1656. Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Historie zasłyszane, pamiętniki, legendy rodzinne. Z urwanych słów, z kilku strzępków opowieści, gdy się wsłuchasz wysnujesz obraz ich życia - zamglony, niewyraźny i jakiś taki bliski niezmiernie ...
* CO W DZIALE? - Opowiadania rodzinne, historie zasłyszane, fragmenty pamiętników, niepotwierdzone legendy, historie o duchach, historyjki o zwierzętach domowych, o pokojach, powozach, klombach kwiatowych w ogrodzie, figurkach itp. Wszystkie nawet drobne, beletrystyczne rodzinne zapisy z dawnych czasów. Opowiadania mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone, pisane stylem dowolnym.
* OPISY - Przy dłuższych opowiadaniach można na początku wprowadzić indeks osób, miejsc, lub wydarzeń.
* POMOC - Trudności proszę sygnalizować w dziale "Poradnia", na wszystkie odpowiemy, tworząc jednocześnie FAQ
* PISANIE - Bardzo prosimy umieszczać w tekście znaczniki do leksykonu, lub innych działów. np. znacznik [leks] odsyła do hasła w leksykonie. znacznik [leks=] prowadzi do hasła innego niż link (np. inna forma gramatyczna). Leksykon. Pozwoli to czytelnikom korzystać z szerzej informacji.

Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Podania ,legendy i opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Bagiennik -demon niższego szczebla.
Baśń o księciu i królewnie
Baśń o złej królowej i zaczarowanych skarbach
Białowieska
Bocian
Boćki
Bogini wiosny
Brzezicki
Chrzciny we wsi
Czarna Dama
Diabelskie lusterko
Dlaczego Dobry Las jest Dobrym Lasem
Dobra śmierć
Dom
Duch Bieluch
Duch puszczy
Duma Jaćwinga
Dusza Towarzysza Chorągwi
Grad
Góra przy której straszy
Góra Zamkowa w Drohiczynie
Herb Lublina z Koziołkiem
Historia Sanktuarium Studzienicznej
Jak Ali Popławski z upiorami się barował
Jak Boczarski na Młynie
Jak diabeł Czarciwąs od sernickich wieśniaków sprytu się uczył
Jak na wigilię dzik rozmawiał ludzkim głosem
Jak powstał Augustów
Jak św. Onufry konie odnalazł
Jak Zuzka z Sernik prześwięciła diabła Okowitę
Jaś Grajek i królowa Bona
Jezioro duchów-coś o zakochanych.
Kamienna Baba
Kamienna Córka
Kamień nieszczęścia
Klątwa Kozaka
Korczewska Legenda
Krypno.
Kurzętnik
Legenda mrożąca krew
Licho z Cieliczańskiego las
Łowcy Pereł
Mgła
Na początku był lin
Naznaczony Dzik
Niezwykła historia o Białym Rycerzu z Małego Płocka
O miłości młodego kameduły do córki rybaka, Wingryny
O Białej
O Cerkwi w Dubiczach Cerkiewnych
Czarnej Hańczy
O Czerwonym Borze
O Drzewie Krzyża Świętego
O duszach
O Farysie, duchach i gilotynie
O górze zamkowej
O jeleniu, który wskoczył do łomżyńskiego herbu
O Królowej Drzew
O królu Brzoście, jego trzech córkach i czarowniku Batalionie
O miłości młodego kameduły do córki rybaka, Wingryny
O Nettcie
O pieknej Jegli
O powstaniu Białej
O powstaniu kamiennej baby
O powstaniu Lipska
O Radziwille ,,Panie Kochanku"
O Surażu
O Tykocinie
O wyspie Kępa
O Zofii Filipowiczównej czary czyniącej
Piekielne wrota
Pierścień Orlicy
Piękna złotniczanka
Pobojna Góra
Powstanie Suwałk
Puszczyk
Sąd diabelski
Sen Leszka Czarnego
O Ojcu Ruszlu
Skarb templariuszy
Sum zwany Ślepcem
Śnieżna sowa
Światło życia
Święte miejsce
Święty Onufry na Podlasiu
Tajemnicze kurhany
Tajemniczy skarb
Topielica
Tunel śmierci
Ukryty skarb
Urocze oczy
Wesele zamienione w wilkołaki
Wizerunek
Wspólnota Traktorów
Zaklęte wesele
Zbójeckie dzieje Pysznego Janka z Czerwonego Boru
Złoto
Związana z kamedulskim klasztorem wigierskim
Zwierciadło Twardowskiego
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Legenda o Białej
Było to bardzo... bardzo dawno temu, jeszcze w czasach poganskich. Nad leniwie płynącą Krzną, w pobliżu niedostępnych bagien, tutaj gdzie dzisiaj istnieje miasto Biała, znajdował się zbudowany z drewnianych bali gródek. Okolica ta była słabo zaludniona, to i gródek był niewielki, a jego mieszkancy nie liczni. Kraina stała otworem, toteż kto mocny, przychodził tutaj rabować, niszczyć i zabijać. Musiał więc rycerz władający gródkiem czuwać i bronić go, nie tylko od wrogów dalekich a mocnych, ale i pomniejszych rabusiów, którzy napadali na bezbronny lud i niszczyli jego dobytek.
Miał więc rycerz, kneziem wówczas zwany, drużynę nieliczną, lecz dzielną. Serce knezia było litościwe, toteż nie gnębił on, nie uciskał ludu biednego, a w czas pomoru lub innej klęski chronił go, dzieląc się również chlebem swoim. Pomagała mu w tym jego żona najmilsza, słoneczko jego życia. Była piękna nie tylko wdziękami swojego ciała, ale również dobrymi i litościwymi czynami. Kochali ją ludzie i Białą Panią nazywali, z powodu włosów jej jasnych.
Kochał ją też kneź dzielny. Niczego innego nie pragnął, jeno by onej gwiazdeczce życia jego dobrze było, by nigdy uśmiech nie schodził z jej twarzy, by zawsze była jasna i promienna. Tak jak i lud miejscowy, też ją od czasu do czasu Białą Panią nazywał. A kiedy mu rzekła kiedyś, cała w rumiencach, że nie jest już sama, bo już dzieciątko poczęte, a on dla niej jest już nie tylko światłem całym, lecz i ojcem dziecięcia, to on ją porwał w ramiona, tulił i całował. A potem dopiero dziękował. Dziękował za to dzieciątko co już się poczęło i za niedługi czas miało przyjść na świat, aby stać się dla obojga nową radością. A potem powadzili się trochę, gdyż rycerz chciał, aby dziecina była tak jasna i promienna jak mama, ona zaś pragnęła dziecka o licach smagłych i ogorzałych, tak silnego i dzielnego jak ojciec. A żadne ustąpić nie chciało, to dopiero nowe pocałunki i nowe pieszczoty ten spór małżenski zakonczyły. Wielkie było ich szczęście... a i lud radował się tą wieścią. Poniektóre niewiasty, wiekiem i życiem doświadczone, wzięły ją w opiekę i dobrych rad nie szczędziły, czuwając nad swoją dobrą, jasną panią.
