14277. Maria Jaroszewska - Kraków przed i w czasie wojny

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Maria Jaroszewska - Kraków przed i w czasie wojny

Postprzez Marcin » 30.07.2011

Opowiadania Marii Jaroszewskiej
Przejdź do spisu treści

ul. Garncarska 8 - lata 20-te
(opowiadanie spisane w latach 80-tych, oraz na podstawie książki Barbary Pawłowskiej - córki Marii - "Życie jest walką")

Gdy mieszkaliśmy na Garncarskiej w Krakowie goście spali na skrzyni w przedpokoju, bo nie było innego miejsca. Mieszkanie składało się z jednego pokoju w którym na stole moja mama robiła kluski. Ja uczyłam się do Szkoły handlowej a mój brat Bronek robił doktorat. Codziennie na pierwsze danie był żur, i codziennie na ten żur przychodził głuchy przyjaciel Brońcia. Mama, prowadziła administrację właścicielowi kamienicy, który na parterze prowadził sklep z wędlinami. Postawiła jednak wędliniarzowi warunek, że ja będę mieć do szkoły codziennie bułkę z szynką. Żyliśmy biednie bo na owych bułkach kończyło się wynagrodzenie za pracę a szalejąca inflacja i trudne warunki gospodarcze odmieniły nasz los. Gdy nie było pieniędzy na obiad babcia szła na plac, kupowała kwiatek, lub zieloną gałązkę i stawiała przed Matką Boską. Wyjmowała potem z szuflady odrobinę mąki,patelnię smarowała świecą i w ten sposób piekła naleśniki. Nie mieliśmy lampy elektrycznej, a że Brońciu był krótkowidzem podkręcał płomień tak, że szkiełka trzaskały, a gdy nie można było kupić nowych to przylepiał papier. Za ścianą mieszkał złośliwy Żyd - adwokat. Mam poszła kiedyś do niego i zagroziła mu, że jeżeli nie przestanie robić wstrętów to go zastrzeli, bo ma rewolwer. Mieliśmy też dyżury przy oknie, ponieważ w dzień był smród ze sklepu, a domu był dym.
Pomimo tego w domu zawsze było wesoło i miło. Świadczy o tym np. fakt, że gdy przyjechał Żdziński, mama powiedziała, że przecież Ledóchowscy mają mieszkanie 4 pokojowe na Karmelickiej. On jednak stwierdził, że woli u nas na skrzyni. Inny znajomy - Byrka - przychodził do mamy grać w zielone. O 8 rano pukał do okna i wołał "zielone". Potem został ministrem skarbu.
"Ateista - to ktoś wierzący w brak wiary, i twierdzący że wierzenie jest bez sensu"
Avatar użytkownika
Marcin
Administrator
Administrator
Lokalizacja: Kraków
Medale: 1
Pomoc techniczna (1)
Imię i nazwisko: Marcin Niewalda

Powrót do Opowiadania