzyki i bojarski "biegiem w głąb życia".
polemika dotyczyła mojej pracy i łoskota. tamtym darowano. więcej: bojarski odniósł swą nowelą wielki sukces. iwańska była rozentuzjazmowana. inni też. sołtan i gralewski stanowili centrum opozycji, czy raczej krytyki. sołtan nie mógł zrozumieć, co oznacza w mojej pracy "zamiar twórczy". i zarzucał mi fałszowanie brzozowskiego, czego bynajmniej nie robiłem. w pewnych punktach zrywałem przecież z brzozowskim zupełnie wyraźnie. i troszczył się o społeczną rolę krytyki literackiej, podczas gdy ja w ogóle nie poruszałem tego zagadnienia i nie chciałem go poruszać. dla gralewskiego "zamiar twórczy" też był czymś enigmatycznym. każdy artysta chce tego samego - po prostu stworzyć dzieło sztuki. z tym się zgadzam. ale każdy co innego uważa za to dzieło. dzieło sztuki jest tu pojęciem formalnym, w które każdy wkłada treści indywidualne. wszystko zaczyna się dopiero tutaj.
wróciłem zmęczony. bardzo wstrętnie zmęczony. tak, sołtan mógłby być wielkim przyjacielem, mógłby być moim przyjacielem. ma chwile intelektualnej wielkości. on jeden w paru momentach wiedział, o co chodzi. ostatecznie nie była to rozmowa pusta, krytykował twórczo. tylko jednego nie mógł zrozumieć: że swoimi zarzutami bynajmniej mnie do pracy teoretycznej nie zniechęci, że bynajmniej nie zmusi mnie do pisania samych wierszy i samej powieści.
czytałem pod letnim, obojętnym piecem céline'a. dziś już jestem swobodny.

27 styczeń
nie jestem wolny ani dziś, ani nigdy. mam już takie życie, i sam jestem taki. w warszawie to jest po prostu niemożliwe, wolność. dlatego ta myśl o wyjeździe była mi tak droga. gdzieś na prowincji, parę miesięcy przymusowej prowincji, zmusiłoby mnie do pisania odpowiedzialnego. może napisałbym wtedy prawdziwą powieść. na razie mogę o niej jedynie myśleć, i to myśleć w ten sposób najwstrętniejszy, najmniej odpowiedzialny: "czym bym był, gdybym mógł być". zdaje się, że rozumiem brzozowskiego i jego oddech ulgi, kiedy poznał kulturę angielską, męską, nie rozpieszczoną tym trybem warunkowym. piszę o brzozowskim, bo trzeba tam wrócić, przede wszystkim "głosy" i "idee". biorę brzozowskiego ostatnio przez filtr adamczewskiego, to jest draństwo, chociaż adamczewski to filtr dobry, psiakrew.
sołtan zrobił mi propozycję co do wierszy. robię korekty w czytelni. korekta to jest wielka rzecz, po korekcie poznaje się pisarza. wiersz nowy, "senne drzewa drzemią w dnach niepogody". ponadto metafory na wolności.
kreczmar. lektury o wartości właściwie mi nie dał. sołtan bardziej będzie wiedział, o co chodzi. muszę porozmawiać z sołtanem. zapraszał mnie do siebie, ale znowu - ta praca gońca - mam zajęte przedpołudnia. z nikim jeszcze nie rozmawiałem o niedzieli. marczak umówił się na dziś, ale zawiódł. szmydtówny wczoraj nie było. tusia chce organizować nam wieczór autorski, jeszcze wczoraj to była niezła myśl. ale dzisiaj wobec tej pracy i tej korepetycji, i w ogóle tego wszystkiego, słowem - wobec mojego prawdziwego życia - to jest niedorzeczne. w każdym razie, czy warto?
historia automatycznie bierze w łeb. rosyjski właściwie też. program tygodnia: wiersze dla sołtana. wieczór autorski miłosza. skomunikować się z irzykowskim i z suchodolskim. kwestia własnego wieczoru. przeczytać "pragmatyzm" jamesa. sprawa książek adamczewskiego. czeski. poznać lepiej "sferę wpływów" ali, ten osiński itd.
dziewczyny odrzucić na bok - ale szczerze, szczerze, tzn. naprawdę. dla jakiejś-tam zosi nie urządzać wieczoru. nie wdawać się w te głupie, bezdenne idylle z dziewczynami, z których nic nie wynika. pocałunki muszą być tanie. muszą być darmo. marta to trochę rozumie. niedługo cała ta historia stanie się tylko historią rozpusty. z panną czarnowską i wyszyńską zerwałem w ogóle kontakt. nawet nie zadzwoniłem. ten cały ton o dziewczynach, wiem - jest wstrętny. ale ostatecznie tak jest naprawdę, trudno.
jeżeli ma się takie drańskie życie, jak ja, zostaje się w końcu draniem. myśli się w końcu, że może i lepiej - tak właśnie - być draniem i niczym więcej. anna to powinna zrozumieć. szkoda jednak, że nie była w tę niedzielę. ostatecznie wiedziałbym przynajmniej, co o tym naprawdę myśli. nasze myśli ostatnie są denerwująco obce. dla niej w ogóle.

Andrzej Trzebiński (1922-1943)
Jedna z najwybitniejszych postaci pokolenia wojennego. Student podziemnej polonistyki, poeta, prozaik, autor groteski "Aby podnieść różę", krytyk literacki i publicysta, organizator i bohater konspiracyjnych wieczorów autorskich, redaktor pisma "Sztuka i Naród", działacz Konfederacji Narodu, twórca Ruchu Kulturowego
Pamiętnik to najważniejszy tekst Trzebińskiego. Mamy tu wątek osobisty jego dwóch dramatycznych miłości. Mamy wątek codziennych bolączek życia młodego konspiratora - brak czasu, brak pieniędzy, konieczność ukrywania się, ciągłe zmiany mieszkania, życie w obliczu śmierci. Wreszcie wątek artystyczny i kulturowy - niezwykła gorączkowość i pośpiech, a jednocześnie okrutne wręcz dyscyplinowanie siebie, by zdążyć się wypowiedzieć, zaistnieć jako artysta, świadomy twórca kultury.
W Pamiętniku Trzebiński przeżywa zagadnienia prawdy i historii, stara się ustalić ich wzajemne relacje. Swą postawą chce prawdę i historię tworzyć. Wielkim dylematem staje się dla niego problem własnej wiary. Stara się też wypracować nową wizję polskiej kultury. Stawia przed sobą olbrzymie wymagania, podejmuje kolejne wyzwania, rezygnuje z własnej prywatności, szczęścia, miłości. A to wszystko w obliczu wojny. Wojny, która istnieje tu nie tylko na zewnątrz, ale przede wszystkim we wnętrzu samego piszącego.
Sołtan - to prawd. Tadeusz Sołtan


[http://czytelnia.onet.pl/0,1091229,2,do_czytania.html]
Avatar użytkownika
jerzy
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 2
Twórca indeksów (2)

Powrót do Opowiadania