Ale oto zaczęły napływać trwożne wieści, że w okolicy pojawiła się banda jakowaś, jakaś zbójecka wataha, napadająca na spokojnych ludzi i grabiąca ich dobytek. Wszyscy spodziewali się najgorszego; napaści na gródek, rabunków i zniszczen. Aby nie dopuścić wroga do gródka trzeba było uprzedzić jego zamiary. Postanowiono więc urządzić zasadzkę i wytępić bandytów co do nogi, aby nigdy już nie nękali pracowitego ludu tutejszego. Rzekł więc rycerz do Białej Pani:
Miła ty moja! Ruszam z drużyną, by zniszczyć tę podstępną, okrutną bandę. A ty mnie ucałuj żertwę(ofiarę) złóż bogom, ażebym zdrowo do ciebie i naszej jasnej ślicznotki powrócił!
Idź mężu mój! - rzekła Biała- ?ertwę ja złożę, a ciebie dniem i nocą oczekiwać będę. Wróć zdrowy i silny! Wróć do mnie i dzieciątka naszego.
Tydzien już upłynął, jak woje w gęstwinie leśnej zapadli. W gódku zapadła cisza, cisza wypełniona napięciem, niepokojem i oczekiwaniem. Niepokój zawładnął sercami żon, matek i córek. Lęk ścisnął również serce brzemiennej małżonki rycerza. Więc żertwę bogom złożyła, kolejną- bogatszą-obiecała, jeśli mąż jej zwycięsko powróci, by szczęście ich nowym blaskiem zajaśniało. Czekała więc Biała Pani, czekali wszyscy!I oto po ośmiu dniach posłyszano odgłosy powracających wojów. Wrażą bandę rozbili, wracali więc jako zwycięzcy. Zabity herszt bandy już nigdy nie powiedzie swoich kompanów na rabunek. Wracali jednak wojowie bez wesołości należnej, gdyż w zmaganiach zbrojnych poległ ich kneź waleczny. Zwarł się w śmiertelnych zapasach z przywódcą bandy, który był wielki i bardzo silny. Bił mieczem tak mocno, iż wydawało się, iż jednym zamachem przepołowi walecznego rycerza. Ten jednak był tak rączy, że albo zręcznie od ciosu uchylał się, albo mieczem swoim cios przeciwnika tak odparowywał, że na bok szła główna siła jego uderzenia. Stanęli wszyscy walczący w bezruchu, podziwiając siłę jednego, a dzielność i zręczność drugiego. Aż jeden z wojów zawołał:
Kneziu! To za nasz gródek! To za naszą panią!
Kneź wiedział za kogo walczy. Ale okrzyk ten jakby mu sił przysporzył, jakby skrzydeł dodał. Zebrał się w sobie jeszcze bardziej, a widząc dogodny moment, kiedy zbój na nowo miecz podniósł, a tarcza jego cokolwiek uchyliła się, pchnął błyskawicznie swój miecz ostry w odkrytą pierś zbójecką. Cios ten był straszny, śmiertelny, a krew wroga strumieniem wokół trysnęła. Zbój jednak resztką swoich sił miecz podniesiony skierował na pochylonego rycerza, uderzając nim w prawe ramię kneziowe, zanim ten zdążył swój miecz z jego ciała wyciągnąć. Również i krew rycerska popłynęła obficie, a dzielny kneź osunął się obok zajadłego wroga. Padając zdołał jeszcze wyszeptać:
Mojaś ty... Biała... moja...
Uciekli zbójcy widząc martwego wodza swojego, a także czterech innych poległych kompanów. A woje otoczyli rannego knezia. ?ył ci on jeszcze, ale rana była tak wielka, że krew prawie wszystka już zen zeszła. Jeszcze usta szeptały, ale nikt tego ani zrozumieć, ani pojąć nie mógł. Woje więc co rychlej nosze sporządzili, knezia na nich położyli i pośpiesznie do gródka powracali, gdzie by ratunek godziwy mu dano. Niewiele drogi uszli, gdy ranny jakby sprężył się, po czym głowa mu zwisła bezwładnie. Tak zakonczył swój żywot waleczny rycerz i dalej martwego już knezia nieśli do domu jego wierni wojowie.
A gdy ujrzała go ona- Biała Pani, martwego już i zimnego, to jeno okrzyk bólu wydała i padła bez ducha na ziemię. Rzuciły się jej na ratunek znajdujące się w pobliżu niewiasty. Przerażone jednak zauważyły, że do jednego nieszczęścia przybywa kolejne: oto leżąca pani dzieciątko rodzić poczęła. Urodziła je co prawda, ale sama na drugi dzien w bezsile i spokojności wielkiej umarła. Widać do męża, do ukochanego nade wszystko, tak śpieszno jej było. A woje dwojgu im stos ofiarny przygotowali, i na nim, jak zwyczaj ojców nakazywał, spalili ciała tych dwojga, tak bardzo się miłujących. Smętny lament i płacz niewiast długo jeszcze rozbrzmiewał wśród nadrzecznych zarośli Krzny i na obrzeżach nieprzebytej wiekowej puszczy:
Oj łado, łado, nie- łado! Oj dolo, dolo- nie dolo!
A że długo w pamięci tutejszego ludu żyła Biała, dobra Pani, to powoli również gródek, w którym mieszkali Białą zaczęli nazywać.
