1578. Maria Jaroszewska - przygotowania do świąt, Jaśniszcze 1910

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Maria Jaroszewska - przygotowania do świąt, Jaśniszcze 1910

Postprzez Marcin » 24.11.2008

Z Opowiadań Marii Jaroszewskiej
Przejdź do spisu treści


Jak przygotowywaliśmy się do świąt?
Najpierw, najpierw — ja nie, ale rodzice — najpierw jeździli do Dominikanów, do Podkamienia. Hrabia też. Przystępowali potem, całym dworem wszyscy do Komunii św. już w Jaśniszczach - bo ksiądz tam przyjeżdżał.

No i, dwa tygodnie naprzód robiło się przygotowania. Znaczy, ja nie robiłam, bo ja mała byłam, tylko babcia moja robiła te przygotowania z dwoma dziewczętami. A w dzień już pieczenia, to już nie wolno, nie wolno nikomu było wejść do kuchni. Nikomu. I tam piekła z tą swoją Paranią, moją taką nianią, przeróżne torty, pierniki, makowce ... baby — to ojciec dawał specjalnie robić formy na baby, bo nie było takich w sklepach ani nigdzie. To takie, takie wysokie… -bo baby były takie wysokie - może trzydzieści centymetrów albo wyżej. Dla mnie były bardzo wysokie. Jak te baby się piekły, to w ogóle już dom nie istniał. I, zawsze było sześć albo osiem takich bab. A z wierzchu były polukrowane i maczkiem obsypane takim. Ślicznie wyglądały. To zawsze na Boże Narodzenie i na Wielkanoc się piekło. A te baby, jak się wyjęło z pieca, to było takie szerokie płótno lniane, długie, takie, jak to maglowniki były. No i, te baby kładło się bardzo delikatnie na to płótno i tak się huśtało, z jednej strony jedna osoba, a na przeciw druga. I tak huśtało się, huśtało, huśtało…po kolei, aż one wystygły zupełnie. Te baby mogłeś jeść pół roku i były takie, jakby z pieca: żółciutkie, cudne, bo tam jaj szło coś… kopa jaj (sześćdziesiąt) - na cztery albo na sześć bab. Przeważnie cztery. Cztery były, zdaje się. Ale! wspaniałe. Co tam szło do tej baby! I rodzynki, i daktyle, i mielone migdały. Ach, to była baba!

Ryszkiewicz_J_Nieudane_baby_m.jpg


Dalej robiło się pieczyste przeróżne, Zające. Przede wszystkim pasztet z zająca. Wspaniały! Wspaniały pasztet. Bilbus. Pamiętam, że tam się wrzucało cuda jakieś, te… smażyły się wątroby, wątroby, tylko nie wiem, czy wieprzową, czy cielęcą. Ja byłam małą dziewczynką. Może miałam cztery latka? Może pięć? Ale ja pamiętam to wszystko. Nie pamiętam, ile tam czego szło. Babcia sama robiła. Sama wszystko przygotowywała, przyrządzała. A co robiły dziewuchy wtedy? Pilnowały. Pilnowały ognia. Pilnowały pieców, tych co się piekło. Pilnowały ognia, tego co się palił w kuchni. To się nie namęczyły. Babcia nie dała. Ale jedna dziewczyna ucierała cały dzień mak. Cały dzień. Siedziała na ziemi, miała makutrę i wałek, i po troszkę tego maku sypała. Sypała i ucierała. Coś tam dodawała do tego ucierania, ale nie wiem, czy mleka? Może mleka.Może śmietankę? Ale nie alkoholu. Nie. Nie. U nas nie było alkoholu w ogóle.

Były też ryby, kilka gatunków. Były smażone ryby, i w galarecie, były ryby posypane twardym jajkiem, i były ryby dla dzieci. Bez ości. No i różne ryby: karpie i liny i jesiotry…
A skąd to były te ryby? No z dworów. Dwory przecież wszystkie miały stawy. Tak samo oni [Miączyńcy] mieli staw i to wszystko szło za darmo, przecież.

:arrow: Wigilia w ziemiańskich dworach - wspomnienia
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda

Powrót do Opowiadania