Poczęta w tragicznych okolicznościach dziecina mała, chudziutka była i słaba. Ale ją taką opieką i czułością niewiasty otoczyły, że choć kostuch kilka razy po malenstwo przychodziła, to nie oddały jej śmierci. Po prostu, zawzięły się i nie dały małej. Smarowały ją różnymi maściami, okadzały, zaklinały najbardziej tajemniczymi zaklęciami, pilnowały jak oka w głowie, ofiary za jej zdrowie składały. I dopilnowały... i uchroniły malenstwo. Powoli, bardzo powoli wzmacniała się, a z biegiem lat wyrosła na piękną dziewczynę. Była tak piękna jak jej matka, tylko nieco drobniejsza od niej. Cieszyli się więc mieszkancy gródka, cieszyli się starzy i młodzi. A że podobna była do swojej matki, tedy ją Białką nazwali. Kiedy dorosła, a jej uroda w całej krasie zabłysła, to myśleli jedynie o tym, aby tylko męża godnego mieć mogła.
Aż zdarzyło się, że podróżował w tych stronach rycerz z północy, gdzieś z dalekiej litewskiej krainy. Jadąc po bezdrożach spotkał przypadkiem człeka mizernego, który opowiedział rycerzowi o pięknej Białce, drobnej pani swojej. A mówił to z takim uwielbieniem, że młodzian ujrzeć ją koniecznie zapragnął. Kazał się też niezwłocznie prowadzić do Białki. Widząc ubogie szaty spotkanego wędrowca, kazał go rycerz odziać przystojnie, ażeby godnego mieć rajcę. Kiedy pod gródek zjechali rycerz kazał zatrąbić, aby oznajmić, że przyjaciel przybywa i jako przyjacielowi wrota bez obawy powinny być otwarte. Ujrzała ich wjeżdżających do gródka Białka i pomyślała, że dobry to musi być rycerz, skoro tak bardzo przystojnie przyodział jej poddanego. Spojrzała nan z ciekawością i zauważyła również, że jest wyjątkowo pięknym młodziencem. Wtedy jakoś żywiej zaczęło bić jej młode serce, poczuła, że wraz z tym nieznajomym gościem spłynęło jakieś inne, piękniejsze życie. A i on swoich oczu od niej oderwać nie mógł. Czul, że dalej już nie pójdzie, że właśni w tym niewielkim gródku znalazł kres swojej wędrówki.
I cóż było potem? Odbyły się uroczyste zrękowiny i huczne gody weselne. Młodzi początkowo mieszkali w gródku. Był on już jednak dość stary i wymagał znaczącej przebudowy, do której wkrótce przystąpiono. Młodzi zamieszkali czasowo w niewielkim dworku, stojącym na wzgórzu, za niewielką rzeczką. Pięknie tam było i jasno, więc dworek ten, i okolicę najbliższą ludzie Białką nazywali.
Młody rycerz, który poślubił Białkę, przybył z północy, był więc przodkiem Mendoga lub Gedymina. A może ojcem Budrysa, który doskonale wiedział, że Laszki to żony najpiękniejsze i najwierniejsze.
http://www.bialapodlaska.pl/?id=5
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Puszczyk
    W białowieskiej puszczy polował bardzo odważny litewski książę. Nadmienić należy ,że na polowania wybierał się sam zabierając tylko drewnianą pikę. Pewnej letniej nocy ,zmęczony ,przysiadł nad rzeką Łutownią, w pewnym momencie ujrzał piękną dziewczynę, która kąpała się w rzece. Oksana ,bo tak było na imię dziewczynie ,spodobała się księciu i na wzajem. Od tego czasu , książę swoje upolowane zwierzęta przynosił Oksanie , co w tamtych czasach było przejawem wielkiej miłości. Młodzi zapewne pobraliby się ,ale na ich drodze stanęła wiedżma. Ksantypa ,bo tak nazywała się owa wiedżma, zamieszkiwała nad rzeką Łutowonią; zajmowała się zbieraniem ziół,rzucaniem uroków, sporządzaniem lekarstw i trucizm. Bardzo ceniła sobie samotny żywot, który runął kiedy w kniei spotkała księcia. Zapałała do niego wielkim uczuciem, widząc ,że książę nie zwraca na nią uwagi ,poczuła ,że musi zastosować swoje sztuczki ,aby na nią starą i brzydką zechciał spojrzeć. Zaczęła ukazywać się księciu jako rusałka ,wabiąc go swoim śpiewem. Jednak i to nie dało żadnego efektu, Książe ciągle zakochany w Oksanie ani myślał zwracać uwagę na ''rusalkę''. Pewnego razu spotkał w lesie prawdziwą postać wiedżmy, starą ,pomarszczoną z krukiem na ramieniu, rozgniewany zrobił wielki zamach ,by ugodzić Ksantypę, jednak zanim ostrze jego piki zdążyło dotknąć jej piersi, ona zdążyła wypowiedzieć zaklęcie, które zmieniło księcia w mysz. Mało tego postanowiła Oksanę zamienić w puszczyka.
    Od tamtych czasów każdy puszczyk ostrzega wszelkie myszy, norniki, piżmaki swym pohukiwaniem, by przypadkiem nie pożreć ukochanego księcia przemienionego w mysz. Legenda głosi ,że klątwa zostanie zdjęta gdy przez sto lat żaden człowiek nie wytnie
    w Puszczy Bialowieskiej ani jednego drzewa.
    http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podla

Postprzez wanka » 30.11.2008

Góra Zamkowa w Drohiczynie
Wzniesiona o kilkadziesiąt metrów ponad poziom Bugu. Na jej szczycie znajduje się obelisk z 1928 r., upamiętniający dziesiątą rocznicę odzyskania niepodległości. Góra stanowi znakomity punkt widokowy na rzekę i jej szeroką dolinę. Drohicki gród obronny po raz pierwszy wymieniają źródła XI-wieczne, później w miejscu grodziska stanął zamek, który zachował się prawdopodobnie do czasów „potopu”. Góra Zamkowa i najbliższe okolice Drohiczyna znane są z wielu cennych znalezisk archeologicznych (dirhemy arabskie zVIII – IX w.). Nieliczne znaleziska obejrzeć można w zbiorach Muzeum Regionalnego w Drohiczynie. Jak wszystkie tego typu miejsca Góra Zamkowa ma również swoje legendy. Jedna z nich głosi, że na Górze jest pochowany w złotej trumnie wódz Jaćwingów – Kumat – który poległ w starciu z wojskami Bolesława Wstydliwego w 1264 r. pod Brańskiem. Druga, że Góra została usypana rękami więźniów, a zamek drohicki łączy podziemne korytarze z odległym o 30 km byłym zamkiem w Mielniku. Trzecia, że prawdopodobnie skarby mają się znajdować w murach kościoła pofranciszkańskiego, gdzie ukrył je sam Wielki Książe Litewski Witold. Natomiast w klasztorze franciszkanów prawdopodobnie znajdują się drzwi żelazne, które rzekomo prowadziły do lochów i skarbu ukrytego pod zamkiem.
Najbardziej romantyczna legenda głosi, że raz na sto lat otwiera się ściana Góry Zamkowej i wypływają z niej łodzie pełne zbrojnych rycerzy. Nikt ze śmiertelników nie wie, jaki jest cel tej wędrówki. Wiadomo tylko, że nim błyśnie świt, rycerze muszą wrócić do podziemi. Otóż zdarzyło się kiedyś, że jeden z rycerzy ujrzał na brzegu młodą mieszczkę z Drohiczyna i zapatrzony w jej urodzie zapomniał o powrocie. Odtąd błąka się po nadbużańskich łąkach, czekając na moment ponownego otwarcia Zamkowej Góry.

http:www.wrotapodlasia.pl+wrota+podlasia+legendy&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl&client=firefox-a
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podla

Postprzez wanka » 30.11.2008

Skarb templariuszy

[blok]Uroczy zakątek północnego Podlasia, przepiękna nadnarwiańska dolina, mała wioseczka zagubiona w plątaninie polnych dróg i leśnych gościńców oraz tajemnicza góra.
Maciejkowa Góra...
Dawno, dawno temu, tak dawno, że nawet najstarsi ludzie nie pamiętają, żył na skraju puszczy osetnik pszczelarz Maciej. Pewnego razu na nadrzecznym wzgórzu ujrzał wspaniałego rycerza z zakonu templariuszy zakutego w zbroję. Templariusz był ranny, umierał. Uczucie chciwości przeważyło w sercu Macieja i z rosnącym niepokojem czekał na śmierć rycerza. Jego zbroja była wszak taka piękna...
Wkrótce templariusz umarł. Maciej ściągnął z trupa zbroję i nie zwlekając założył ją na siebie. Z trudem wcisnął stalowe ubranie na swoje cielsko, zbroja była na niego za mała, ale Maciej tak łatwo nie zrezygnuje. Dopiął ostatnie zatrzaski i w tym momencie poczuł, jak ogarnia go gorączka. Szarpał zamki i guzy, próbował rwać blachy napierśnika, nic z tego. Zbroi nie udało się Maciejowi zdjąć. Bezskutecznie wołał pomocy. Zasnął Maciej na wieki na szczycie góry, obok zmarłego templariusza. Do dzisiaj wokół wzgórza dzieją się w nocy straszne rzeczy, duchy templariusza i Macieja toczą walkę o rycerską zbroję a ich śmiertelne krzyki niosą się wśród nadnarwiańskich łąk.
Powyższa legenda funkcjonuje ponoć do dzisiaj w świadomości mieszkańców okolic Juszkowego Grodu, Odnogi Kuźmy, Odrynek, około 35 kilometrów na północ od Hajnówki.
Skąd tutaj templariusz? Ale to jeszcze nie wszystko, bowiem inna wersja legendy głosi, że Maciej przypadkowo znalazł we wnętrzu nadnarwiańskiej skarpy templariuszowskie skarby i specjalnie straszył po nocach, aby odpędzić ewentualnych konkurentów i przypadkowych przybłędów!
Pachnie tajemnicą wokół Maciejkowej Góry. Ponoć w okolicy znaleziono kiedyś dwie kamienne płyty ze znakami templariuszy, jedna miała być wmurowana w ścianę stodoły a druga tkwiła samotnie w polu. Czyżby templariuszowski cmentarz?! O Maciejkowej Górze prawdopodobnie wiadomo coś historykom francuskim. W 1938 roku oglądał ją i fotografował zawzięcie od strony Narwi francuski badacz, profesor Ferrer. W latach siedemdziesiątych XX wieku jacyś "naukowcy" brali się nawet do rozkopywania skarpy, lecz zostali przepłoszeni przez miejscowych albo przez duchy Macieja i templariusza...
Na podstawie artykułu z "Poznaj Swój Kraj" nr 2/1998 opracował:
Marian Anklewicz
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Duch puszczy

W naszym kraju pozostało wiele puszczy i choć ingerencja człowieka uczyniła je mniej naturalne i nie są już tak rozległe jak przed wiekami.Na wschodzie kraju mamy popularną Puszczę Białowieską a na wschodnich krańcach Polski jest Puszcza Knyszyńska.Co prawda knyszyński las został w większości posadzony ludzką ręką,jednak miejscowi mają swoje spojrzenie są zdania ,że istniała ona od zawsze tak jak duch tej puszczy.
Przed wieloma laty mieszkała tu w okolicy dzisiejszego Szudziłowa pewna kobieta ;mieszkała skromnie w drewnianej chacie pokrytej trzciną.Wiele pokoleń przemijało a ona nadal była wśród nich;nazywano ją Zielarką z Boru;Szeptuchą;Matiuszką.Mówiono ,że jest tak stara jak ich las.Kobieta trudniła się magią -białą [leczyła i pomagała ludziom]-czarną [która mogła szkodzić a nawet odbierać życie].Na przełomie XIX-XX wieku zaczęto Puszczę Knyszyńską trzebić nie dlatego,że komuś las się nie podobał ale z chęci zysku.
Całymi dniami było słychać odgłosy siekier,które cięły drzewa.Las nie był już tak spokojny ,pewnego dnia Zielarka z Boru zniknęła w tajemniczy sposób.Nikt jej ciała nie odnalazł ,jednak w tym samym czasie pojawiły się trzy wyjątlkowe sosny o niezwykłych kształtach .Miejscowi wierzą, że właśnie w te drzewa symbolizujące wytrwałość ,rozum i siłę przemieniła się ich Matiuszka
Może ,to prawda ,że te trzy drzewa uchroniły Puszczę Knyszyńską przed zagładą i nie spotkał jej taki sam los jak innych ,które zostały puszczami tylko z nazwy.

http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Mgła
Późną jesienią przed wieloma laty,kiedy życie było jeszcze bardzo spokojne,ludzie żyli w małych grupach,każdy wiedział o sobie na
wzajem wszystko.Nie było szerokich dróg,nad wszystkim górował las.Do takiej leśnej krainy zawitała mgła,natrętna i nieustępliwa.
Mgła była bezwzględna ,promienie słońca odbijały się od niej i zawracały w powrotną drogę do nieba.Mgła robiła się coraz gęstsza,
ludzie nie dostrzegali własnych dłoni.Życie zaczynało zanikać.Ptaki ,owady w następnej kolejności ssaki ,które trzymały się najdłu-
żej [węchem znajdowały pożywienie na ziemi] Po woli skromne zapasy ludności zaczynały maleć. [przedtem nie gromadzili dużych
zapasów,bo co dzień las dostarczał pożywienia] Powoli do skromnych domów zaczęła zaglądać bieda i głód.
Dzieci z głodu płakały,ludzie byli przerażeni,aby nie słyszeć płaczu swych dzieci, z rozpaczy zaczęto zabijać własne dzieci.Po długim
czasie mgła w niektórych miejscach zaczęła zanikać,wobec takiej sytuacji ludzie zaczęli wędrować w poszukiwaniu lepszego świata.
Las stał się wrogiem człowieka,tak samo ludzie stali się dla siebie wrogo nastawieni. Zaczęto wycinać las ,o pola zaczęto toczyć
walki. Ludzie zaczęli tworzyć arsenały broni i narzędzi do uprawy roli. Zaczęto budować świątynie,o które też toczono walki.I choć mgła dawno odeszła ," postęp" szerzył się wśród narodu.Tak zostało i z pokolenia na pokolenie "postęp" utrwalał się wśród ludności.
Kiedyś jednak znowu pojawi się mgła nieustępliwa i zmieni świat tak bardzo ,że znów przez bardzo długi czas niepodzielnie będzie panował las, a postęp skryje się pod korzeniami drzew.


http://www.forum.suwalki.pl/index.php?topic=135.msg2506
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Dobra śmierć
W dzisiejszych czasach chcemy abyśmy żyli długo; abyśmy byli sprawni i szczęśliwi.Śmierć zawsze nas zaskakuje i mówimy ,że przyszła w nie odpowiedniej porze.Przed laty traktowano śmierć jako krótki przystanek w drodze do innej krainy.
Legenda głosi ,że w prastarej puszczy istniały specjalne miejsca dla wszystkich żywych istot,które w wkrótce miały się przenieść do Krainy Cieni-miejsca te zwano-Orgi. Każde stworzenie udawało się do tego spokojnego miejsca ,by wyciszyć się przed dalszą wędrówką by zastanowić się ,jaki bagaż wrażeń zebranych na ziemi powinno ze sobą zabrać , by pożegnać się z wrogami,przyjaciółmi by zebrać siły przed dalszą wędrówką
Śmierć była wówczas zwykłą częścią ziemskiego bytowania,dla większości współczesnych jest tak i dzisiaj.Jednak nasza cywilizacja
próbuje przystosować do potrzeb człowieka,który rzekomo ze wszystkich dóbr ziemskich najbardziej pragnie wygody ,komfortu i wypoczynku.
Autor legendy pisze,że rozmawiał z człowiekiem ,który wycieńczony ciężką chorobą przemierzył Polskę by znaleźć sobie miejsce na konieczne wyciszenie.Trafił w swej wędrówce do Puszczy Białowieskiej ,jednak nie znalazł tu swojego miejsca.Pojechał nad Wigry
wędrował wzdłuż brzegów tego jeziora i miejsca takiego nie znalazł.Wypłynął drewnianą łódką na jeziorne wody i więcej już go nie widziano.

http://www.forum.suwalki.pl/
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Bagiennik-demon niższego szczebla.
Na przełomie XVIII i XIX w. we wsi Brzostowo mieszkał Jan Mocarski ze swym ojcem,oboje byli rybakami.Pewnego wieczoru starszy
p.Mocarski wybrał się nad rzeką zamierzał złowić dużego suma.Zaopatrzył się w odpowiedni sprzęt ,przynętę -była wrześniowa cie-
pła noc ,zanosiło się na deszcz.Mocarski zarzucił przynętę i cierpliwie czekał aż do północy,sznur zanurzył się w wodzie,rybak nie
próbował gwałtownie podrywać ,bo zdawał sobie sprawę ,że duża ryba musi dobrze połknąć przynętę.Jednak ,gdy linka odkręciła
się w całości ,sum zapanował nad sytuacją.Ciągnął tak mocno,ze linka okręciła się wokół dłoni rybaka,który nie zamierzał puścić
zdobyczy.Walczyli ze sobą ,aż do wschodu słońca.Ryba holowała łódż kilka kilometrów w górę rzeki,w pobliżu wsi Biodry ryba wre-
szcie uległa.Po wschodzie słońca rybak z krwawiącą ręką i siedemdziesięciokilogramowym ,dwumetrowym sumem znalazł się w domu.
Radość rybaka była wielka ,bo taka zdobycz umożliwiała mu przeżycie kilku tygodni w godnych warunkach.Sąsiedzi również doceni-
li taką zdobycz.
Mijały tygodnie a ręka Mocarskiego nie goiła się,nie pomagały okłady z torfu i sprawdzone zioła.Ręka bolała ,zaczęła czernieć,ból był
nieznośny -do rany wdała się gangrena.Prosił syna aby odciął mu rękę,ten jednak udał się po radę do poszeptuchy.
Zielarka poradziła Janowi ,aby złożył Pani Jezior i Plytkowodzi ofiarę z najlepszych ryb,a w nocy miał udać się nad Biebrzę i przywabił Bagiennika tłustym węgorzem i dymem z dębowych liści,wyprażonymi w piecu chłebowym.Ponieważ oddech Bagiennika jest zabójczy a maż jaką zionie z jego nozdrzy jest jak ogień ,wpierw miał głowę owinąć lnianym płótnem.
Pierwszej nocy nie udało się wywołać demona,drugiej nocy coś ciężkiego wpadło do jeziora,trzeciej nocy wyłonił się Bagiennik.
Wpierw ukazała się żabia olbrzymia głowa,wielka paszcza pochwyciła węgorza i zniknęła.Jeszcze raz tej nocy pokazała się ,by wio-
nąć swą okropną mazią.Owa maż na coś sie przydała,bo po dziś dzień ludzie zażywają kąpieli borowinowych.
Ile jest prawdy w tej opowieści ? Nikt się nie dowie,ważne że stary Mocarski dożył ponad dziewięćdziesięciu lat,co w tamtych cza-
sach było nie złym wyczynem.
Czy Bagiennik nadal nad Biebrzą przebywa? Trudno powiedziec.Jak bowiem wszystkim dobrze wiadomo ,niewielu
śmiertelników może go ujrzeć na własne oczy.

http://www.forum.suwalki.pl/
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Re: Podania,legendy,opowieści cudowne z lat dawnych na Podlasiu

Postprzez wanka » 30.11.2008

Światło życia
Przed wieloma laty był zwyczaj,że gdy młodzieniec dorastał opuszczał dom rodzinny i ruszał w daleki świat.Tak też zrobili bohaterowie tej legendy.Trzech młodych ludzi wyruszyło w świat,ale każdy zabrał ze sobą inny'' bagaż''.Pierwszy zabrał ze sobą miecz,na przebytej drodze pozostawił wiele ofiar ,pokonał wiele smoków i potworów.Po wieloletniej tułaczce spoczął na cokole z marsową miną i wyszczerbionym po latach tułaczki wiernym towarzyszem
Drugi młodzieniec zabrał na swoją wędrówkę sakiewkę złota.Starannie inwestował swój majatek,na swojej drodze pozostawił wybudowane osady,miasta -sam żył w bogactwie i dochował się licznego potomstwa.Po jego śmierci wdzięczni mieszkańcy uwiecznili go w nazwach ulic i skwerów.
Trzeci młodzian zabrał na drogę tylko lampę.Wędrował z nią przez życie ,rozjaśniał ludziom codzienność i udręczone nieszczęsciami twarze.Nie odczuwał ciężaru wędrówki ,ogrzewając ludziom serca.Do końca życia dawał ludziom światło.Dotarł aż do Styksu i zaskarbił nawet sympatię posępnego Charona.Przeniósł tę magiczną lampę aż do Krainy Cieni i jest tam teraz w dobrym ,jasnym miejscu,czekając na swoich przyjaciół.

http://www.forum.suwalki.pl/
Avatar użytkownika
wanka
Kreator Forum
Kreator Forum
Medale: 4
Wybitna informacja (2) Twórca indeksów (1) Fotograf (1)

Następna strona

Powrót do Opowiadania